Korona śniegu i krwi

Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2012
Liczba stron: 768
Zawsze byłam zafascynowana średniowieczem. Żadna epoka literacka nigdy nie wydawała mi się bardziej interesująca, kolorowa i warta większej uwagi, niż średniowiecze - ani nowożytność, ani wiek XIX, ani nawet starożytność. Od dawna też to właśnie historia Polski interesuje mnie najbardziej. Nie jestem patriotką, nie mam zamiaru pisać, że każdy Polak powinien znać historię swojego kraju. Polska zawsze wydawała mi się po prostu bardziej interesująca, wydarzenia barwniejsze, uczyłam jej się chętniej niż powszechnej. Pewnie wiele z Was teraz powie: rany, co ona widzi w tej średniowiecznej Polsce, tyle było ciekawszych momentów i u nas, i na świecie. Widzę dokładnie to samo, co inni widzą w swoich ulubionych epokach, a dynastia Piastów zawsze fascynowała mnie najbardziej dlatego, że są to najdawniejsze dzieje naszego kraju.

Dlatego gdy usłyszałam o powieści Elżbiety Cherezińskiej, postanowiłam, że muszę ją przeczytać i nie dam za wygraną, dopóki to nie nastąpi. "Korona śniegu i krwi" opowiada właśnie o tej naszej, z pozoru nudnej historii (przynajmniej z taką opinią się spotykam, gdy ktoś słyszy, że uwielbiam średniowiecze), a jej bohaterami są właśnie Piastowie. Nic innego do szczęścia mi nie brakowało. Do tego akcja dzieje się w trzynastym wieku, czyli w czasie, gdy na tronie polskim nie zasiadał żaden władca, a kraj borykał się non stop z problemami i klątwą rozbicia dzielnicowego, które też z reguły uważane jest za nieciekawe. Książka Elżbiety Cherezińskiej opowiada o tych właśnie czasach, a jej bohaterem jest Przemysł II, który tak pokojowo, jak tylko się dało (choć nie zawsze to wychodziło) zjednoczył Królestwo Polskie i jako pierwszy po ponad dwustu latach koronował się na króla Polski.

Jak w każdym wydarzeniu historycznym, a w szczególności tak dawnym, zawsze istnieją jakieś luki, coś ma więcej niż jedną wersję albo coś można tylko domniemywać. Jestem zaskoczona jednak tym, jak świetnie autorka poradziła sobie z historią. Ta książka spokojnie mogłaby służyć ku temu, aby się z niej czegoś nauczyć, Elżbieta Cherezińska pozostała bowiem w zgodzie z dawnymi wydarzeniami. Wiadomo, że jest tu również fikcja literacka, jest nawet trochę fantastyki (co nie przeszkadza, a wręcz ubarwia całą opowieść i nawet sprawia, że zapominamy o tym, że czytamy książkę opartą na wydarzeniach historycznych, do tego niezbyt ciekawych), niektóre wydarzenia mają wiele twarzy i czasem trzeba było wybrać tę jedną, najodpowiedniejszą i najbardziej pasującą nam do fabuły... Ale najważniejsze, że nic tu się z historią nie mija, nic nie jest inaczej... I za to ogromny plus.

Bohaterowie to jeszcze inna bajka. Nigdy nie sądziłam, że ci sławni królowie i książęta będą dla mnie tak żywi, jak w tej powieści. Z takim czymś się jeszcze nie spotkałam. Na pewno pamiętacie choćby z lekcji historii w podstawówce Henryka Prawego, Przemysła czy choćby Władysława Łokietka albo Jakuba Świnkę... Tutaj się oni pojawiają, ale nie są kolejnymi postaciami, które poznaje się na lekcjach. Tutaj wszyscy są tak autentyczni, żywi i barwni jak w żadnym podręczniku - raczej jak w najlepszej przygodowo-historyczno-fantastycznej powieści. To, jak autorka przedstawiła sylwetki sławnych postaci zasługuje na kolejny plus. A najbardziej zasługuje na niego charakterystyka Przemysła II. To był książę, a potem król, o którym szczerze mówiąc nie wiedziałam zbyt wiele, bo się nim do tej pory po prostu na tyle nie interesowałam. Lubię historię początków państwa polskiego, lubiłam zawsze rozbicie dzielnicowe (tak, wiem, zwykle interesuje mnie to, co dla innych jest nudne), ale Przemysł zawsze stał u mnie tak jakby z boku, a i historycy jakoś zawsze tak zręcznie go omijają... niesłusznie. Od dziś jest moim ulubionym królem; królem, który cieszył się tym tytułem tylko trochę ponad 200 dni, ale który w pełni na niego zasłużył.

Można sobie przeczytać, jak zakończyła się historia Przemysła - źródeł jest sporo, choćby w internecie. Wiedziałam, jak kończy się jego panowanie. A mimo to kończyłam tę książkę jak najlepszą powieść sensacyjną, a samo zakończenie wbiło mnie w fotel. Ktoś powie: niemożliwe. Możliwe jak najbardziej (jeśli ktoś myśli, że przy takiej książce nie sposób uronić łzy, to się myli, i to grubo!). Uwielbiam takie powieści jak "Korona śniegu i krwi" i jedyne czego mogę żałować, to tego, że twórczość Elżbiety Cherezińskej poznałam dopiero teraz.

Jeśli kiedyś miałabym sama napisać jakąś książkę, to zawsze wiedziałam, że byłaby to powieść historyczna. Nigdy jednak nie przeczytałam takiej, po której mogłabym powiedzieć: Tak, to jest to, właśnie coś takiego chciałabym stworzyć. Po "Koronie śniegu i krwi" to była pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy :-)

6 komentarzy:

  1. Przemysł ulubiony? Gwarantuję, że po lekturze Gry w kości zakochasz się w Chrobrym!
    A prozę Cherezińskiej po prostu uwielbiam :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz, bo w końcu dojdzie do tego, że wszyscy będą ulubieni :)

      Usuń
  2. Ja też będę musiała się skusić na książki tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna się przymierzam do przeczytania a takie recenzje tylko podsycają moją ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tę autorkę na uwadze, zbiera pozytywne recenzje.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli