Nim nadejdzie mróz

Autor: Henning Mankell
Wydawnictwo W.A.B., 2012
Liczba stron: 540
Ponoć Henning Mankell już jakiś czas temu zamknął cykl powieści z Kurtem Wallanderem w roli głównej. Seria o słynnym szwedzkim komisarzu zakończyła się więc, i choć nie będzie nam dane poznać kolejnych jego losów i kolejnych rozwiązywanych przez niego zagadek, każda z wydanych do tej pory książek będzie jeszcze długo popularna wśród czytelników kryminałów. Ja sama większość tych pozycji mam jeszcze przed sobą, a tym samym mam jeszcze wiele do odkrycia. Cykl powieści o Kurcie staram się czytać po kolei, nie znaczy to jednak, że jak coś wpadnie w moje ręce, to tego nie wezmę i nie przeczytam… I tak też trafiła w moje ręce książka „Nim nadejdzie mróz”.

Ale… nie jest to jednak powieść ze znanym nam już i wspomnianym bohaterem w roli głównej. Nazwisko Wallander pojawi się w niej nie raz, i to nie tylko za sprawą samego Kurta, który tutaj jest jakby bohaterem drugoplanowym, ale głównie jego córki, Lindy. Lindę znają czytelnicy Mankella już z poprzednich jego powieści. Tak się również złoży, że Linda pójdzie śladami ojca i zostanie policjantką, zacznie nawet pracować w tym samym komisariacie w Ystad. Zanim jednak dziewczyna rozpocznie pracę, czeka ją kilka nudnych tygodni, podczas których, czekając na pracę i własne mieszkanie, chwilowo zamieszka z ojcem. Czas umila sobie spotkaniami z dwoma przyjaciółkami, z którymi po latach odnowiła kontakty. Jedna z nich jednak, Anna, pewnego dnia wyjawia przyjaciółce tajemnicę, jakoby na ulicy kilka dni wcześniej zobaczyła swojego ojca – mężczyznę, który opuścił ją oraz jej matkę dwadzieścia cztery lata temu. Lindzie wydaje się to niemożliwe, jednak wierzy Annie, bo niby dlaczego miałaby kłamać. Zaczyna się jednak mocno niepokoić, gdy parę dni później Anna znika bez śladu. Jej mieszkanie stoi puste, jej matka nie wie nic na temat tego, gdzie może przebywać córka, Linda jednak czuje, że coś jest nie tak. Dostaje się do mieszkania przyjaciółki i przypadkiem odkrywa jej pamiętnik, a w nim nazwisko kobiety, która kilka dni wcześniej została odnaleziona w lesie, brutalnie poćwiartowana. Ewidentnie było to morderstwo na tle religijnym. Co wspólnego ma z nią przyjaciółka Lindy i co jeszcze połączy ją ze śledztwem, prowadzonym przez Kurta? Linda, niepokojąc się o Annę, nudząc w domu w oczekiwaniu na pracę, zaczyna sama poszukiwania przyjaciółki. Nie podejrzewa jednak, że jej również grozi niebezpieczeństwo.

Henning Mankell jak widać nie odszedł całkowicie od swojej najsłynniejszej postaci. Ale najważniejszym bohaterem bez wątpienia jest tu nie Kurt, ale jego córka. I prawdopodobnie jest to pierwsza z powieści z Lindą Wallander w roli głównej. Myślę, że to świetny pomysł, bowiem pozwoli wnieść w książki Mankella trochę inności, a na pewno świeżości. Samego autora bowiem uwielbiam za zagadki kryminalne, które tworzy, za bohaterów (ostatnio, dzięki „Powrotowi nauczyciela tańca” stałam się również fanką Stefana Lindmana, współpracownika Kurta) oraz za tło społeczne, które w jego powieściach to już charakterystyczny znak rozpoznawczy. I tu bowiem tego nie zabraknie – tym razem autor wprowadzi nas w tajemnice szwedzkiej religijności, duchowności, sekt religijnych, a nawet poruszy temat ateizmu. To również w nim lubię – na tle szwedzkiego społeczeństwa i wydarzeń, również tych międzynarodowych, Mankell bezproblemowo potrafi stworzyć intrygę, która nas pochłonie do reszty.

Dla autora charakterystyczne jest również to, że w jego powieściach mniej ważne jest pytanie: „kto?”, znacznie jednak ważniejsze: „dlaczego?”. I wydaje mi się, że ta książka jest podobna. Chociaż z początku rzeczywiście trudno się domyśleć, kto i dlaczego zrobił to, co zrobił, to jednak czytelnik i tak prędzej czy później domyśli się tego, znacznie wcześniej, niżby się spodziewał. Ale nie jest to wada tej książki. To jest właśnie zaleta Mankella i jego twórczości – zacznie ważniejsze są tutaj same czyny, ich powody i sylwetki psychologiczne bohaterów czy morderców, niż osoby samych sprawców. Tym samym czyta się tą książkę równie szybko, jak niejeden kryminał z zaskakującym zakończeniem.

„Nim nadejdzie mróz” to dobra książka nawet dla tych, którzy swoją przygodę z osobą autora chcą dopiero zacząć. Na pewno jednak obowiązkowa dla fanów słynnego już, szwedzkiego policjanta, o którym nakręcono nawet serial telewizyjny. Powieść na pewno nie zawiedzie miłośników kryminałów, a na pewno sprawdzi się u prawdziwych fanów szwedzkiej powieści kryminalnej – w dzisiejszych czasach bowiem kryminał szwedzki stał się wręcz nowym gatunkiem literackim. Henning Mankell na pewno zasłużył na to, aby stać na jego czele.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

4 komentarze:

  1. Pierwsze słyszę o autorze, ale książka bardziej nadawałaby się dla mojego taty aniżeli dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swoją przygodę z Mankellem zaczęłam właśnie od tej książki, ale u mnie to normalne, że zaczynam serię od środka lub końca:) Dobry kryminał zwłaszcza w obliczu zalewu nowej literatury skandynawskiej. Jednak co klasyk to klasyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią przeczytam tę książkę, bo bardzo lubię styl pisania Henninga Mankella. Już kupiłam dwie książki, ale akurat nie ten tytuł : )
    Pozdrawiam serdecznie :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusisz mnie tym autorem i z pewnością kiedyś sięgnę po jakąś jego książkę

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli