Warsztat książek zakazanych

Autor: Eduardo Roca
Wydawnictwo Albatros, 2013
Liczba stron: 624
Ach, jaki ja mam sentyment do książek, których akcja dzieje się w średniowieczu!... Nie potrafię przejść obok takiej książki obojętnie, po prostu nie potrafię... I "Warsztat książek zakazanych" do takich właśnie powieści należy - nie było wątpliwości, że mi się spodoba, głównie właśnie ze względu na czas, w jakim się toczy akcja.

Niemcy, Kolonia w pierwszej połowie piętnastego wieku. Kościół stoi na straży niemalże wszystkiego, łącznie z upowszechnianiem wiedzy i kontrolą wszystkich skryptoriów, gdzie przepisywane są księgi, nic bowiem nie może się wymknąć poza cenzurę. Kilku profesorów Uniwersytetu Kolońskiego spotyka się więc potajemnie, aby przeciwstawiać się hierarchii kościelnej i czynić powszechnym dostęp do wiedzy i książek, również tych zakazanych. Często ryzykują życie, jednak ich misja jest dla nich najważniejsza. Starają się ułatwić zwykłym ludziom dostęp do książek, które do tej pory dostępne były tylko dla możnych. Ci jednak oraz Kościół widzą w tym jedynie drogę, która zaprowadzi ich do utraty władzy i bogactwa. 
Lorentz Block, złotnik, samotnie wychowujący córkę, zafascynowany książkami i pismem, potajemnie konstruuje prasę drukarską. Nikolas Fisher, właściciel pierwszego świeckiego skryptorium, bogaty i wykształcony, wszelkimi sposobami dąży do tego, aby wyeliminować konkurencję, zagrażającą jego zakładowi. Lorentz nie jest więc świadomy tego, że jego wynalazek może okazać się zgubą i może zapłacić za niego naprawdę wysoką cenę...

"Warsztat książek zakazanych" ma jednak nie tylko tych dwóch bohaterów, ale i innych, nie mniej ważnych, m. in. Erikę, córkę Lorentza, wychowującą się bez matki, która zginęła lata temu w pożarze domu; Alonsa, syna Nikolasa, pracującego w skryptorium i nadzorującego pracę innych kopistów; Olgę, piękną niewolnicę i kochankę Nikolasa, którą sam Nikolas dawno temu prosto z ulicy wziął pod swoje skrzydła, zapewnił dom i wszystko, co obecnie dziewczyna posiada... Są to również losy Yago, kupca, Johanna, księgarza, jak i kilku innych, nie mniej ciekawych bohaterów. Nie brak też tych czarnych charakterów. I chyba to właśnie czyni tę książkę wyjątkową - wielowątkowość, którą można tu znaleźć. Jednak "Warsztat książek zakazanych" to nie tylko dzieje każdego bohatera z osobna - bo chociaż na pierwszy rzut oka każdy jest inny - ich życie splata się w pewnym momencie razem. Co ich do tego zmusza? Czas, w którym żyją, wspólne miasto i sytuacja, jaka panuje w tym czasie; Kościół, który ma władzę nad wszystkim, który narzuca cenzurę i prawa, a za ich złamanie wyznacza ciężkie kary; który ogranicza zwykłym ludziom drogę do wiedzy i nauki, widząc w tym przede wszystkim zagrożenie i utratę władzy. A władzę ma ogromną. W powieści Eduardo to widać - autor realia tamtej epoki oddał moim zdaniem doskonale. Stworzył też niepowtarzalny, średniowieczny klimat, jaki mógł istnieć tylko i wyłącznie wtedy - cóż, uwielbiam średniowiecze i wszystko, co z nim związane...

A poza tym... to jest po prostu książka o książkach - a obok takiej powieści, która traktuje o rzeczach dla mnie najcenniejszych, nie mogę przejść obojętnie. I pewnie podobnie zachowa się każdy czytelnik, który choć w połowie podziela moje zdanie. Podeszłam do tej książki jak zwykle dość sceptycznie (chociaż wiedziałam, że mi się spodoba od samego początku) i jak zwykle w takim przypadku po prostu bardzo mile mnie zaskoczyła. A powieści z takim klimatem (a może wypadałoby napisać: autorów, którzy potrafią taki klimat stworzyć, żyjąc przecież w zupełnie innych czasach) jest naprawdę niewiele. Eduardo Roca to potrafi i trzeba go za to pochwalić.

Ja myślę, że nie trzeba wiele, aby zachęcić do tej powieści. Jej objętość, dość spora, to dodatkowo tylko i wyłącznie zaleta - bo z pewnością pochłonie do tego stopnia, że trudno będzie zauważyć, że książka zbliża się ku końcowi. Czyta się ją szybko, bo jest ciekawa, a którego czytelnika nie zaciekawi wynalezienie pierwszej prasy drukarskiej i druku? Nawet, jeśli większość to i tak fikcja literacka... Warto  - bezsprzecznie i bez dwóch zdań.

11 komentarzy:

  1. Mnie zdecydowanie zachęciłaś. Mam tylko nadzieję, że znajdę tę książkę na bibliotecznej półce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście objętość może odstraszać, ale zainteresowałaś mnie tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, dawno już nie dopisałam żadnej książki na listę lektur do przeczytania - po twojej recenzji właśnie to zrobiłam! Wspaniale się zapowiada ta powieść, na pewno ją przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to książka jak najbardziej w Twoim guście :)

      Usuń
  4. Ooo fajnie wiedzieć, że nie tylko ja po nią sięgnęłam:) Naprawdę świetna książka!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również czuję się zachęcona, choć wcześniej niewiele słyszałam o tej powieści. No i... to książka o książkach, więc czego chcieć więcej? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze ufam twojej rekomendacji. A książki z Albatrosa uwielbiam. książkowe zauroczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również uwielbiam Albatrosa, szczególnie za Musso :-)

      Usuń
  7. Brzmi nieźle, chociaż w którymś momencie zapachniało mi Danem Brownem, którego nie znoszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dan Brown?... Oj nie nie nie, z nim nie ma ta książka raczej nic wspólnego ;-)

      Usuń
  8. Wydaje się niezwykle ciekawa! I nawet ten średniowieczny klimat mnie nie zraża, a zwykle stronię od książek z epok minionych ;) Pewnie bym nie trafiła na ten tytuł, gdyby nie Twój blog. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli