Podsumowanie września 2013

Podsumowanie września 2013

Kolejny miesiąc za nami, więc i czas na kolejne podsumowanie :-) Aż trudno uwierzyć, że ten czas tak szybko leci. Jesień w pełni i u mnie na blogu również jesiennie. Mam przynajmniej nadzieję, że jesień będzie bardziej złota, niż deszczowa. Chociaż jakaś chandra i tak mnie dopadła, bo nic mi się nie chce, tylko bym leżała pod kocem i czytała... Was też dopada taki nastrój? Jak sobie z nim radzić, macie jakieś sposoby?...


Książki przeczytane we wrześniu: 8
Liczba przeczytanych stron: 2965
Średnia stron dziennie: 99
Liczba opublikowanych recenzji: 7
Egzemplarze recenzenckie: 3
Książki przeczytane w ramach wyzwań: 3
Liczba nawiązanych współprac: 0
Liczba kupionych książek: 1
Liczba książek z wymiany: 1

 Tak oto książkowo minął mi wrzesień :-)
Nie jest źle, chociaż pewnie u wielu z Was znacznie lepiej... :-)


Zatrute życie

Zatrute życie

Autor: Anna Małyszewa
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2007
Liczba stron: 372
Do tej pory rosyjski kryminał znałam głównie z twórczości Aleksandry Marininy, która to gościła (i gości) na moim blogu często i dość regularnie. I szerze mówiąc zmieniać cokolwiek nie bardzo mi się chciało. O Annie Małyszewej wcześniej nie słyszałam absolutnie nic, a nawet jeśli jej nazwisko gdzieś mi się obiło o uszy, to i szybko stamtąd wyleciało. "Zatrute życie" wzięłam więc w bibliotece do ręki zupełnie przypadkiem, nie wiedząc, co to za książka, chyba tylko dlatego, że stała obok powieści Aleksandry. Czasem mam jednak takie dziwne przeczucia co do książek - kiedy już coś znajdzie się w moich rękach, to tak jak gdyby się przykleiło, nie może tych rąk opuścić. Czułam, że to jest coś, co mi się spodoba - sama nie wiem, skąd to przeczucie. Do tej pory miałam tak tylko raz w życiu. Książkę oczywiście wzięłam. I nawet zaczęłam ją czytać w pierwszej kolejności...

Sasza jest malarką. Skończyła właśnie Akademię Sztuk Pięknych w Petersburgu i wróciła do Moskwy, by móc zacząć zarabiać i spokojnie żyć w mieście, w którym się wychowała. Jednak nie jest to wcale takie proste. Trudno jest się wybić z obrazami początkującej artystce, dziewczyna przyjmuje więc nieliczne propozycje restauracji obrazów, a problemy z niedawno poślubionym mężem jeszcze utrudniają jej i tak nieciekawą sytuację. Sasza i Fiodor toną w długach i to tylko kwestia czasu, jak zaczną przymierać głodem. Pewnego dnia jednak do mieszkania Saszy puka zamożna kobieta, która proponuje jej odnowienie obrazu tajemniczego malarza, obrazu, który w rogu ma wielką ciemną plamę... Co to za malarz Sasza nie wie, za pracę jednak dostanie sporą sumę pieniędzy, bo według właścicielki obrazu jest on wart znacznie więcej - 10 000 dolarów. Jest tylko jedno ale: obrazu nie można zniszczyć, wtedy będzie trzeba zwrócić całą jego wartość. Sasza, tonąca wraz z mężem w długach, podpisuje umowę i przystępuje do pracy. Nieświadoma techniki, jaką został namalowany obraz, próbując rozjaśnić czarną plamę w rogu, Sasza jednak niechcący niszczy dzieło, które w ostateczności przypomina jedną wielką brudną szmatę. Załamana dziewczyna, mając cały tydzień na oddanie obrazu właścicielce, zaczyna więc własne śledztwo, próbując dowiedzieć się, kim był człowiek, który namalował ów pejzaż i cóż takiego mogło znajdować się w ciemnym, zamazanym rogu. Nie przypuszcza, że za całą tą sprawą kryje się znacznie większa, zagmatwana tajemnica, że przez ów niewiele w rzeczywistości wart i brzydki obraz giną kolejni ludzie i że cała ta zawiła historia wkrótce zaprowadzi ją na policję...

Przyznać trzeba, że już po opisie samej fabuły można złapać się za głowę z powodu tego, jak zagmatwana wydaje się być ta historia. Ale tu Was zaskoczę: niekoniecznie. Na pewno nie w tym sensie, że nie można się połapać, o co chodzi i że trzeba się na tym kryminale mocno skupić. Nic z tych rzeczy. Jednak po pierwsze - pytanie: czy wciągnęła Was kiedyś książka już od pierwszej strony? Pewnie takich książek niewiele jesteście w stanie wymienić, prawda? Zwykle trzeba przeczytać chociaż kilka stron... Ja sama nie jestem sobie w stanie takiej książki przypomnieć, nawet z grona tych ulubionych. "Zatrute życie" jednak wciągnęło mnie od razu. Od pierwszego zdania. I tą ciekawość z biegiem kolejnych stron coraz bardziej rozbudzało. Nie było ani przez chwilę tak, że książka mnie nudziła. Nie wiem, czy to styl autorki, czy misternie zbudowana intryga w niej przedstawiona, ale człowiek, oderwany od rzeczywistości, po prostu siedzi i czyta z wypiekami na twarzy nawet te opisy, które nie mają żadnego znaczenia w odniesieniu do głównego wątku. Powiedzmy: takie życie Saszy na studiach i to, jak doszło do ślubu z Fiodorem... Siedziałam, i czytałam, i nie byłam w stanie odłożyć tej książki na bok. 

Fakt, dzieje się tu dużo i może dlatego ta powieść tak wciąga. Niekiedy w takich książkach mamy wrażenie przesytu informacji, wydarzeń i lekkiej przesady. Nie u Małyszewej. Tutaj jest to wszystko w taki sposób przedstawione, cały kryminał tak zbudowany, że po prostu to wszystko musi się zdarzyć, jak coś normalnego, i ani przez chwilę nie mamy poczucia, że autorka z czymś przesadziła. A jej styl to jeszcze inna bajka. Mało jest takich pisarzy, którzy potrafią tak napisać książkę, aby czytelnik nie chciał jej wypuścić z rąk, dopóki nie przeczyta ostatniej strony. Anna Małyszewa ma ten talent. Nie gubi się w wątkach, kolejne historie tak naturalnie wplata w te już istniejące, że nie można jej nic zarzucić, nawet sporej ilości bohaterów, bo czytelnik i tak nie ma szans się w tym wszystkim zgubić. Nie ma chaosu, jest za to ład i porządek i dość obficie rozbudowana zagadka.

A poza tym "Zatrute życie" to nie jest, chociaż może Was zaskoczę, stuprocentowy kryminał. To raczej powieść kryminalno-obyczajowa. Trupów tu nie brakuje, ale nie brakuje również historii życia najważniejszych bohaterów, wraz z malarzem Kożuchinem, Łarisą - klientką Saszy, no i oczywiście samej Saszy. Nie brakuje rosyjskiego klimatu i obrazu ówczesnego społeczeństwa. Każdy więc w tej powieści powinien znaleźć coś dla siebie, zarówno miłośnik obyczajówek, kryminałów, a nawet romansów. A do tego zapomnieć o całym świecie, bo to jest książka z tych, które, jak wspomniałam, wciągają od razu. 

Trudno tu porównywać Małyszewę z Marininą, to jest zupełnie inny styl, inne historie, inne książki. Dwie różne autorki, chociaż pochodzące z tego samego kraju. Ja jestem jednak pewna, że chociaż była to pierwsza moja powieść tej autorki, to na pewno nie ostatnia. "Zatrute życie" to po prostu świetnie napisany kryminał, z jeszcze ciekawszymi, barwnymi bohaterami, ze złożonym i zawikłanym, ale idealnie skonstruowanym i mimo wszystko przejrzystym wątkiem kryminalnym. Słusznie ta książka przyciągnęła mój wzrok w bibliotece i cieszę się, że trafiłam zarówno na tę powieść, jak i autorkę.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Krew, którą nasiąkła

Krew, którą nasiąkła

Autor: Åsa Larsson
Wydawnictwo Literackie, 2013
Liczba stron: 423
Åsa Larsson to kolejny - po znanych wszystkim miłośnikom kryminałów Mankellu, Nesserze, Läckberg - przedstawiciel szwedzkiego kryminału. Jej książki są ostatnio dość popularne, więc była to tylko kwestia czasu, jak znajdzie się i na mojej półce. Nie muszę chyba już nikomu przypominać, że kryminały uwielbiam, musiałam więc poznać i tę autorkę.

"Krew, którą nasiąkła" to druga powieść autorki, która zanim została pisarką, tak samo jak jej główna bohaterka Rebeka robiła karierę jako prawniczka zajmująca się podatkami. Akcję swojej książki umieściła w Kirunie, miejscowości na północy Szwecji, w której zresztą się wychowała. Na tym jednak kończą się podobieństwa z rzeczywistością, a zaczyna fikcja literacka.

Niedaleko Kiruny w okrutny sposób zostaje zamordowana tamtejsza kobieta-pastor. Ofiara zostaje odnaleziona we własnym kościele. Mildred przez niektórych była lubiana, przez innych krytykowana za swoje dość kontrowersyjne poglądy i walkę o prawa kobiet. Oprócz przyjaciół miała więc także wrogów, więc odnalezienie mordercy wcale nie jest takie proste. Przez jakiś czas śledztwo wręcz stoi w miejscu, by ruszyć w momencie, gdy do Kiruny przyjeżdża Rebeka Martinsson - prawniczka, niemogąca sobie poradzić z tym, że kilka miesięcy temu, w obronie własnej zabiła trzy osoby. Mająca przerwę w pracy, niekoniecznie interesująca się tym, co się dzieje na świecie Rebeka nie ma pojęcia o tym, że niedaleko miejsca, w którym się wychowywała, zostało popełnione morderstwo. Nie przypuszcza również, że sama wplącze się w tę sprawę, a wyplątać się wcale nie będzie tak łatwo...

Nie spodziewałam się po tej powieści niczego konkretnego, jednak trzeba przyznać, że poprzedni skandynawscy autorzy postawili kolejnym dość wysoką poprzeczkę. Jednak do każdego, nowego dla mnie pisarza, podchodzę dość sceptycznie, nie chcąc się rozczarować. I Åsą Larsson nie rozczarowałam się. Chociaż jest to niewątpliwie kryminał, a w takich gatunkach literackich akcja zazwyczaj jest dość wartka, a wydarzenia gonią wydarzenia - ta książka może na początku zrazić tym, że fabuła niekoniecznie jest tak rozwinięta, jakby się chciało, że wszystko jest trochę mozolne i nie wiadomo do czego prowadzi. Nie czytałam innych książek autorki i nie wiem, czy to jest po prostu jej styl, czy tylko ta historia jest taka. Mimo wszystko podobał mi się skandynawski klimat tej powieści, absolutnie niczego mu tutaj nie brakuje, a i główny wątek jest dość intrygujący. Może i wszystko się toczy dość powoli, książka jednak dostała ode mnie dodatkowy plus za koniec, od którego nie mogłam się oderwać.

Fajnym rozwiązaniem jest również to, że w roli głównej bohaterki nie występuje żadna pani inspektor czy kolejna nieustraszona policjantka, a zwykła prawniczka, ze swoimi lękami i problemami, pakująca się niezależnie od własnej woli w kłopoty, od których wolałaby się trzymać z daleka. Rebeka, ze względu na swoją profesję niby nie powinna mieć wiele wspólnego z trupami i mordercami, a jednak los płata jej takie figle, a nie inne. I niechcący pakuje się w tarapaty.

"Krew, którą nasiąkła" bez wątpienia zadowoli każdego miłośnika tego gatunku. Kryminał jest dobry, zagadka w nim interesująca, chociaż może sama akcja trochę się wlecze, to jednak zakończenie to wszystko moim zdaniem rekompensuje. Ciekawa jestem innych powieści autorki z Rebeką Martinsson w roli głównej, ciekawi mnie również to, jaki w ogóle styl ma Åsa Larsson, po tej jednej książce trudno to określić jednoznacznie. Mam jednak nadzieję, że wpadnie w moje ręce jeszcze jakaś powieść tej szwedzkiej pisarki. Nie bez powodu chyba otrzymała nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał roku, prawda?

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Kat Hitlera. Biografia Reinharda Heydricha

Kat Hitlera. Biografia Reinharda Heydricha

Autor: Robert Gerwarth
Wydawnictwo Esprit, 2013
Liczba stron: 660
Reinhard Heydrich - jeden z największych oprawców XX wieku, postać budząca przerażenie nawet w kręgach nazistowskiego przywództwa. W III Rzeszy ten trzydziestoparoletni mężczyzna pełnił trzy kluczowe funkcje: był bezwzględnym szefem ogromnej nazistowskiej Policji Bezpieczeństwa, SS i Gestapo oraz przełożonym Einsatzgruppen - szwadronów śmierci SS. Ponadto w 1941 roku Heydrich został mianowany Protektorem Czech i Moraw. Ale najważniejsza funkcja, która była mu przypisana przez jednego z najpotężniejszych ludzi po Hitlerze, Hermanna Göringa i która z czasem stała się jego kluczową życiową misją do spełnienia w III Rzeszy, to "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej" w Europie, zadanie, które w końcu przybrało formę masowych mordów i ludobójstwa.

"Kat Hitlera" to książka, która przedstawia nam życie człowieka, który stał się jednym z najniebezpieczniejszych funkcjonariuszy w III Rzeszy, często nazywanym Archaniołem Zła. Robert Gerwarth, jej autor, to profesor na Harvardzie i Princeton, historyk II wojny światowej. Gerwarth dorastał w Berlinie, jako dziecko był świadkiem zimnej wojny i upadku muru berlińskiego. I to właśnie życie w miejscu, historycznie znaczącym tak wiele, skłoniło go do wyboru tej a nie innej ścieżki życiowej i późniejszej pracy zawodowej.

Autor znany jest z tego, że w swoich badaniach jest skrupulatny i bardzo dokładny. Jego staranność w badaniach nad życiem Heydricha została nawet wyróżniona i nagrodzona, ale przede wszystkim pozwoliło mu to stworzyć dość obszerną i intrygującą biografię człowieka, który zaciekłym nazistą, członkiem NSDAP i jednym z najgroźniejszych ludzi w III Rzeszy stał się... zupełnie przypadkowo. Jako syn znanego kompozytora Bruno Heydricha, założyciela słynnego Konserwatorium Muzycznego w Halle, Reinhard dorastał otoczony muzyką i sztuką. Grał świetnie na skrzypcach. Swojej przyszłości jednak nie związał z muzyką, chciał zostać chemikiem, ale i ten zamiar w końcu porzucił, aby wstąpić do marynarki wojennej. Tam, ze względu na swoje muzyczne pochodzenie i pasje, był raczej outsiderem. W marynarce jednak Reinhard nie zrobił kariery. Dlaczego? Głównie przez własną bezmyślność i głupotę, wdając się z romans z niewłaściwą kobietą, a potem przez aroganckie zachowanie wobec sądu wojskowego. Został więc wyrzucony z marynarki. Zaręczony już wtedy z Liną von Osten, Heydrich został bezrobotny. Lina miała kluczowy wpływ na rozwój jego kariery w strukturach SS. To ona namówiła do wstąpienia do NSDAP w ogóle nie interesującego się polityką Reinharda. A on, jako bezrobotny, zapisał się do partii głównie dlatego, by zapewnić Linie ślub i życie z człowiekiem, który będzie w stanie utrzymać rodzinę. Partia była również namiastką tego, co Heydrich utracił, gdy został wydalony z marynarki. Tutaj znów mógł przywdziać mundur oficera. 

Robert Gerwarth pisząc swoją książkę bez wątpienia wykonał kawał dobrej roboty. Rozwój politycznej kariery Heydricha przeplata z wydarzeniami z jego życia osobistego, ciekawostkami, popartymi licznymi badaniami nad jego życiem. Mało kto wie na przykład, że praktycznie przez całe życie, aż do zamachu w Pradze i śmierci Heydricha kilka dni później, towarzyszyła mu plotka o jego żydowskim pochodzeniu. Nie była jednak ona przyczyną jego późniejszej nienawiści wobec Żydów i prześladowań. Oprócz Himmlera, jego bezpośredniego przełożonego, to właśnie Lina miała największy wpływ na jego karierę w partii nazistowskiej.

"Kat Hitlera" przedstawia mnóstwo faktów z życia tego bezwzględnego, okrutnego człowieka, jakim stał się Heydrich. To niewątpliwie gratka dla miłośników historii i II wojny światowej. I tacy czytelnicy na pewno dzieło Gerwartha docenią. Trzeba jednak przyznać, że zawiera niezliczoną ilość faktów historycznych, przybliża jak nic politykę nazistowskiej III Rzeszy - i w związku z tym nie jest lekką książką, a wręcz przeciwnie. Jest lekturą dość ciężką, nafaszerowaną informacjami, faktami i datami - jeśli to Was nie zraża, zachęcam. Nie przerażajcie się ilością stron - prawie jedna trzecia książki to bibliografia, indeksy, ale i ułatwiające lekturę mapy oraz fotografie z życia Heydricha. "Kat Hitlera" jest książką bez wątpienia godną zainteresowania.


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit:
Jesienny stosik historyczno-kryminalny [#22]

Jesienny stosik historyczno-kryminalny [#22]

Oto i obiecany w poprzednim wpisie stos:


1. Martha Grimes "Pod Zawianym Kaczorem"
2. Camilla Läckberg "Ofiara losu"
3. Åsa Larsson "Krew, którą nasiąkła"
4. Michael Hirst, Elizabeth Massie "Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę"
5. Eryk Ostrowski "Charlotte Brontë i jej siostry śpiące"
6. Robert Gerwarth "Kat Hitlera. Biografia Reinharda Heydricha"
7. Piotr Zychowicz "Obłęd '44"

Jak widać, stosik jest typowo historyczno- kryminalny, przyszedł bowiem u mnie czas na takie właśnie książki. Nie wiem, czy to jesienna już pogoda, czy cokolwiek innego, ale w zanadrzu mam jeszcze trzy książki wypożyczone z biblioteki wczoraj, również kryminały (których tu nie fotografowałam, ale recenzje będą, bez obaw) - a to znaczy, że znowu u mnie zaczęła się faza na takie powieści. Też tak macie, czy to tylko ja? :-)

Nie rozpisuję się dzisiaj, złapało mnie jakieś okropne przeziębienie, więc zaraz kubek herbaty, kocyk i książka - i tak pewnie spędzę dzisiejszą niedzielę... A jutro znowu do pracy :-)
Te weekendy zdecydowanie za szybko mijają...


Versatile Blogger Award

Versatile Blogger Award

Kilka dni temu Macy M. zaprosiła mnie do zabawy pewnie Wam już dobrze znanej: Versatile Blogger Award. Mimo że sama już jakiś czas temu (dawno) w niej brałam udział, to jednak postanowiłam napisać Wam kilka ciekawostek o sobie jeszcze raz :)


Cóż, zasady chyba już większość zna: należy ujawnić siedem faktów odnośnie własnej osoby... Spróbuję Wam powiedzieć o sobie coś, o czym jeszcze nie wiecie, chociaż łatwo nie będzie. Zawsze bowiem sprawia mi niemały problem pisanie o sobie :-)

1. Jak pewnie zdążyliście zauważyć po niektórych czytanych przeze mnie książkach, moją drugą pasją oprócz czytania jest historia - a jedno z drugim się ściśle wiąże :-)
2. Epoka historyczna, która najbardziej mnie pasjonuje, to średniowiecze - uwielbiam książki, które mają swoją akcję w tym czasie.
3. Moja praca również jest związana poniekąd z historią - pracuję w archiwum.
4. Moim marzeniem jednak od zawsze była praca w bibliotece - ale to do przewidzenia :-)
5. Oprócz powieści historycznych uwielbiam również kryminały - to również da się zauważyć.
6. Był czas, że swoją przyszłość dzięki kryminałom chciałam nawet związać z policją...
7. A poza tym czytam wszystko, czego akcja toczy się w Paryżu, jest o Paryżu lub choć w malutkim stopniu dotyczy tego miasta :-) 

Jeśli również macie ochotę pobawić się, to zapraszam do zabawy wszystkich, którzy jeszcze zaproszeń nie dostali - ja sama nominować nie będę, bo mam wrażenie, że Versatile Blogger Award okrążyła już całą blogosferę po kilka razy :-) Ale może się mylę.

Ostatni tydzień miałam (i ciągle mam) dość nerwowy, dlatego tak ostatnio cicho na moim blogu - za co przepraszam. Trochę się pokomplikowały sprawy z moimi studiami, które miałam zacząć od października, a ciągle nic nie wiadomo... Ale tak to niestety bywa.
Szykuje się już jednak na pewno recenzja ostatniej przeczytanej książki i niewielki stosik, więc mam nadzieję, że nie będzie już tak nudno... Postaram się trochę poprawić :-) 


Książę Mgły

Książę Mgły

Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo Muza, 2010
Liczba stron: 198
Choć Carlos Ruiz Zafon znany jest przede wszystkim z książki "Cień wiatru", choć to właśnie ta książka przyniosła mu światową sławę, to jednak nie był to jego debiut literacki. Wcześniej autor napisał serię powieści dla młodzieży - z tym, że pojęcie "powieść dla młodzieży" nie jest tutaj żadnym ogranicznikiem - nazwane one tak zostały tylko i wyłącznie chyba po to, żeby mogli je czytać zarówno młodzi czytelnicy, jak i ci starsi, mający młode lata już dawno za sobą. Wracając jednak do debiutu literackiego Zafona, to właśnie "Książę Mgły" był jego pierwszą książką.

Akcja jego debiutanckiej powieści dzieje się w czasie, gdy praktycznie cały świat borykał się z drugą wojną światową - w roku 1943. Jednak są miejsca, gdzie wojna jeszcze nie odcisnęła swego piętna - taka właśnie jest osada rybacka na wybrzeżu Atlantyku, gdzie wraz z rodzicami i dwoma siostrami przeprowadza się Max Carver. Rodzina zamieszkuje w od dawna opuszczonym domu na plaży, który niegdyś należał do rodziny Fleischmannów. Dom, choć na pozór wygląda na spokojne miejsce, takim w rzeczywistości nie jest - dzieją się tu rzeczy co najmniej dziwne. Nieopodal, w ogrodzie zamkniętym na kłódkę, Max odkrywa miejsce pełne starych posągów, przedstawiających cyrkową trupę. Więcej o historii domu dowie się jednak chłopiec od Rolanda, mieszkającego wraz z dziadkiem-latarnikiem - Roland zresztą stanie się szybko najlepszym przyjacielem Maxa. Pozna też dziadka Rolanda, który opowie im o Księciu Mgły - historię brzmiącą jak miejscowa legenda, jednak nikt nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest ona prawdziwa.

Jeśli chodzi o Carlosa Ruiza Zafona, już dawno przestałam podchodzić do jego książek obiektywnie - jest to jeden z moich ulubionych pisarzy i tak chyba już zostanie, chociaż "Książę Mgły" był ostatnią nieprzeczytaną przeze mnie książką z jego twórczości, tym samym więc mam już wszystkie jego powieści za sobą. Patrząc jednak po innych recenzjach i opiniach czytelników, Zafon bez wątpienia wart jest tego, aby sięgać po jego książki. Dzięki swym opisom potrafi tak pobudzić wyobraźnię, że obrazy przez nią wytworzone pozostają z nami na bardzo, bardzo długo. Ja serię jego młodzieżowych powieści cenię szczególnym sentymentem - jest to coś odrobinę innego niż Cmentarz Zapomnianych Książek - magia jest tu czymś, co jest bardzo prawdziwe i realne... Tajemnicy też nie brakuje, a i mogę Wam obiecać, że ciarki przechodzące po plecach też nie raz poczujecie. "Książę Mgły" jest kolejną powieścią, która dowodzi temu, jak wspaniałym autorem jest Zafon, nic dziwnego, że zdobył taką sławę.

Warto rozpocząć od "Księcia Mgły" swoją przygodę z autorem, chociaż równie dobrze może to być "Pałac Północy", "Marina" albo "Światła września". Każda z tych powieści ma swój niepowtarzalny, magiczny charakter, każda jest inna, ale każda Was wciągnie i zaczaruje swą magią. To Wam mogę obiecać już teraz. Zafon pisze niesamowicie i mam nadzieję, że to nie koniec jego tworzenia, że powstanie jeszcze niejedna taka książka.
W imię miłości

W imię miłości

Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo Literackie, 2013
Liczba stron: 270
Wiele z nas, gdy przypomni sobie siebie w wieku dziesięciu lat, widzi beztroskie dzieciństwo, początki szkoły i szkolnych przyjaźni, zabawy, niemyślenie o tym co będzie, ale o tym, co jest tu i teraz - zazwyczaj ten okres jest jednym z najszczęśliwszych w naszym życiu.

Jednak nie dla Ani, bohaterki najnowszej książki Katarzyny Michalak. Ania Kraska, dziesięcioletnia dziewczynka, w jednej chwili musi zapomnieć o swoim beztroskim dzieciństwie i wydorośleć. Wychowująca się bez ojca, którego nigdy nie poznała, z matką, która ciągle pracuje, aby zarobić na byt swój i swojej córki oraz swoje studia, nie jest dzieckiem takim, jak większość w jej wieku. Małgosi oraz jej córce Ani nie jest więc w życiu łatwo, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Małgorzata dowiaduje się o swojej śmiertelnej chorobie. Ania praktycznie w jednej chwili musi stać się tą osobą, która myśli o zapewnieniu sobie oraz matce jedzenia, a nie jest to proste, bo chora kobieta nie może pracować, a pieniądze się kończą w zastraszającym tempie. Ania jednocześnie śmiertelnie boi się tego, że trafi do domu dziecka - stara się jednak, aby wszystko jakoś szło do przodu i aby nikt nie dowiedział się, co tak naprawdę dzieje się za drzwiami ich mieszkania. Gdy Małgosia, w coraz gorszym stanie trafia do hospicjum, dziesięcioletnia dziewczynka wyrusza w podróż do swojego dziadka, jedynego krewnego, który kilka lat wcześniej, w chwili największej potrzeby, zamknął przed kobietą z dzieckiem drzwi przed nosem, nie chcąc ich znać. Ania zjawia się sama w Jabłoniowym Wzgórzu. Ale czy rzeczywiście jest sama?... Po przyjeździe na dworzec, na ostatnim przystanku swojej podróży poznaje Neda, mężczyznę, którego celem, jak się okazuje, również jest Jabłoniowe Wzgórze.

Katarzynę Michalak zna choćby ze słyszenia prawie każda czytelniczka polskiej literatury obyczajowej i kobiecej. Ja sama poznałam jej twórczość już dość dawno temu. Jednak za każdym razem zaskakuje mnie coraz bardziej. Wcześniej przeczytana "Bezdomna" była powieścią, którą niemalże "pożarłam"; jeszcze wcześniej "Nadzieja" zrobiła na mnie podobnie dobre wrażenie, nie mówiąc o książkach, które przeczytałam jeszcze wcześniej i od których zaczęłam swoją przygodę z tą autorką. Serię owocową również mam po części już za sobą, a "W imię miłości" jest właśnie piątą częścią owej serii; serii, która zdobyła chyba moją największą sympatię.

Muszę przyznać jednak, że z każdą kolejną książką Katarzyna Michalak udowadnia, że potrafi pisać naprawdę na różne tematy, potrafi tworzyć książki gatunkowo zupełnie inne, ale jednocześnie wychodzi jej to doskonale. I chociaż mam jeszcze sporo do nadrobienia w jej twórczości, to zauważam jedno - jej pierwsze powieści podobają mi się o tyle, że dużo w nich miłości, słodyczy i ogólnie pozytywnych uczuć, to jednak jej ostatnie historie, w których nie brak bólu, cierpienia, zła i beznadziejności wywołują we mnie o wiele więcej emocji i znacznie trudniej potem mi o nich zapomnieć. A ja cenię autorki takich książek, których bohaterowie długo po zakończeniu nie mogą wyjść z mojej głowy. Tak właśnie jest również z "W imię miłości" - historią, która zmusza nas do tego, abyśmy sami rozejrzeli się wokół, bo może jest gdzieś ktoś taki jak Ania, kto potrzebuje naszej pomocy. Ta książka nie jest słodka, chociaż słodyczy też w niej nie brakuje, może jest jednocześnie odrobinę przewidywalna - jest jednak prawdziwa, pełna emocji, również tych negatywnych, które udzielają się czytelnikowi.

Nie dziwi mnie fakt, że Kasia Michalak zdobyła taką popularność wśród polskich czytelniczek - moje serce również zdobyła. Jestem pewna, że zdobędzie jeszcze wiele fanek (i fanów). "W imię miłości" jest kolejną książką, która zdobywa sporą popularność i temu też się nie dziwię - zasługuje na to. Polecam więc z czystym sumieniem.

Co czytać we wrześniu?... Wrześniowe premiery

Chociaż wrzesień to początek jesieni, to  jest w tym wszystkim pewien plus... Jaki? Taki, że na pewno nie grozi nam nuda :-) Wydawnictwa przygotowały dla czytelników na tę porę roku mnóstwo nowości i naprawdę jest w czym wybierać - to, co sama dziś wybrałam to tylko część książek, które chciałabym przeczytać. A to dopiero początek, bo kolejne miesiące to kolejne ciekawe premiery. I skąd tu brać pieniądze na książki i później miejsce na półkach na nie?...

Katarzyna Michalak
"Przepis na szczęście"

Premiera: 11 września 2013
"Przepis na szczęście" to magiczne opowieści o miłości, przyjaźni, szczęściu i gotowaniu. Zaparz herbatę, usiądź wygodnie w fotelu i podaruj sobie chwilę relaksu czytając najnowszą książkę Katarzyny Michalak.
Cztery pory roku, cztery kobiety i cztery historie. Bohaterki: Bogusia z Pogodnej, Ewa z Poziomki, Liliana z Nadziei i Danusia z Wiśniowego Dworku powracają w nastrojowych opowiadaniach okraszonych tradycyjnymi i aromatycznymi przepisami. 
Są słowa, które ranią, są też i takie, które przynoszą radość. Przytulna kuchnia, niesamowite zapachy dań, unoszące się w powietrzu, niezapowiedziani goście... to wszystko nadaje życiu subtelny smak. Wszystkie cztery bohaterki potrafią gotować i robią to z miłością... "Przepis na szczęście" każda z nas ma w sobie. Musimy go tylko odkryć i krok po kroku realizować.
Miłość, przyjaźń, marzenia i tęsknoty, śmiech i łzy, wzruszenia i emocje - tych składników u Katarzyny Michalak nie zabraknie.


Philippa Gregory
"Uwięziona królowa"

Premiera: 25 września 2013
Maria Stuart w sieci spisków i zdrady
Opowieść o dwóch kobietach walczących o jednego mężczyznę, a przede wszystkim opis losów pełnej determinacji władczyni, która wolała zginąć, niż wyrzec się swoich zasad i pragnienia wolności.
Maria Stuart, królowa Szkotów, zmuszona do ucieczki przed zbuntowanymi lordami, zwraca się o azyl do swej kuzynki, Elżbiety I. Lecz w Anglii zamiast bezpiecznego schronienia czeka ją proces i więzienie. Zostaje odesłana do zamku Tutbury, którego gospodarze, a zarazem strażnicy Marii wierzą, że przyjęcie pod swój dach królewskiego więźnia przyniesie im zaszczyty i bogactwa. Szlachetny i prostolinijny George Talbot jest dumny z tego, że może gościć u siebie intrygującą królową. Natomiast jego żona Bess, zaufana królewskiego kanclerza Williama Cecila, dostrzega w tym swoją szansę i pragnie ją wykorzystać. Wkrótce jednak przekonuje się ze zgrozą, że George ulega urokowi pięknej Marii, a ich zamek staje się epicentrum intryg, których ostrze jest wymierzone w samą Elżbietę, królową Anglii.


Juliet Grey
"Maria Antonina. W Wersalu i Petit Trianon"

Premiera: 13 września 2013
Oparte na drobiazgowych badaniach źródłowych pisarstwo Juliet Grey czyni z postaci historycznych prawdziwych ludzi, a dawne czasy są dzięki jej talentowi barwnym, pulsującym życiem tłem ważnych wydarzeń Porywająca powieść, odsłaniająca niejeden dworski skandal, obejmuje piętnaście lat pamiętnych rządów Marii Antoniny.
Paryż, 1774 rok. Młodziutka, zaledwie osiemnastoletnia Maria Antonina wstępuje na tron u boku swego męża, Ludwika XVI. Monarchini prezentuje światu olśniewające jedwabne toalety i kunsztowne strzeliste uczesania, ale w głębi jej serca czai się strach o ciągłość dynastii Burbonów i o własną przyszłość. Od bolesnych początków małżeństwa, przez radość długo wyczekiwanego macierzyństwa, miłość do przystojnego Szweda Axela von Fersena po nieszczęsną aferę naszyjnikową — przez cały okres panowania Maria Antonina usiłuje wznieść się ponad dworskie plotki i intrygi. Jednak niebezpieczeństwo, że francuska monarchia może zostać zmieciona raz na zawsze z powierzchni ziemi, czai się tuż za złoconymi bramami Wersalu.
Drugi tom trylogii o Marii Antoninie, pochodzącej z Austrii królowej Francji, żonie Ludwika XVI.
Portret najsłynniejszej i otoczonej najczarniejszą legendą władczyni Francji, jednej z najtragiczniejszych postaci kobiecych w historii Europy.


Bogna Ziembicka
"Wiosna w Różanach"

Premiera: 25 września 2013
Kontynuacja zachwycającej powieści Droga do Różan
Zosia Borucka nie mogłaby być bardziej szczęśliwa – odzyskała rodzinny dom i spodziewa się dziecka ukochanego Krzysztofa. Ale okrutny los postanawia z niej zadrwić: odbiera jej wszystko, co najcenniejsze. Zdruzgotana zamyka się w sobie, odsuwa od ludzi.
Czy troska przyjaciół pomoże jej odzyskać radość życia? A może sprawi to wyjazd do Dalmacji i spotkanie z odnalezionym po latach dziadkiem?
Rozgrzewająca serce opowieść o radościach i smutkach, jakie niesie los, o rodzinie, której każdy z nas potrzebuje, o przyjaźni, która pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile, i o miłości dającej nadzieję na szczęście.



Agnieszka Lingas-Łoniewska
"Łatwopalni"

Premiera: 25 września 2013
Łatwopalni to trzecia część Serii z tulipanem, czyli Polskie autorki – zmysłowo i romantycznie
Dolny Śląsk, niemiecka przeszłość, spalona słońcem ziemia, intensywna, mieniąca się kolorami jesień i małe miasteczko u stóp gór. Tam przyjeżdża on – mężczyzna, który wciąż ucieka. Kiedyś wydarzyło się coś, przez co już nigdy nie będzie mógł normalnie żyć, nie zazna spokoju. Spotyka ją, śliczną nauczycielkę, której brakuje wiary w siebie i którą dusi małomiasteczkowy konwenans. Ich spotkanie jest jak cud – wybucha jesień, pali słońce, rodzi się miłość. Ale los znowu zadrwi z obojga. 




 Mark Billingham
"Presja"

Premiera: 25 września 2013
Detektyw sierżant Helen Weeks jest przekonana, że ma przed sobą kolejny rutynowy dzień pracy. Jednak zakupy w sklepiku, który odwiedzała od dawna, kończą się inaczej niż zwykle. Policjantka staje się zakładniczką zdesperowanego sklepikarza, który przeżył osobistą tragedię. Jego syn trafił za zabójstwo do więzienia i tam niedługo potem popełnił samobójstwo. Zbolały ojciec nie wierzy w taką desperację syna i za wszelką cenę pragnie dociec prawdy. Zmusza Helen, aby skontaktowała się z detektywem inspektorem Tomem Thorne’em, i daje mu ultimatum – albo przyprowadzi mu osobę, która zamordowała jego syna, albo poleje się krew i Helen Weeks oraz jeszcze jeden zakładnik, młody pracownik banku, zapłacą życiem za nieudolność policji. Thorne nie ma wyboru, musi odnaleźć mordercę. Zadanie wcale nie będzie łatwe, a czasu jest coraz mniej...
Mark Billingham należy do czołówki autorów powieści kryminalnych. Od kilku lat otrzymuje najważniejsze brytyjskie nagrody literackie. Za postać inspektora Toma Thorne'a, uznanego za najciekawszego detektywa, został uhonorowany nagrodą Sherlocka. 


Patrycja Bakalska
"Sierpniowe dziewczęta '44"

Premiera: 20 września 2013
Książka Sierpniowe dziewczęta′44 składa się z opowieści ponad 20 uczestniczek Powstania Warszawskiego.Miały zwykle17, 18 lat, nie więcej niż dwadzieścia parę.
„Co to znaczy: kobiety w Powstaniu? Myśmy walczyły jak mężczyźni, przeżyłyśmy to samo co oni. Ja nie widzę powodu żeby szukać w tym jakiegoś kobiecego spojrzenia”. „Gdyby mi powiedzieli, że nie jestem żołnierzem, to bym się oburzyła. Ale znałam swoje miejsce w szeregu”. Kobiety pamiętają i mówią inaczej – więcej w ich opowieściach wspomnień o innych, o bliskich, o kolegach. Ich spojrzenie jest mniej egocentryczne; więcej w nim uważnej obserwacji, szczegółu, a mniej bohaterstwa i fanfar.
Trudno powiedzieć ile ich dokładnie było. Łączniczki, sanitariuszki, minerki, peżetki, po prostu żołnierze. Czasem walczyły na pierwszej linii, czasem wykonywały szarą pracę na tyłach: gotowały, prały, opatrywały rannych. Bez nich nie była możliwa ani konspiracja przed Powstaniem, ani samo Powstanie. Ryzykowały tak samo jak ich koledzy i często płaciły tę samą cenę – życie.
To jest ich opowieść. Uczestniczki Powstania Warszawskiego mówią o walce, smaku wolności, miłości, śmierci i marzeniach.


A czy Wy czekacie na jakieś konkretne tytuły?...


Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę

Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę

Autor: Elizabeth Massie, Michael Hirst
Wydawnictwo Mira/Harlequin, 2013
Liczba stron: 336
Chociaż tę część historii Anglii i Henryka VIII znam już dość dobrze, za każdym razem, gdy wychodzi jakaś nowa książka na ten temat, nieważne, jakiego autora, bardzo trudno jest mi się jej oprzeć. Trudno było więc mi przejść obojętnie również obok tej serii, napisanej na podstawie scenariusza słynnego serialu telewizyjnego, "The Tudors". Chociaż film znam tylko i wyłącznie ze słyszenia i z pierwszego odcinka pierwszego sezonu (i pewnie jest to plus), to całą tę serię bardzo chciałam przeczytać. I jak na razie mi się to udaje.

"Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę" to powieść napisana na podstawie scenariusza drugiego sezonu słynnego serialu telewizyjnego, pierwszy mogliśmy śledzić przy okazji pierwszej części: "Król, królowa i królewska faworyta". Większość z Was poza tym na pewno wie doskonale, jak się zakończyła historia miłości i małżeństwa Henryka VIII i Anny Boleyn - powstało na ten temat mnóstwo książek i filmów i jest to chyba jedna z najsłynniejszych historii w dziejach Anglii. "Królowa traci głowę" to książka obrazująca małżeństwo króla z Anną i Annę jako królową Anglii. W kraju Henryka panuje zamęt, król przeciwstawia się papieżowi i skłania ku reformom, które postawią go na czele kościoła, dzięki czemu będzie mógł ogłosić swoje małżeństwo z Katarzyną za nieważne i ożenić się z Anną Boleyn. Tylko tego pragnie Henryk. Odsyła więc Katarzynę z dworu królewskiego i przygotowuje do ślubu. Lecz Anna, jako nowa królowa, nie cieszy się zbyt wielką popularnością wśród dworzan i ludu, a wkrótce okazuje się, że ma też problem z urodzeniem zdrowego i silnego chłopca, mającego objąć tron po śmierci króla. A to właśnie syna, którego nie mogła dać mu Katarzyna, król pragnie najbardziej... Powoli jednak traci cierpliwość, a królowa z każdym dniem ma coraz większość świadomość tego, że nie zostało jej już zbyt wiele czasu na poczęcie królewicza... oczy męża coraz częściej bowiem podążają śladem nowych dam dworu Anny...

Druga część serii, napisanej na podstawie scenariusza Michaela Hirsta, utrzymana jest w podobnym klimacie i stylu, co część pierwsza. Trochę obawiałam się tej książki, zauważyłam bowiem, że jej autorka jest już inna, to nie Anne Gracie, która tworzyła pierwszy tom tej serii, a Elizabeth Massie, zupełne inna osoba. Nie miałam jednak poczucia, że czytam dzieło kogoś innego, wręcz przeciwnie i myślę, że jest to plus. Być może też tak po prostu bywa z książkami pisanymi na podstawie scenariusza filmu. Przyznam się szczerze, że pierwszy raz czytam coś takiego. Fakt, jest coś, co mnie na początku trochę irytowało, zarówno w pierwszej, jak i w tej książce, a mianowicie to, że rozdziały podzielone są jeszcze na krótkie podrozdzialiki - dokładnie tak samo, jak poskładany jest zazwyczaj film, który przeskakuje z jednej sceny na drugą, trzecią itd. Ta książka ma tak samo i czasami to denerwuje, na początku nie można się tak wczytać i wciągnąć, jakby się niekiedy chciało. Potem jednak z biegiem stron robi się to niemal niezauważalne. Pewnie swój udział w tym ma w dużej mierze fakt, że historia Henryka i Anny jest przecież historią niezwykle ciekawą, pełną intryg, zmierzającą w końcu do dramatycznego wręcz i wstrząsającego końca. Mnie się po raz kolejny świetnie tę książkę czytało, mimo wady, jaką są na początku zbyt szybko przeskakujące wydarzenia i sceny.

Powieść nie tylko oddaje klimat angielskiego dworu, intryguje i wzbudza ciekawość... Świetnie jest tu również opisany sam Kościół i to, jak wielką właściwie miał władzę nad wszystkimi, łącznie z królem. Jak wiele miał do powiedzenia niemalże w każdej kwestii, wcinając się w życie prywatne dworzan i zwykłych ludzi, nie mówiąc już o rodzinie królewskiej. A sam Henryk to również bardzo ciekawa postać - aż dziw bierze, że taki człowiek, zdolny do wszystkiego, nawet to zabicia własnej żony - istniał naprawdę. Chciałabym w przyszłości przeczytać jakąś książkę o samym Henryku, nie zbeletryzowaną historię Anglii, ale biografię króla - może mi się to kiedyś uda.

Można się domyśleć, jak kończy się "Dynastia Tudorów. Królowa traci głowę". Mówi to nam już sam tytuł, ale i nie jest to żadna niespodzianka, wiadomo bowiem, jak skończyła królowa Anna. Muszę przyznać, że jestem chyba najbardziej ciekawa części, która dopiero teraz zostanie wydana, trzeciego tomu tej serii. Mało bowiem pisze się o kolejnych małżeństwach Henryka VIII, najsłynniejsza bowiem w historii jest Anna Boleyn właśnie, a jeszcze przed Anną Katarzyna Aragońska. Nie doszłam również jeszcze do powieści Philippy Gregory na ten temat, trzecia część "Dynastii Tudorów" będzie więc dla mnie nie lada ciekawa i intrygująca. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie zbyt długo na nią czekać.

Dynastia Tudorów:


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mira/Harlequin

Psy z Rygi

Psy z Rygi

Autor: Henning Mankell
Wydawnictwo W.A.B., 2006
Liczba stron: 284
Henning Mankell to jeden z najpopularniejszych autorów szwedzkich kryminałów, a jego seria o Kurcie Wallanderze jest jedną z najbardziej znanych serii kryminalnych na świecie. Ja sama mam styczność z tą serią od całkiem niedawna, ale że kryminały uwielbiam, to nie mogło być inaczej - zrobiła na mnie całkiem pozytywne wrażenie. A to dopiero początek, a ponoć im dalej, tym ciekawiej.

Tym razem Komisarz Wallander otrzymuje od anonimowego informatora tajemniczą wiadomość - do szwedzkiego wybrzeża podpłynie niebawem ponton. Policja z początku nie przywiązuje do tej informacji zbyt wielkiej wagi, jednak gdy kilka godzin później dryfujący u wybrzeży opustoszałej plaży ponton rzeczywiście zostaje znaleziony, sprawa robi się bardziej niż skomplikowana - w pontonie bowiem znajduje się dwóch martwych mężczyzn, ubranych w drogie, markowe ubrania. Ystadzka policja szybko odkrywa, że mężczyźni to cudzoziemcy, najprawdopodobniej z którejś z niedawnych republik radzieckich, a cała sprawa ma związek z przemytem narkotyków. Kurt Wallander jednak nie podejrzewa, że tym razem przyjdzie mu rozwiązywać zagadkę morderstwa nie tyle owych dwóch osób znalezionych w pontonie, ale zupełnie kogoś innego - na dodatek z daleka od Szwecji, bo w Łotwie - kraju niekoniecznie przyjaznym i bezpiecznym.

"Psy z Rygi" to druga powieść z serii o komisarzu Wallanderze. Sama książka została napisana przez autora w 1992 roku, czyli w czasie, gdy rozpadł się Związek Radziecki, gdy kolejne republiki oddzielały się od niego i stawały się niezależnymi państwami. Henning Mankell pisał więc o wydarzeniach, które w tamtej chwili miały faktycznie miejsce, które odcisnęły swoje piętno na całej Europie. Jako miejsce wydarzeń w swojej powieści wybrał Rygę, stolicę Łotwy. To właśnie tam znajdzie się Kurt, aby pomóc tamtejszej policji w śledztwie w sprawie morderstwa. I jak to u Mankella bywa, "Psy z Rygi" są jedną z tych powieści, w której autor doskonale oddaje tamtejszą sytuację społeczno-polityczną. Jest on z tego zresztą znany i to jego cecha charakterystyczna - ukazanie tego tak, ja to faktycznie jest lub było. Mankell nie skupia się tylko na zawiłej intrydze, wartkiej akcji i stworzeniu bohatera, którego polubią czytelnicy - on podejmuje problemy, które aktualnie dotyczą świata - dlatego właśnie jego książki nigdy nie ograniczają się do wątku kryminalnego. Zawsze posiadają to dodatkowe znaczenie, obraz ówczesnego społeczeństwa. I ja w jego twórczości to sobie bardzo cenię.

Podobno cała seria o Kurcie Wallanderze jest z każdym kolejnym tomem coraz lepsza. Jeśli tak rzeczywiście jest, to już nie mogę się doczekać kolejnych przygód tego bohatera. "Psy z Rygi" to powieść, która wciąga od samego początku, intryguje i którą czyta się mimo wszystko bardzo szybko i zarazem lekko. Kurta polubiłam już przy okazji pierwszej części i jak na razie nic się u mnie w tym względzie nie zmieniło. Nie jest to bohater zadufany w sobie, który myśli, że wszystko potrafi - nie, wręcz przeciwnie, często nawet tutaj wspomina swojego zmarłego kolegę z policji, Rydberga, zastanawia się, co on by w danej chwili zrobił, prosi go o radę. Komisarz jest odbierany czasem nawet jako życiowy nieudacznik i tym samym nawet niekiedy wzbudza współczucie. Na pewno jednak nie jest tuzinkowym, przewidywalnym bohaterem - takie rzeczy nie u Mankella. 

Zachęcam więc do poznania tej postaci, która stała się w Szwecji niemalże już kultowa. Henning Mankell jest pisarzem, którego książki powinien poznać każdy miłośnik kryminałów. Nie tylko spędza się przy nich miło czas i można się oderwać od codzienności, wynosi się z nich nie tylko świetną kryminalną historię, ale i można dowiedzieć się sporej ilości ciekawych rzeczy, chociażby poznać problemy współczesnego świata, polityki, ludzi. Ja z pewnością będę dalej czytać książki autora - mam do niego sentyment i to się raczej szybko nie zmieni.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Wakacyjne podsumowanie sierpnia 2013

Wakacyjne podsumowanie sierpnia 2013


Tak to jest, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Sierpień 2013 odszedł do przeszłości, a część z Was pewnie od jutra wraca do nauki. Ja szkołę co prawda mam już za sobą, ale od października zaczynam naukę również - na stare lata zachciało mi się studiować :P Ale ponoć na naukę nigdy nie jest za późno :-)
Czas jednak na podsumowanie ubiegłego miesiąca:

Książki przeczytane w sierpniu: 8
Liczba przeczytanych stron: 3244
Średnia stron dziennie: 105
Liczba opublikowanych recenzji: 8
Egzemplarze recenzenckie: 1
Książki przeczytane w ramach wyzwań: 1
Liczba nawiązanych współprac: 0
Liczba kupionych książek: 1
Liczba książek z wymiany: 0
 
A skoro koniec sierpnia dla większości to koniec wakacji i czas powrotów z urlopów, to ja zrobiłam sobie z tej okazji również takie małe wakacyjne podsumowanie obejmujące lipiec i sierpień, oto ono:

Liczba wakacyjnych książek: 17
Liczba przeczytanych stron: 6522
Średnia stron dziennie: 105,5
Liczba opublikowanych recenzji: 17
Liczba kupionych książek: 3
  
To lato wydaje mi się w tym roku strasznie krótkie, sama nie wiem, dlaczego. Zleciało migiem. I mimo że koniec lata to dopiero 23 września, to chyba już każdy myśli o zbliżającej się jesieni... trochę szkoda... Ale cóż... w przyszłym roku również będzie wiosna, potem lato i wakacje :-)
Wszystkim jeszcze się uczącym życzę więc bezstresowego powrotu do szkoły :-)

A jak Wam minął sierpień?


Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli