Złowroga pętla

Autor: Aleksandra Marinina
Wydawnictwo W.A.B., 2006
Liczba stron: 351
Powieści Aleksandry Marininy darzę od dawna jakimś szczególnym sentymentem. Zawsze, gdy jakis jej kryminał trafi na moją półkę, nie mogę się doczekać, kiedy wezmę go w końcu do ręki i zacznę czytać. I nie ukrywam, że seria o Anastazji Kamieńskiej jest jedną z moich ulubionych serii kryminalnych – nie wiem, czym to jest spowodowane, czy fabułą, czy bohaterami, czy klimatem – mam do niej od pierwszej przeczytanej książki ogromną sympatię i chyba już nic tego nie zmieni.

Czytając „Złowrogą pętlę” czułam więc niejako żal…Dlaczego? A właśnie dlatego, że jest to przedostatnia książka z tej serii, której jeszcze nie przeczytałam… w tej chwili, już po, żal jest jeszcze większy, bo kolejna książka Aleksandry Marininy za mną, a wraz z kolejną skończy się dla mnie cała seria, a na dalsze losy słynnej major Kamieńskiej będę musiała czekać do chwili, kiedy autorka znowu postanowi coś napisać… Mam nadzieję, że tak jednak będzie, że to nie będzie absolutny koniec.

Jednocześnie właśnie przy „Złowrogiej pętli” zdałam sobie w końcu sprawę, że właściwie trudno będzie mi zastąpić tę serię jakąś inną. Skandynawskie kryminały bardzo lubię, mają swój oryginalny klimat, polskie też są w porządku, angielskie również, jednak to cały czas nie jest to samo, co Marinina. Nie mówię, że tamte są gorsze, tak samo, jak trudno jest zastąpić jakimś innym autorem Mankella czy Nessera, tak samo trudno jest zastąpić rosyjską pisarkę. Te książki są po prostu tak różne, że nie sposób ich porównywać. Trudno mi jest opisać słowami to, co rzeczywiście mam na myśli – trzeba po prostu wziąć jedną, potem drugą powieść do ręki, przeczytać i po prostu zrozumieć.

"Złowroga pętla" nie różni się pod tym względem nic a nic, w porównaniu do pozostałych książek o Nastii Kamieńskiej. Mamy tutaj kolejną zagmatwaną intrygę, a raczej kilka intryg, co u Marininy jest charakterystyczne - kilka pozornie niezwiązanych ze sobą historii łączy się w jedno, ale łączy się dopiero praktycznie na ostatniej stronie - to też wyjątkowa cecha tych powieści. Do ostatniej chwili nie wiemy, co, jak i przede wszystkim, kto. Ale co mi się chyba najbardziej podoba w tym cyklu to postaci - i te, które nie zmieniają się, są stałe (są to głównie koledzy Nastazji, jej szef oraz rodzina), ale również te, które zmieniają się z tomu na tom  - czyli te, które zazwyczaj zagmatwane są w intrygi, zabójstwa, morderstwa... U Marininy zły bowiem nie zawsze jest zły, a dobry nie zawsze dobry - przynajmniej z pozoru i na pierwszy rzut oka. Tutaj takiej postaci również nie zabraknie. Chociaż trupów bez wątpienia będzie mniej (chociaż... zależy jak na to patrzeć), będzie za to zagadka instytutu naukowego i tajemniczego w nim urządzenia, które wywołuje zjawisko sprzężenia zwrotnego, powodując sporą agresję wśród mieszkańców Moskwy. A jeśli już o trupach mowa, główna bohaterka będzie w "Złowrogiej pętli" pierwszym kandydatem do wstąpienia do ich grona... Ale taka już praca w milicji...

Zachęcam do sięgnięcia po tę serię, szczególnie tych, którzy kryminały kochają, a do tej pory nazwisko autorki było im nieznane. Nie trzeba zaczynać od początku - po prostu wziąć pierwszą powieść, która się napatoczy, i zacząć czytać. Czytanie nie po kolei nie zrobi tutaj żadnej szkody. A naprawdę warto sięgnąć po powieści Marininy, bo mają niepowtarzalny klimat i atmosferę, a intryga jest tutaj zawsze pierwsza klasa.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

4 komentarze:

  1. Czytałam tylko "Obraz pośmiertny" Marininy. Szału nie było. Dobry kryminał, ale nie czułam tam żadnego klimatu, o którym piszesz chociażby w przypadku tej książki. Ale muszę przyznać, że Nastię bardzo, ale to bardzo polubiłam i Marinina mnie zaplątała w intrygę kryminalną. Jednak...no mówię, przeczytałam, było sympatycznie, ale mnie nie porwało. A może trafiłam na słabszą część?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam jeden z jej kryminałów, wziąłem w ramach odkrywania nowych nazwisk. Kosztowała mnie niewiele, bo to egzemplarz z tej serii od Polityki (Lato/Zima z Kryminałem, jakoś tak) ;-) Jeszcze jednak nie czytałem. Trzeba będzie się niebawem za to złapać, bo już kurz zbiera.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kusisz tą Marininą. Czytałam jedną książkę, bardzo miło wspominam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem dzieł tej autorki :)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli