Meridon

Meridon

Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo Książnica, 2008
Liczba stron: 696
Osierocona Meridon wiedzie nędzne życie cygańskiego dziecka. Bezlitośnie wykorzystywana przez przybranego ojca marzy o dniu, w którym będzie mogła się uwolnić. Nadzieję czerpie z powtarzającego się niezwykle realnego snu, w którym jest częścią arystokratycznego świata. Niebawem wraz z siostrą przyłączą się do trupy cyrkowej, jednak nie zaznaje tam szczęścia. W końcu, wiedziona przeczuciem, udaje się do posiadłości Wideacre, gdzie wśród rodziny Laceyów ma się wypełnić jej przeznaczenie.

Jeszcze sporo mi brakuje, aby zbliżyć się choć trochę do tego, kiedy będę mogła powiedzieć: "Oto wszystkie (lub prawie wszystkie) książki Philippy Gregory mam za sobą". Może i dobrze, że jeszcze daleko do tego, znaczy to nie więcej i nie mniej jak to, że czeka mnie jeszcze duuużo dobrej, historycznej literatury. "Meridon" dodatkowo jest jedną z serii, którą wreszcie skończyłam - leżała ta książka na mojej półce długo i pewnie dlatego też długo po nią nie sięgałam... bo była moja i mogłam ją wziąć w każdej chwili :-) Tak niestety mam... jak coś jest w zasięgu ręki, to musi dość spory kawałek czasu czekać na swoją kolej.

"Meridon" jest trzecią i zarazem ostatnią częścią dziejów rodu Laceyów. I jak zwykle nie wiadomo, czego się spodziewać po kolejnej części. Ale czy tak jest zawsze? Nie u Philippy. Mówiąc szczerze, tak naprawdę jeszcze nigdy nie zawiodłam się na żadnej jej powieści, czy to była pierwsza część jakiejś sagi, druga, czy dwudziesta druga. Ta seria - chociaż trudno ją nazwać stuprocentowo historyczną, bo chociaż akcja rozgrywa się w osiemnastym wieku, to jednak większa część tej książki to fikcja literacka - dodatkowo stała się jedną z moich ulubionych; żadna bowiem jeszcze książka nie wywołała we mnie takich emocji, jak "Dziedzictwo", "Dziecko szczęścia", a teraz "Meridon". Ta ostatniej na dokładkę nie brakuje absolutnie nic w porównaniu do poprzednich dwóch.

Cała ta historia być może jest taka, a nie inna, pasjonująca, wciągająca i intrygująca - po prostu inna, bo... nie wywołuje tych pozytywnych uczuć względem głównych bohaterów, ale... raczej negatywne. Zaskoczenie? Jednak mnie takie książki znacznie częściej zapadają w pamięć, niż te "dobre". Po tej sadze, po każdej jej części, czuć jakiś niesmak, niekoniecznie wywołany tym, że książka się skończyła, ale tym, co wyczyniają jej bohaterowie, co myślą, czują, czym się kierują. Taka jest pierwsza część, jak i druga. "Meridon" jednak troszkę się od nich różni pod tym względem. Bo choć często podczas czytania zastanawiamy się, dlaczego Sara vel Meridon zachwuje się tak, a nie inaczej, to jednak gdzieś tam obok znamy tego wytłumaczenie. Beatrice i Julia były dla mnie po prostu zepsute na wskroś, pełne obłudy, chęci władzy, widzące tylko i wyłącznie siebie, ślepe na ludzi; Sara jest inna, chociaż odzywa się w niej tamta natura, to jednak cały czas walczy z nią ta inna, dobra... 

Nie zmienia to faktu, że i od tej książki nie można się oderwać. Cała ta seria jest jedną, moim zdaniem, z najlepszych serii, jakie stworzyła autorka. Nie spodziewałam się tego, biorąc do ręki pierwszą jej część. Bez wątpienia świadczy to jednak o tym, że warto po tę sagę sięgnąć, nawet nie będąc do niej przekonanym. Chociaż nie powiem, że z pewnością spodoba się wszystkim... niekoniecznie. Głównie za sprawą uczuć, jakie wywołuje, negatywnych emocji, które wywołują w nas bohaterowie. Ja jednak, mimo tego, a może właśnie dlatego, nie mogłam się od niej oderwać... Warto więc spróbować.

Zakazana królowa

Zakazana królowa

Autor: Anne O'Brien
Wydawnictwo Mira, 2014
Liczba stron: 444
Dynastia Tudorów to specjalność jednej z moich ulubionych autorek, Philippy Gregory. To właśnie dzięki niej zainteresowałam się tą częścią historii Anglii, to dzięki niej sięgam po książki z tej tematyki. Pewnie dlatego, gdy zobaczyłam "Zakazaną królową", pomyślałam od razu, że nie mogę tej książki pominąć i muszę ją poznać. Zaintrygowała mnie tym, że nie jest to opowieść o Henryku VIII, ale o samych początkach rodu, z którego się wywodził, zaintrygowało mnie również to, że Anne O'Brien, autorka, o której do tej pory w ogóle nie słyszałam, porównywana jest właśnie do Philippy...

Katarzyna de Valois przybywa na angielski dwór, aby poślubić króla Anglii, Henryka V. Małżeństwo ma charakter czysto polityczny, matce Katarzyny, królowej Izabeli, zależy bowiem na tym, aby wydać córkę jak najlepiej, a przy okazji i sobie zapewnić godną przyszłość. Nie waha się przy tym, aby spełnić żądania króla Henryka i oddać mu francuską koronę - takiego posagu Henryk przecież nie odmówi, dzięki czemu Katarzyna będzie mogła zostać królową Anglii. Jest ona jednak tylko pionkiem w grze o wielką władzę. Niedługo po ślubie Henryk umiera, udaje mu się jednak wcześniej spłodzić z Katarzyną syna i zostawić po sobie dziedzica korony angielskiej i francuskiej. Nad małym Henrykiem jednak od urodzenia ciąży klątwa, mająca się spełnić w jego dorosłym życiu. Katarzyna jednak nie wierzy w żadne przepowiednie. Samotna tak samo, jak była u boku Henryka, jest również teraz i coraz częściej myśli o ponownym zamążpójściu. Jednak sytuacja wcale nie jest taka prosta - jej przyszły małżonek miałby wielkie wpływy na dworze i w wychowywaniu przyszłego króla. Rada królewska skutecznie utrudnia jej więc zawarcie drugiego małżeństwa. Czy Katarzyna do końca życia już zostanie sama i pozostanie na dworze jako królowa-wdowa i matka przyszłego króla?...

Z reguły nie lubię sytuacji, gdy jakaś książka z góry porównywana jest do innej, to samo tyczy się autorów. Na początku skrzywiłam się więc trochę, widząc na okładce "Zakazanej królowej" napis, który dobitnie uświadamia czytelnikowi, że autorka tej książki jest lepsza od Philippy Gregory. Skrzywienie moje jednak nie miało wpływu na decyzję, czy tę książkę przeczytać, czy nie - nawet się nad tym nie zastanawiałam. Dlaczego? Bo takie książki wręcz uwielbiam. Fakt, dla mnie Philippa będzie zawsze niepokonana, ale byłam naprawdę ciekawa, jak w tym zadaniu sprawi się nowa autorka, o której do tej pory nie słyszałam.

Gdy się zacznie czytać tę powieść, porównanie do Philippy jednak przestaje dziwić i robi się zrozumiałe. Anne O'Brien również postanowiła umieścić w roli głównej bohaterki kobietę, której dotyczy cała ta sytuacja, ale która tak naprawdę nie ma sama nic do powiedzenia, bo nie taka była jej rola. Miała tylko jedno określone zadanie - wejść do angielskiej rodziny królewskiej i zostać królową. Tak naprawdę była tylko marionetką w grze o władzę między Francją a Anglią. Philippa Gregory, trzeba przyznać, tworzy bohaterki bardzo podobne. Temu wszystkiemu towarzyszy niesamowity klimat angielskiego królewskiego dworu, pełnego intryg i zawiści. W "Zakazanej królowej" jest podobnie. Nie ma tu czasu ani miejsca na sentymenty, są określone role do odegrania, a władza kusi wielu. Autorce udało się stworzyć naprawdę świetną powieść z prawie tak samo idealnym klimatem średniowiecznej Europy. Cóż innego chcieć można od dobrej, historycznej powieści?...

"Zakazana królowa" na nowo wzbudziła we mnie chęć sięgania po tego typu książki. Nic dziwnego. Gdy raz wejdzie się w ten klimat, trudno do niego nie wracać. Fanów Philippy książka Anne O'Brien nie powinna więc zawieść. Warto bowiem sięgnąć od czasu do czasu po innego autora, który pisze podobnie i z pewnością wniesie odrobinę świeżości tam, gdzie w pewnym momencie, przy wielu powieściach tego samego autora, się ona po prostu rozpływa... A do tego poznać historię Anglii, która jest, moim zdaniem, jedną z najciekawszych historii europejskich krajów. Polecam :-)

Za podróż w czasie do początków XV wieku serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mira/Harlequin
http://harlequin.pl/mira


Podsumowanie maja 2014

Podsumowanie maja 2014

 

Maj za nami, a wraz z czerwcem, pewnie nie tylko dla mnie, zaczął się miesiąc intensywnej nauki.
Sesja - oczywiście :-)

W maju miałam troszkę więcej czasu na czytanie, to i więcej książek wskoczyło, i więcej recenzji.
W czerwcu prawdopodobnie nie będzie tak kolorowo, bo niestety naukę teraz muszę postawić na pierwszym miejscu.
Jednak obiecuję, że będę :-)
Żałuję ogromnie jednego, odnośnie maja - że nie udało mi się znowu znaleźć na Targach Książki, choć planuję już od dobrych kilku lat - cóż, co się odwlecze, to nie uciecze. 
Nie w tym roku, to w następnym się uda. W końcu musi :-)

A jak Wam Kochani minął maj i wczorajszy Dzień Dziecka?
Dla mnie czerwiec zaczął się pracowicie, bo w szkole, i taki też, pełen nauki, zapowiada się niemalże do końca.

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli