Prowincja pełna czarów

Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo Mg, 2014
Liczba stron: 312
Pamiętam, jak jakiś czas temu sięgałam po pierwszą część „Prowincji”. Nie spodziewałam się po tej książce wiele, a już na pewno nie tego, że jak mnie zaczaruje. Zaczarowała mnie bowiem, najpierw pierwsza część, potem „Prowincja pełna gwiazd”, po niej „Prowincja pełna słońca” i kolejna, czwarta, która była dla mnie nie lada niespodzianką. Jeszcze większą niespodziankę przeżyłam jednak niedawno, gdy dowiedziałam się, że Kasia Enerlich napisała kolejną część owej serii, i że owa książka trafiła i w moje ręce. Jakże bowiem mogłabym nie mieć tej książki, nie poznać dalszych losów Ludmiły?...

Myślę jednak, że tym razem odpuszczę sobie ogólne streszczenie książki. Nie mam zamiaru psuć przyjemności z czytania tym Wam, którzy jeszcze „Prowincję” mają przed sobą, którzy chcą ją przeczytać w najbliższym czasie. Mnie bowiem nic tak nie psuje lektury, jak świadomość tego, co się dalej wydarzy. I myślę, że każdy miłośnik książek ma podobnie.

Zdradzę tylko tyle, że tym razem jeden z wątków będzie dotyczył… czarownic. I ich związku z historią dawnych Prus Wschodnich. Polowanie na czarownice to niekoniecznie czasy średniowiecza. Wiedzieliście o tym, że jeszcze na początku dziewiętnastego wieku palono na stosie?... Jednak największą czarownicą, a raczej czarodziejką jest tu sama autorka, nie tylko w „Prowincji pełnej czarów”, ale w całym cyklu. Czaruje bowiem nie tylko historią Prus Wschodnich i wydarzeniami, które miały miejsce na tamtych terenach, ale jak zawsze – podejściem do życia, do natury, do szczęścia samego w sobie. I to mi się podoba. Kasia jednak zaczarowała mnie w ogóle samymi losami Ludmiły i jej życiem. Bohaterki, która stała się poniekąd jedną z moich ulubionych współczesnych bohaterek literackich. Na „Prowincji pełnej czarów” nie zawiodłam się więc, tak samo, jak na jej poprzedniczkach.

I mam cichą nadzieję na to, że to jednak jeszcze nie będzie koniec. Zresztą nic na to nie wskazuje, szczególnie po zakończeniu „Prowincji pełnej czarów”, które zaserwowała nam autorka… Książka bowiem kończy się w takim momencie, że dalszy ciąg po prostu musi być… Ciekawe tylko, jak długo przyjdzie mi na niego czekać, bo po tej części mam tak ogromny niedosyt, jak rzadko kiedy.

Zachęcam z całego serca do poznania całej „Prowincji”. Bo ta seria jest wyjątkowa. To nie jest tylko babskie czytadło, nie. Zawiera w sobie o wiele więcej wartości, niż z początku wydawać by się mogło. A jeśli już się zdecydujecie to… koniecznie od początku. Wtedy zaczaruje Was ze znacznie większą mocą, tak samo, jak zaczarowała mnie. Jedna z moich najukochańszych serii książkowych, i to jeszcze naszej, polskiej, autorki.


Za kolejną, cudowną podróż na mazurską prowincję dziękuję z całego serca Wydawnictwu Mg

5 komentarzy:

  1. Ostatnie zdanie mnie przekonało, muszę przeczytać tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Prowincja" rzeczywiście jest wyjątkowa. Ma niezwykły klimat. Szczególnie dwie ostatnie powieści. Również polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja muszę najpierw przeczytać tom pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Chciałabym serdecznie zaprosić do udziału w moim autorskim czytelniczym wyzwaniu pt. KLUCZNIK.
    W skrócie - polega ono na czytaniu książek posiadających zaproponowane comiesięczne kluczniki, czyli hasła-klucze.
    Szczegóły tutaj: http://recenzjeami.blogspot.com/2014/03/wyzwanie-czytelnicze-klucznik.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. nieźle się zapowiada ta książka, muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli