Ofiara losu

Ofiara losu

Autor: Camilla Läckberg
Wydawnictwo Czarna Owca, 2012
Liczba stron: 448
Camilla Läckberg znana jest chyba wszystkim miłośnikom kryminałów, nawet jeśli tylko ze słyszenia. Nic dziwnego, bo zdobyła niemałą popularność nie tylko w Szwecji, ale i na całym świecie. Ja również nie potrafię przejść obojętnie obok jej książek. A od chwili, gdy czytałam ostatnio jej kryminał minęło całkiem sporo czasu. Nie mogłam się więc doczekać, kiedy zacznę "Ofiarę losu" i kiedy poznam dalsze losy znanych już bohaterów.

Patrik Hedström ma tym razem do czynienia z czymś, co na pierwszy rzut oka wygląda na wypadek samochodowy. Pijana kobieta ginie tragicznie w swoim samochodzie, jednak... wszystko komplikuje się, gdy policja dowiaduje się od rodziny, że kobieta nie tykała alkoholu. Tymczasem w jej krwi znajdowała się śmiertelna wręcz dawka. Dziwne? A może to po prostu nie był zwykły wypadek, a dokładnie przemyślane morderstwo?... Tak sądzi policja w Tanumshede. Jednocześnie jednak sprawa ta przechodzi na drugi plan, bowiem w mieście kręcony jest słynny i dość kontrowersyjny reality show i tutaj, wręcz na oczach widzów, pojawia się kolejna ofiara - zostaje zamordowana jedna z uczestniczek. Kim jest zabójca? Czy to jeden z uczestników, czy zupełnie ktoś inny? A może oba morderstwa, które na pozór nic nie łączy, należy ze sobą powiązać? Patrik, zmęczony i zestresowany przygotowaniami do ślubu z Eriką i opieką nad małym dzieckiem będzie musiał włożyć sporo wysiłku w rozwiązanie tej zagadki...

Lubię czytać wszelakie serie po kolei, chociaż nie wyrywam sobie włosów z głowy, jeśli mi się to nie udaje. Tutaj jednak postanowiłam, że będę konsekwentnie czytała tom za tomem tak jak powinnam i jak na razie się tego trzymam. Dlaczego? Choćby dlatego, że książki Camilli Läckberg to nie tylko kryminały, ale przede wszystkim powieści obyczajowe. Nazwałabym je raczej sagą obyczajowo-kryminalną. A fajnie jest śledzić przygody bohaterów po kolei, tak jak kolejne wydarzenia miały miejsce. U Camilli mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami, z ich problemami, emocjami od początku. I oczywiście, można zacząć od środka, bo wątek kryminalny w każdej części jest inny, jednak nie będzie to już to samo. Można się pogubić w wydarzeniach z życia bohaterów, można być lekko zdezorientowanym... O wiele większą przyjemnością jest więc czytanie sagi kryminalnej Läckberg tak, jak ona powstawała, po kolei.

"Ofiarę losu" uważam jak dotąd za najlepszą jej część. Fakt, nie mam za sobą ich wiele, bo to dopiero czwarty tom, jednak wciągnął mnie tak bardzo, tak pochłonął, jak żaden poprzedni. Stałam się dzięki temu jeszcze większą fanką Camilli i nie mogę się tym samym doczekać, kiedy trafią w moje ręce kolejne części. Pomjając wątki kryminalne, jestem głównie ciekawa tego, jak potoczą się dalsze losy Eriki i Patrika, Anny i pozostałych bohaterów. Bo gdy przeczyta się pierwszą część tej serii, naprawdę trudno jest przejść obojętnie obok pozostałych.

Tym, którzy jeszcze nie czytali żadnej książki autorki, polecam szczególnie. I nie chodzi tu tylko o fanów kryminałów, bo i miłośnicy powieści obyczajowej znajdą w książkach Camilli Läckberg nie lada rozrywkę. A autorka ma to do siebie, że wiele nie musi robić, aby zdobywać kolejne rzesze fanów - jej powieści są po prostu dobre. Mam nadzieję, że wkrótce wpadnie w moje ręce kolejna jej książka - czekam z wielką niecierpliwością, bo "Ofiarą losu" autorka rozbudziła we mnie chęć na znacznie więcej. Was czeka pewnie podobny los :-)

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Czemu mnie nie ma, czyli... usprawiedliwiam się :-)

Czemu mnie nie ma, czyli... usprawiedliwiam się :-)

Nie ma mnie. A raczej nie było przez ostatni tydzień. I mam na myśli głównie bloga, bo ja oczywiście cały czas jestem, tylko na internet nie mam czasu. A pewnie wiele z Was zastanawia się, gdzie się podziewam, czemu mnie tak naprawdę nie ma. A ja mam jeszcze sumienie (które mnie gryzie) i muszę się koniecznie przez Wami wytłumaczyć :-)

Cóż, czasu mi brak od właściwie dwóch tygodni, bo zaczęłam studia. Tak tak, na starość mi się uczyć zachciało. Pierwszy zjazd mam za sobą, w weekend czeka mnie kolejny. Najciekawsze jest jednak to, że jeden, jeszcze we wrześniu mnie ominął, bo jestem z czwartej tury rekrutacji. Pomijając więc już same studia (bo chociaż pochłaniają one oczywiście w jakimś stopniu wolny czas), to musiałam jeszcze nadrobić zaległości z tych pierwszych zajęć. A praca oczywiście też jest, więc wolnego czasu mam jak na lekarstwo, niestety... I wykorzystuję go na czytanie :-)

Oczywiście, czytam, może trochę mniej czytałam ostatnio, ale i tak mam do napisania na chwilę obecną dwie recenzje. I mam zamiar to zrobić, mimo dodatkowych obowiązków, w najbliższych dniach :-) Ukaże się tu więc coś na pewno do końca tygodnia, a może nawet wyjdę w końcu na prostą i znowu nabiorę regularności w pisaniu oraz odrobię zaległości, tym razem na moim blogu... Nie martwicie się więc, bo jestem, będę i pamiętam. Szkoda tylko, że czas nie jest z gumy i nie można go rozciągnąć... Pewnie cały problem tkwi w organizacji czasu własnego... Ciekawa jestem, czy Wy sobie z tym radzicie, czy jednak tak jak mnie ostatnio, ciągle Wam go brakuje?... W końcu nie tylko dla mnie rozpoczął się rok akademicki (czy szkolny)... :-)
English Matters - nr 42

English Matters - nr 42

Nr 42 wrzesień/październik 2013
Wydawnictwo Colorful Media
Liczba stron: 42
Ocena: 8/10
English Matters - zapewne wiele z Was kojarzy ten tytuł. Nic dziwnego. Ja sama dowiedziałam się o nim głównie z blogów i to pod wpływem Was właśnie zaczęłam go kupować. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że obecnie nie mam, czego żałuję, jakiegoś szczególnego kontaktu z językiem angielskim. Wcześniej, pracując w UK, miałam go na co dzień, teraz jednak mój czas zajmuje praca, obowiązki domowe, a ostatnio i studia - kontakt z językiem obcym więc znacznie się uszczuplił, a ja nie mam ani zbyt dużo czasu, ani - przyznajmy szczerze - dość motywacji, aby uczyć się regularnie angielskiego. A jak wiadomo, z językami obcymi jest tak, że gdy stoimy w miejscu i nie ma postępów - to tak naprawdę cofamy się.

English Matters kupiłam głównie z tego właśnie powodu - aby mieć jakikolwiek kontakt z językiem, nie zapomnieć go, a może nawet i podszkolić. Bo przyznam szczerze, brak mi motywacji, aby regularnie zaglądać do książek, uczyć się słówek, ćwiczyć gramatykę itp. Doszłam jednak również do wniosku, że to będzie idealna rozrywka i możliwość nie tylko szkolenia angielskiego, ale i zdobycia informacji i miłego spędzenia czasu przy ciekawym czasopiśmie. Jak wypadło moje pierwsze spotkanie z tym magazynem i wydawnictwem Colorful Media?

English Matters od razu zdobył moją wielką sympatię i bardzo szybko stałam się jego fanką. Dlaczego? Bo jest ciekawe nie tylko merytorycznie, ale i wizualnie. Przyciąga uwagę okładką i szatą graficzną, ale przede wszystkim wydawnictwo potrafi zainteresować potencjalnego czytelnika swoją zawartością. Ktoś, kto lubi i interesuje się Wielką Brytanią (ale nie tylko) znajdzie w niej sporo ciekawych artykułów i tekstów. Są one podzielone tematycznie, ale co najważniejsze - każdy z nich zawiera listę trudniejszych słów wraz z ich polskim tłumaczeniem. Ułatwia to bardzo czytanie, nie musimy trzymać przy sobie słownika, bo słowniczek mamy zawsze poniżej. To prawda, trzeba znać język angielski co najmniej na poziomie podstawowym, a najlepiej średniozaawansowanym. Dla takich osób magazyn jest wręcz idealny, bo pozwoli na odświeżenie znanego już słownictwa, ale i poznanie nowego, a tym samym postępy w dalszej nauce. A o to przecież chodzi w nauce języków obcych, prawda? O to też chodziło mnie i dostałam dokładnie to, co chciałam.

English Matters to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Uczymy się języka w zasadzie niezauważalnie i bezstresowo - tak naprawdę dla mnie stało się to przyjemnym spędzaniem czasu; gdy mam ochotę poczytać jakiś magazyn, sięgam po English Matters - i jednocześnie mam w tym dodatkową korzyść. Ale co najważniejsze, Colorful Media zadbało nie tylko o uczących się języka angielskiego, z magazynami można się uczyć również niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego. I absolutnie nie jest to tylko i wyłącznie czytanie, ale i słuchanie - pliki mp3 można łatwo ściągnąć ze strony wydawnictwa i odsłuchać prawie każdy tekst. Czasopisma te są więc idealną pomocą w nauce, ale przede wszystkim przyjemnie spędza się z nimi czas. A o to właśnie chodzi, żeby nauka sprawiała nam przyjemność, a nie była przykrym przymusem, prawda?


Charlotte Brontë i jej siostry śpiące

Charlotte Brontë i jej siostry śpiące

Autor: Eryk Ostrowski
Wydawnictwo Mg, 2013
Liczba stron: 621
Każdy - czytelnik czy nie czytelnik - słyszał choć raz w życiu nazwisko Brontë. Bez znaczenia, czy to była Charlotte, Emily czy Anne, każdy się z nim zetknął. Niewykluczone, że niektórzy mieli nawet doczynienia z którąś z książek słynnych sióstr. Na pewno jednak zna to nazwisko każdy, kto nazywa siebie molem książkowym. O siostrach Brontë po prostu nie można nie słyszeć. Charlotte to najbardziej znana autorka w historii, ale jak się okazuje, również jedna z największych zagadek w historii literatury.

Charlotte Brontë stała się legendą już za życia. Dorastała na plebani w Haworth wraz z ojcem i pięciorgiem rodzeństwa, mimo że większość osób kojarzy jeszcze tylko jej dwie młodsze siostry: Emily oraz Anne. Charlotta nie była jednak najstarsza, jej dwie starsze siostry Maria i Elizabeth umarły wcześnie, z całej rodziny została więc ona wraz ze starszym bratem Branwellem, Emily, Anne oraz ojcem pastorem. Co ciekawsze, to właśnie z bratem łączyła ją największa więź, to z nim zaczęła pisać swoje pierwsze opowieści o Angrii i Mieście Szklanym, sagę, którą będzie przesiąknięta na wskroś, która będzie o sobie przypominała przez całe jej życie. Każdy z nas jednak najlepiej kojarzy jej najsłynniejszą powieść "Jane Eyre" - i słusznie, bo właśnie ta powieść dała jej największy sukces, była dziełem (jak i pozostała jej twórczość), które miało istotne znaczenie w późniejszym czasie dla emancypacji. Charlotcie jednak nigdy nie zależało na sukcesie i karierze pisarki, "Jane Eyre" początkowo opublikowała pod męskim pseudonimem Currer Bell. Dlaczego zależało jej na tym, aby nie wyszło na jaw, że książkę napisała kobieta? Jedno wiadomo - nie chciała, aby ta oraz pozostałe powieści były sygnowane nazwiskiem Brontë, do Currera Bella dołączyli więc dwaj kolejni pisarze: Ellis oraz Acton Bellowie, pod tymi pseudonimami właśnie początkowo opublikowały swoje powieści Emily i Anne.

Jednak obie, zarówno Emily, jak i Anne są osobami, o których wiemy bardzo mało. W zasadzie wszystkie informacje o siostrach pochodzą od Charlotte. To ona prowadziła całą korespondencję z wydawcami, a rękopisy powieści jej sióstr nie istnieją, niewiele zachowało się również jakichkolwiek listów, które wyszły spod ich ręki. Pierwszy wydawca, który jako jedyny widział te rękopisy twierdził, że było to pismo jednej i tej samej osoby. Charlotte jednak uparcie twierdziła i robiła wszystko, aby uwierzono jej, że jest inaczej. Dlaczego?

Wielu biografów Charlotte - do ich grona zalicza się również jej wieloletnia przyjaciółka Elizabeth Gaskell - próbowało odpowiedzieć na to pytanie, biografii tej znanej wszystkim pisarki powstało również bardzo wiele. Jaką tajemnicę kryła Charlotte Brontë? Czy rzeczywiście stworzyła genialną legendę o trzech piszących siostrach, w którą uwierzyli wszyscy bez wyjątku? Dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, aby nikt nie odkrył prawdy? I czy to znaczy, że "Jane Eyre", "Wichrowe Wzgórza" i "Agnes Grey" napisała jedna osoba, która później swoimi powieściami obdarowała siostry?

Faktem jest, że życie Charlotte Brontë, choć na pewno nie kolorowe, któremu od wczesnych dziecięcych lat towarzyszyło cierpienie i śmierć - było życiem ogromnie intrygującym nie tylko nas, współczesnych czytelników, ale również ludzi, którzy znali ją osobiście, którzy mieli z nią bezpośredni kontakt. Ona dbała jednak o to, aby tę prywatność i intymność zachować dla jak najwęższego grona osób. Jednocześnie genialnie w swoje powieści wplatała wątki autobiograficzne, wydarzenia i ludzi z jej życia można odnaleźć niemalże w każdej książce, sygnowanej początkowo nazwiskiem Bell, później Brontë. Wszystkie te powieści są również do siebie podobne, i pod względem tematyki, jak i stylu - zupełnie jakby pisała je jedna i ta sama osoba. Odbiegają odrobinę od tego schematu jedynie "Wichrowe Wzgórza" - czy więc Emily rzeczywiście była ich autorką, czy może mają zupełnie innego autora lub... autorów?...

Szczerze mówiąc nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że książka Eryka Ostrowskiego pochłonie mnie do tego stopnia. Biografii zresztą zawsze czytałam mało, a tego dzieła trochę się obawiałam. Niesłusznie. "Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" dosłownie mnie wcisnęła w fotel, życie słynnej pisarki, tajemnice jej powieści tak mnie wciągnęły, że gdyby nie praca, siedziałabym i czytała non stop, dopóki bym jej nie skończyła. I myślę, że w głównej mierze zawdzięczam to nie tylko Charlotcie, o której jest ta książka, ale przede wszystkim autorowi. Gdyby nie jego styl, gdyby nie pytania, których stawia tu wiele, ale nie na wszystkie jednoznacznie odpowiada, gdyby nie cytaty z korespondencji i powieści oraz liczne zdjęcia, portrety, rysunki, fotografie rękopisów - ta książka nie byłaby tak fantastyczna. Autor wykonał kawał dobrej roboty i to trzeba mu przyznać. Ale, co najważniejsze, po lekturze pozostawił nas, czytelników, z możliwością własnej oceny i interpretacji, nie narzucił swojego zdania, dzięki czemu tajemnica Charlotte Brontë, jej życia i twórczości pozostała - nie zostały odkryte wszystkie karty jej geniuszu, jej legendy, którą stała się jeszcze za życia, jej osobowości.

A warto wspomnieć tu jeszcze, że książka ta to nie tylko biografia, czysty tekst - to również oprócz wspomnianych wcześniej fotografii, cytatów, również kalendarium, uwzględniające najważniejsze daty i wydarzenia z życia pisarki. W zakończeniu książki można też znaleźć szkic biograficzny Emily i Anne, napisany przez ich siostrę, przedmowy do kolejnych wydań książek i wierszy autorek - czyni to dzieło Eryka Ostrowskiego jeszcze bardziej intrygującym. Ale żeby się przekonać, jak fantastyczna jest ta książka, trzeba po prostu po nią sięgnąć.


Za tę porywającą i niezwykle wciągającą biografię ogromnie dziękuję Wydawnictwu Mg


Jesiennych premier ciąg dalszy

Jesiennych premier ciąg dalszy

Jesień nas rozpieszcza pod względem książkowych premier. Nowości będzie bez liku i ja sama czekam na sporo z nich. Szkoda tylko, że czas nie jest z gumy i nie można go odrobinę rozciągnąć... 
Poniżej książki, na które ja osobiście z niecierpliwością czekam... A Wy na jakie tytuły macie oko?


"Podróż do miasta świateł. Rose de Vallenord"
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Premiera: 29 października 2013

Rose i Nina, mimo że żyją w zupełnie innych czasach, mają bardzo podobne doświadczenia. Obie wyruszają w podróż do miasta świateł ze złamanym sercem. Obie, wbrew faktom, żywią nadzieję, że pobyt w Paryżu przyniesie ukojenie. Czy te oczekiwania się spełnią?
Podążająca śladem Róży Nina pragnie wyjaśnić zagadkę serii kradzieży obrazów słynnej malarki. Na jej drodze pojawi się fascynujący i tajemniczy kolekcjoner sztuki z Argentyny. Razem spróbują się dowiedzieć, kto i dlaczego kradnie dzieła Rose de Vallenord.
Tylko czy na pewno Nina może mu zaufać?
Małgorzata Gutowska-Adamczyk znów zabiera czytelników w fascynującą podróż do dziewiętnastowiecznej i współczesnej Francji, snując opowieść o dwóch wyjątkowych kobietach. Równie ważnym bohaterem książki czyni Paryż – niezwykłe miasto, w którym zarówno cierpienie, jak i szczęście odczuwa się ze zdwojoną intensywnością.


"Villette"
Charlotte Brontë
Premiera: 23 października 2013

Lucy Snow – młoda Angielka, która w wyniku nieszczęśliwych wydarzeń straciła wszystko: rodzinę, dach nad głową, serdecznych opiekunów i jakiekolwiek zasoby materialne, pod wpływem impulsu decyduje się na desperacki krok i wsiada na statek, który zabiera ją do Francji. Szukając pracy trafia do miasta Villette, gdzie rzeczywiście los się do niej uśmiecha, jakby to sama opatrzność zaprowadziła ją w to miejsce. Lucy otrzymuje pracę na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck.
Lucy stara się nie oczekiwać od losu niczego poza spokojną egzystencją, to w obecnej chwili wydaje jej się spełnieniem marzeń. Ale życie wokół niej nie jest bynajmniej spokojne. Lucy mimowolnie zostaje wplątana w wiele tajemniczych zdarzeń, a jej serce powoli zaczyna się otwierać…


"Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja"
Michael Hirst, Elizabeth Massie
Premiera: 23 października 2013

Anna Boleyn zostaje stracona, a na północy kraju wybucha katolicka rebelia. Królewska armia daje powstańcom krwawą lekcję. Henryk nie spocznie, dopóki ostatni z przywódców nie zapłaci głową.  Nowa królowa, piękna i pełna ciepła Jane Seymour przekonuje Henryka aby pojednał się z córkami, Elżbietą i Marią, a niedługo sama obdarza go wymarzonym synem. Jane jednak umiera wkrótce po porodzie, zrozpaczony król zamyka się w odosobnieniu. Polityczne intrygi  rządzą dworem, nieoczekiwanie pojawia się pretendent do tronu, a niezagojona od wielu lat rana zagraża życiu monarchy. W trosce o słabnąca pozycję Anglii i swoje interesy, Kanclerz Cromwell, gorący zwolennik Reformacji,  przekonuje Henryka do ślubu z protestancką księżniczką, Anną Kliwijską. Nowy związek nie spełnia jednak oczekiwań króla i Henryk szuka powodu, by  unieważnić małżeństwo. Cromwell musi znaleźć wyjście z sytuacji. Decyzja zostaje podjęta, gdy wzrok króla pada na piękną i młodą kokietkę, Katherine Howard. 


"Szczęście w cichą noc"
Anna Ficner-Ogonowska
Premiera: 6 listopada 2013

Główną bohaterką jest Hania, która pragnie spędzić wieczór wigilijny z najbliższymi. Wspomina swoje piękne dzieciństwo, kiedy Wigilia zapowiadała wspaniały czas w jej rodzinie. Był to okres pełen miłości, rozmów i wyśmienitych dań. 
Wieczór wigilijny. Pada śnieg, dom pachnie pysznymi potrawami, a w kącie pięknie ubrana choinka. Niedługo przyjdą pierwsi goście...
Książka Anny Fincer-Ogonowskiej sprawi, że mimo iż Wigilia wypada w czasie, kiedy za oknem jest zimno i pada śnieg, to po jej lekturze będą to ciepłe i niezapomniane święta.


"Ogród Kamili"
Katarzyna Michalak
Premiera: 8 listopada 2013
„Ogród Kamili” to pierwsza powieść z „kwiatowej serii” bestsellerowej autorki Katarzyny Michalak. 
Główna bohaterką jest Kamila. Od dziecka marzy o prawdziwej miłości, własnym domu z ogrodem pełnym pięknych róż. Los bywa jednak kapryśny. Jej ukochany mężczyzna znika bez śladu, zostawiając ją z pustką i bólem, a zamiast wymarzonego domu ma małe mieszkanko. W momencie, kiedy wydaje się jej, że nic już dobrego ją w życiu nie spotka, przed pogrążeniem w rozpaczy ratuje ją ukochana ciocia i wiara w to, że jeszcze wszystko w życiu może się zmienić. Niespodziewanie otrzymuje prawdziwy dar od losu...
Dziewczyna ze śniegiem we włosach

Dziewczyna ze śniegiem we włosach

Autor: Ninni Schulman
Wydawnictwo Amber, 2012
Liczba stron: 397
Skandynawski kryminał to już niemalże oddzielny gatunek literacki. Nic dziwnego. Autorzy ze Skandynawii mnożą się jak grzyby po deszczu i trzeba przyznać, że większość z nich odnosi niemałą popularność. Dlatego, gdy w moje ręce wpada jakakolwiek książka tego gatunku, gdy jeszcze jej autorem jest pisarz pochodzący ze Szwecji, nie zastanawiam się długo i tak też było z "Dziewczyną ze śniegiem we włosach".

Jest mroźna szwedzka zima, koniec roku, Sylwester. Dziennikarka Magdalena wraca po wyczerpującym psychicznie rozwodzie do swojego rodzinnego miasta, aby tu wraz z synkiem rozpocząć nowe życie i pracę w lokalnej gazecie, a spokojnie Hagfors wydaje się być idealnym miastem do tego. Ale tak naprawdę to tylko pozory. W sylwestrowe popołudnie Hedda, szesnastoletnia dziewczyna, wychodzi na zabawę sylwestrową. Jej rodzice nie podejrzewają, że to będzie ostatnia chwila w ich życiu, kiedy ją zobaczą - Hedda ginie bez śladu. Wkrótce zostaje znalezione w zamkniętej na zimę ziemiance niedaleko miasta ciało dziewczyny. Czy to Hedda? Czy zupełnie ktoś inny? Ale w takim razie kto i gdzie się podziała szesnastolatka?... Magdalena pisze o wydarzeniach w swojej gazecie i siłą rzeczy angażuje się w poszukiwania dziewczyny. Niespodziewanie, prowadząc własne śledztwo, odkrywa coś, o co nigdy nie podejrzewałaby spokojnego, zasypanego śniegiem i mroźnego Hagfors...

Trudno mnie rozczarować kryminałem jakimkolwiek, a już naprawdę trudno skandynawskim. Oczywiście nie każda książka jest idealna, ma swoje wady, ale autorzy szwedzcy mają ten talent, że potrafią stworzyć klimat, którego nie ma u autorów żadnych innych narodowości. A z czym nam zazwyczaj kojarzy się Szwecja czy Norwegia? Z zimnem, ponurą atmosferą i szarością. Tak to już jest. W moim rozumieniu oczywiście nie jest to negatywna cecha, wręcz przeciwnie - to dzięki szwedzkim kryminałom od dawna mam ochotę na wycieczkę do tego kraju - dzięki szwedzkim pisarzom, którzy potrafią stworzyć tak niepowtarzalny klimat swoich książek. Ninni Schulman nie jest wyjątkiem. Jako czas swojej powieści wybiera mroźną zimę, jest więc jeszcze bardziej ponuro i szaro. A raczej biało. Ale na pewno nie jest nudno, to mogę zagwarantować. 

"Dziewczyna ze śniegiem we włosach" to książka z tych, które czyta się bardzo szybko z tego jednego względu, że bardzo szybko wciąga. Sporo się tutaj dzieje, ale to nie jest jedyny plus tej powieści. Drugim bez wątpienia są bohaterowie, których losy śledzimy i którzy intrygują nas coraz bardziej, strona po stronie. Razem z Magdaleną próbujemy odkryć zagadkę Hagfors i tajemniczego zaginięcia dziewczyny. Jest to również jeden z tych kryminałów, które wywołują w czytelniku mnóstwo emocji - nie tylko ze względu na wątek kryminalny i morderstwo, ale również ze względu na swój aspekt społeczny i psychologiczny. To nie jest książka tylko i wyłącznie o policjantach i dziennikarzach, którzy biegają za mordercą, "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" przedstawia na pozór senne miasteczko i ich mieszkańców, którzy znają się co najmniej z widzenia, ich relacje, charakterystyki oraz ich działania i postępowanie - łącznie z główną bohaterką. Ninni Schulman stworzyła świetną wielowątkową, wielopłaszczyznową powieść, która trzyma w napięciu do ostatniej chwili. Zaskoczyła mnie tym bardzo pozytywnie, bardziej, niżbym przypuszczała.

"Dziewczyna ze śniegiem we włosach" to debiut literacki autorki, bardzo udany, nic dziwnego, że książka została okrzyknięta debiutem roku w Szwecji. Jak najbardziej na to zasługuje. I bez wątpienia sięgać po nią mogą wszyscy, fani obyczajówek, sensacji, kryminałów czy książek psychologicznych. Wciągnie i pochłonie każdego bez wyjątku - tego jestem pewna. 

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Pod Zawianym Kaczorem

Pod Zawianym Kaczorem

Autor: Martha Grimes
Wydawnictwo W.A.B., 2010
Liczba stron: 309
Nie mam pojęcia, jakie w rzeczywistości są angielskie kryminały. Ciągle nie po drodze mi do książek Agathy Christie, a od dawna mam w planach całą serię o Poirocie. Muszę się przyznać, że nie znam też wielu autorów tego gatunku, pochodzących z Wielkiej Brytanii. A chyba warto byłoby się w końcu tym tematem zainteresować, bo jeśli ich klimat podobny jest do tego, który otrzymałam, czytając "Pod Zawianym Kaczorem", to muszę się przyznać, że chciałabym więcej. 

Ciekawostką jest jednak to, że Martha Grimes Angielką nie jest, jakkolwiek z angielska brzmiałoby jej imię i nazwisko. Autorka pochodzi z Ameryki, tym bardziej jestem pod wrażeniem tego, że stworzyła tak "angielski" kryminał. Jeśli takie właśnie są powieści słynnej Christie, to jestem skłonna w końcu się do niej przekonać.

Do Stratford w Anglii przyjeżdża amerykańska wycieczka. Zaraz potem ginie kilkuletni chłopiec, który zresztą często lubi się gubić, teraz jednak jest to bardziej niż niepokojące. Sprawa jego odnalezienia zostaje powierzona inspektorowi Richardowi Jury'emu, który w rodzinnym mieście Szekspira znalazł się zupełnym przypadkiem i właściwie tylko na chwilę. Okoliczności jednak zmuszają go do pozostania tu dłużej, niż miał początkowo w planach. Po chłopcu bowiem ślad zaginął, a tuż wkrótce inspektor wraz z dawnym przyjacielem do odnalezienia chłopca będą musieli dodać również zagadkę śmierci uczestniczki wycieczki. Okazuje się jednak, że i to nie koniec, ofiar bowiem będzie znacznie więcej, a wszystko wskazuje na to, że morderca to jeden z turystów z Ameryki, który zostawia przy swoich ofiarach fragmenty pewnego szekspirowskiego wiersza... Tylko kto to może być?...

"Pod Zawianym Kaczorem" to jedna z wielu powieści autorki z inspektorem Jury'm w roli głównej. Chociaż "wielu" to tutaj za dużo powiedziane, kryminałów wydanych w Polsce jest zaledwie kilka, jest jednak w czym wybierać. Muszę przyznać, że o samej autorce do tej pory wiedziałam niewiele, żeby nie powiedzieć: nic - była mi zupełnie obca. Nie wiedziałam więc, czego właściwie po tej książce mogę się spodziewać i podeszłam do niej z pewną rezerwą - jak zwykle w takich okolicznościach. I muszę się również przyznać do tego, że na początku nawet ta powieść nie bardzo mnie zainteresowała - ot, taki zwykły, typowo angielski kryminalik, ze stereotypowymi bohaterami -Amerykanami, z detekrywem-inspektorem w stylu Herculesa Poirota - przeczytam szybko, zrelaksuję się przy nim i odprężę. I nie mogę powiedzieć, że tak nie jest, bo prawie wszystko się zgadza, i bohaterowie, i klimat, i możliwość relaksu i odpoczynku. Nie sądziłam jednak, że cała historia dość mocno mnie wciągnie, klimat powieści pozytywnie zaskoczy, a Jury w ogóle nie będzie przypominał znanego nam bohatera książek słynnej Agathy. Bo nie przypomina, i dobrze. Jury to Jury, Poirot to Poirot. I niech tak zostanie.

Tym samym stałam się bardzo ciekawa innych powieści tejże autorki, głównie tych z tymże inspektorem. Może nie jest on jakiś szczególnie wyrazisty, raczej normalny, ale moją sympatię bez problemu wzbudził. Wzbudził ją również typowy angielski czarny humor, który po prostu lubię i nic na to nie poradzę. A że jeszcze do tego doszedł, prosty, bo prosty, ale intrygujący wątek kryminalny - nic dziwnego, że książka dostała ode mnie taką, a nie inną ocenę...

To jest wręcz idealna książka na obecną porę roku. Mimo że to kryminał, to jednak lekki, który czyta się bardzo szybko, przy którym można odpocząć od cięższej literatury, ale który na pewno spełni nasze oczekiwania i wzbudzi naszą ochotę na więcej tego typu lektur. Ja na pewno panią Grimes będę miała na uwadze, ciekawa jestem, czy inne jej książki posiadają podobny klimat i tak samo wciągają - mam nadzieję, że tak.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli