Ta druga, słodka i ostra

Autor: Sabina Czupryńska
Wyd. Prószyński i S-ka, 2013
Liczba stron: 312
Na kolejną książkę Sabiny Czupryńskiej czekałam dość długo. Był bowiem czas, że trafiła w moje ręce, zupełnie przypadkowo jej pierwsza powieść, "Kobiety z domu Soni". Nigdy nie żałowałam tego, że ją przeczytałam i do tej pory dziękuję losowi, że w ogóle sprawił, że znalazła się w moich rękach. Od tamtej pory bowiem "Kobiety..." są jedną z nielicznych moich ukochanych książek. I pewnie wrócę do niej jeszcze kiedyś, w każdym razie bardzo bym chciała.

Nie lubię oczekiwać od książek nie wiadomo czego, wolę podchodzić do nich ostrożnie. Siłą rzeczy jednak tamta powieść sprawiła, że po "Tej drugiej, słodkiej i ostrej" spodziewałam się wiele. Staram się nie podchodzić tak do niczego, żeby potem nie było rozczarowania. Książkę jednak zgarnęłam z półki bibliotecznej nawet się nie zastanawiając, gdy ujrzałam bowiem nazwisko Sabiny Czupryńskiej...

"Ta druga, słodka i ostra" to tak naprawdę powieść o rodzinie. Ale na pewno nie o zwykłej rodzinie. Krystyna, wykształcona i pewna siebie, pewnego dnia wychodzi za mąż za listonosza Karola. W ich rodzinie jednak, a i w domu pewnego dnia pojawia się ktoś jeszcze - tym kimś jest również mężczyzna, Jacek. Krystyna, Karol i Jacek mieszkają ze sobą kilkadziesiąt lat, nawet w chwili, gdy w domu pojawia się dziecko Krystyny i Karola - Rafał. Chłopiec nie dorasta więc w zbyt normalnej rodzinie, Jacek jednak jest kimś, kto był zawsze, tak samo jak matka i ojciec. Wychowywanie jednak w takich stosunkach, mimo wszystko, wpłynie na jego dalsze życie. Druga część książki bowiem to opowieść o dorosłym już Rafale - mężczyźnie, którego dzieciństwo nie do końca było takie, jak być powinno i to "poplątanie" staje się widoczne w jego dorosłym życiu.

Tak upływa życie najpierw Krystynie i Karolowi, potem dołącza do nich Jacek, a na końcu Rafał. Bohaterowie tej książki to jest coś, co bezwzględnie jest plusem tej książki. Do Krystyny miałam stosunek dość obojętny, bo i tak się sama zachowywała: pewna siebie, którą obchodzi właściwie tylko własna osoba. Pewnego dnia, wskutek wypadku dochodzi do spotkania kobiety z Karolem, listonoszem. Karol, po jakimś czasie prosi Krystynę o rękę, a ta, nawet nie zastanawiając się, oddaje mu ją. Karol jest chyba jednym z tych najbardziej pozytywnych bohaterów tej książki, ciepły, przyjazny, życzliwy, po prostu fajny facet. Polubiłam go bardzo, w przeciwieństwie do Jacka, który w sumie nie wiadomo skąd się wziął, co robi i dlaczego zamieszkał w domu tamtych dwojga. Kim był naprawdę - wiadomo, chociaż czytelnik nie przeczyta ani jednego zdania, wyjaśniającego tę sytuację. To tylko będzie wisieć w powietrzu przez całą niemalże powieść, dopóki w pewnym momencie dorosły już Rafał nie spojrzy prawdzie w oczy. Jacek mnie zresztą ogromnie denerwował - może dlatego, że nie potrafiłam pojąć tego, jak obcy facet, tym bardziej kochanek żony, może się ot tak wprowadzić do czyjegoś domu i mieszkać tam... od zawsze. I jak w ogóle Karol na coś takiego mógł pozwalać... Irytowała mnie ta sytuacja niezmiernie. Nie mówiąc już o tym, że cała ta trójka właściwie żyła w domu ze sobą, ale tak naprawdę obok siebie... A wszystkim oczywiście dyrygowała Krystyna.

Rafał? Był w porządku, dopóki nie... no właśnie, dopóki życie nie pokazało, że cała ta sytuacja wpłynęła i na niego. Na początku fajny nastolatek, we wszystkim podobny do Karola, który zaszczepił w nim również pasję do fotografowania, w pewnym momencie stał się mężczyzną na wskroś przypominającym własną matkę. I w tym też momencie tak naprawdę przestałam go lubić. Jedyne, co naprawdę mi się w nim  podobało, to że przez całe swoje życie miał szacunek do swojego ojca i naprawdę go kochał. A zakończenie? Chyba to jest dobre zakończenie dla takiej historii, chociaż we mnie wywołało mnóstwo emocji.

Czytelnik bowiem poczuje, czytając powieść Sabiny Czupryńskiej, naprawdę sporo emocji. Poczuje, pod warunkiem, że tak naprawdę będzie czytał między wierszami. Dużo bowiem nie jest powiedziane wprost, wiszą gdzieś w powietrzu nigdy nie zadane pytania, nigdy nie usłyszane odpowiedzi. Nie wiem, jak można żyć w takiej relacji, jak Karol mógł żyć w takim związku. Nie mam pojęcia, jak mogło się wychowywać w takiej rodzinie dziecko... A jednak.

I jedyne zastrzeżenie, które mam do tej książki, to takie, że nie wciąga od początku. Warto jednak się przełamać. Bo później zaczyna coraz bardziej intrygować (chociaż wciąż nie wiem, w jakim celu w pewnym momencie pojawia się Marta, Mariusz, Diana - w zasadzie osoby, które nic nie wnoszą, nie wiadomo kto to i dlaczego w ogóle tam "wlazły z buciorami"). Miałam też rację co do tego, że nie można się nastawiać na super dobrą książkę, bo można się potem po prostu rozczarować. "Kobiety z domu Soni" to powieść, która zawsze chyba już będzie siedziała w moim sercu, ta więc, w porównaniu do tamtej... to już nie jest to. I chyba tylko dlatego dałam jej te sześć punktów zamiast o jeden więcej.

Na pewno jednak ta książka nie jest zła ani słaba. Absolutnie nie. Po prostu poprzednia była rewelacyjna, więc na tle tamtej wypada dość blado. Ale nie jest nieciekawa, beznadziejna i nie warta uwagi. Nie uważam tak. Sabina bowiem, tak w poprzedniej, jak i w tej powieści, pisze w sposób nie zupełnie bezpośredni, coś gdzieś jednak wisi, jest obecne, chociaż się o tym nie mówi. I ja to u niej lubię. Do jej powieści, o ile jeszcze kiedyś jakieś napisze, wrócę na pewno.

7 komentarzy:

  1. Widzisz, ja zaczynałam właśnie od tej i byłam nią zachwycona może dlatego, że jest taka inna od wszystkiego, co do tej pory czytałam;) Gdzieś mi się obiło o oczy, że autorka pisze nową powieść:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadal nie udało mi się zdobyć Kobiet... Myślę jednak że to własnie od nich rozpocznę przygodę z pisarką. Szkoda że ta książka nie jest już taka dobra jak poprzednia ale kto wie, może mimo wszystko i na nią się skuszę ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji czytać książki, która wyszła spod pióra tej pisarki. Ale koniecznie to nadrobię, gdy tylko znajdę ją w bibliotece. Widzę, że warto. Może ja zacznę jednak od tej powyższej, a następnie po "Kobiety z domu Soni". Tak dla równowagi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie książki lubię. Może nawet po nią sięgnę jako pierwszą, żeby nie przyćmić Kobiet z Domu Soni

    OdpowiedzUsuń
  5. Tej autorki czytałam "Kobiety z domu Soni" i książka bardzo mi się podobała, z przyjemnością sięgnę i po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak to właśnie bywa, że jedna książka danego autora zachwyci nas tak mocno, że reszta dorobku wypada blado... Niemniej na pewno, prędzej czy później, sięgnę po tę lekturę, jak i chwalone przez Ciebie "Kobiety z domu Soni".

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam "Kobiety..." miałam w ręku, ale jeszcze nie przeczytałam. Drugą książką jestem zaintrygowana, więc pewnie przeczytam ;-)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli