Nawałnica mieczy. Stal i śnieg

Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo Zysk i Ska, 2007
Liczba stron: 608
Realizacja mojego osobistego wyzwania trwa. Nie wiem, czy pisałam o tym wcześniej, napiszę na wszelki wypadek jeszcze raz – chciałabym przeczytać całą serię „Pieśni Lodu i Ognia”, zanim telewizja zaszczyci nas kolejnym sezonem tego popularnego serialu. A jak wiadomo, wcale nie zostało już tak dużo czasu. Nie wiem też, czy uda mi się zrealizować swoje postanowienie, jestem jednak na dobrej ku temu drodze.

Wydarzenia z „Nawałnicy mieczy” toczą się równolegle do tych z części poprzedniej, o czym wspomina w przedsłowiu sam autor, książka przedstawia również to, co wydarzyło się zaraz po nich. W dalszym ciągu więc nieubłaganie do Siedmiu Królestw zbliża się zima, na północy króluje świeżo koronowany Robb Stark z nowo poślubioną żoną. Dany zbiera powoli armię i przygotowuje się do zemsty i odzyskanie tronu, który prawowicie jej się należy…

„Nawałnica mieczy” jest chyba najobszerniejszą z części wspomnianej serii. Być może dlatego zdecydowano się ją podzielić na dwa tomy. Chociaż i kolejna też jest dwutomowa, to jednak na półce stoi trochę w cieniu swojej poprzedniczki. I moim zdaniem bardzo dobrze, z jednej strony ja nie mam bowiem przymusu czytania naraz pewnie ok. 1200 tomowej cegły, nie mówiąc już o tym, że z drugiej strony taka książka pewnie szybciej by mnie odstraszyła i dłużej odkładałabym ją na później. Tak jednak mam większą nadzieję na zrealizowanie swojego postanowienia, albo chociaż przeczytania tomu, który jako serial pojawi się już w tym roku na ekranach naszych telewizorów.

George Martin po raz kolejny jednak mimo wszystko wciągnął mnie niesamowicie. Krótko mówiąc trzyma poziom, a może nawet jeszcze bardziej mnie zainteresował niż „Starcie królów”. Chociaż sama znam już to, o czym aktualnie czytam, to jednak wciąż odnajduję w tej książce jakieś niespodzianki. Trudno jest jednak nie porównywać jej z serialem, tym bardziej, gdy ten serial oglądało się jako pierwszy. Głównie właśnie dlatego chcę doprowadzić do tego, aby najpierw przeczytać kolejny tom, a potem dopiero skonfrontować go z ekranizacją.

W dalszym ciągu moją ulubioną parą bohaterów jest Dany oraz Tyrion. Co do tej pierwszej łatwo to zrozumieć, lubią ją chyba wszyscy fani książki i serialu. Co do tego drugiego już może trudniej i sama nie wiem, czym jest spowodowana moja sympatia do niego, może z powodu tej inności… I nie chodzi mi tu o wygląd, a raczej charakter i zachowanie – Tyrion bowiem różni się od Lannisterów nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie… Martin w dalszym ciągu opowiada o toczących się wydarzeniach z perspektywy kolejnych bohaterów, ku mojemu zdumieniu jednak w „Nawałnicy mieczy” tych bohaterów trochę przybyło – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Zabieg jak najbardziej na plus, ciekawa jestem więc coraz bardziej dalszych tomów – nie tylko z ciekawości tego, jaki bohater tym razem się pojawi, ale i tego, co w ogóle się wydarzy – zbliżam się bowiem nieubłaganie do momentu, na którym zakończyła się emisja serialu.

Ta seria naprawdę potrafi wciągnąć, więc tym, którzy naprawdę nie mają ochoty na kilkutomową serię, nie radziłabym w ogóle jej zaczynać… Albo może niech zaczną – na pewno wtedy przekonają się do „Pieśni Lodu i Ognia”, znajdą czas na czytanie, a świat Martina pochłonie ich do tego stopnia, że trudno będzie odłożyć książkę na półkę. Tak będzie z pewnością. A na pewno warto, świadczą o tym kolejne dobre recenzje. Serial wciąga i pochłania wolny czas podobnie do książki, książka jednak jest o wiele lepsza.

3 komentarze:

  1. ja na czas obecny odpuściłam serię - może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno kupili w bibliotece pierwsze tomy. Koniecznie będę musiała je sobie wypożyczyć

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już od dłuższego czasu wsiąkam w serię Martina. Podobnie jak ty - zacząłem od serialu, ale na półce mam już wszystkie wydane do tej pory powieści, choć zaciąłem się nieco na tomie 4 - "Uczta dla wron" (a konkretniej - na drugiej jego części)... Zainteresowałem się również powieściami graficznymi, które nie są niczym innym, jak przeniesieniem fabuły książkowej do komiksu (nie obyło się bez pewnych cięć fabularnych, rzecz jasna). W każdym razie - ta forma, choć uwielbiam komiksy, niezbyt mnie do siebie przekonała. Nie polecam więc zbytnio.

    Także i ja mam nadzieję, że przeczytam PLiO jeszcze przed emisją nowego sezonu serialu, ale chyba raczej nie zdążę. Wokół tyle nowych książek, a na półkach jeszcze ponad 60 pozycji, które czekają na swoją kolej... To będzie ciężki rok :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli