Podsumowanie grudnia 2013

Podsumowanie grudnia 2013


Ostatnio marzy mi się taka śnieżna zima - tęskni mi się za śniegiem :-)
Jak to na koniec miesiąca, czas na podsumowanie... A dziś, nie dość, że koniec grudnia, to jeszcze koniec roku... Trudno uwierzyć, że zleciał ten 2013 rok tak szybko, nawet nie wiadomo kiedy... I u mnie też za kilka dni, jeśli chodzi o wiek, pojawi się +1... Inna sprawa, że wcale się na swój wiek nie czuję :-)

A oto i podsumowanie miesiąca:

Książki przeczytane w grudniu: 8
Liczba przeczytanych stron: 3692
Średnia stron dziennie: 119
Liczba opublikowanych recenzji: 6
Egzemplarze recenzenckie: 1
Książki przeczytane w ramach wyzwań: 2
Liczba nawiązanych współprac: 0
Liczba sprezentowanych książek: 1

Tak przedstawia się grudzień... A cały rok? Cóż, udało mi się przeczytać ponad 100 książek, co i tak jest sporym sukcesem, w międzyczasie bowiem zaczęłam pracę, potem studia, a to wszystko pochłania bardzo duże ilości czasu... Mogłabym tu pobawić się w Top 10 najlepszych i najgorszych przeczytanych przeze mnie książek w tym roku, większość z Was takie zestawienia robi, ale... to chyba bez sensu. Nie żałuję bowiem żadnej przeczytanej lektury, mam kilka ulubionych, ale z tego zestawienia pewnie wyszłoby Top 50 raczej albo i więcej... :-) Bo ja się okropnie przywiązuję do książek i potem mam do nich ogromny sentyment.

Początek roku to zwykle czas postanowień, sama się nad nimi zastanawiałam (nie chodzi mi tylko o te książkowe, ale również inne, niezwiązane z czytaniem) i doszłam do wniosku, że... nie mam żadnych. Książki czytać będę nadal, więc to żadne postanowienie. W tym roku miałam w planach pracę (zrealizowałam), zacząć studia (też zrealizowałam), chudnąć nie muszę, bo mam idealną wagę (co też w tym roku dopiero przyszło)... Więc bez sensu jest też wymyślać coś na siłę :-)
Jedno muszę powiedzieć - jestem z 2013 roku zadowolona, i to bardzo. Chyba po raz pierwszy z życiu aż tak bardzo. I mam ogromną nadzieję na to, że ten nadchodzący, 2014, będzie pod tym względem podobny. I tego też Wam życzę na ten nowy rok! Aby był lepszy od tego, który właśnie się kończy :-)


O mężczyźnie

O mężczyźnie

Autor: Zbigniew Lew-Starowicz
Wyd. Czerwone i Czarne, 2012
Liczba stron: 232
Skoro powstała swego czasu książka o nas, kobietach, dziwnym byłoby, gdyby Zbigniew Lew-Starowicz, czołowy i wybitny terapeuta i seksuolog nie napisał również jej odpowiednika - o drugiej z płci. Tak właśnie powstała kontynuacja książki, recenzowanej przeze mnie parę dni temu, czyli „O kobiecie”.

Tym razem profesor rozbiera na czynniki pierwsze polskiego mężczyznę. I co tam znajduje? Niedojrzałość, strach przed kobietami i ich emancypacją oraz kłopoty z męskością. To książka, którą powinna przeczytać każda kobieta, której zależy na dobrych relacjach z partnerem. Profesor Zbigniew Lew Starowicz mówi Krystynie Romanowskiej o błędach, jakie nagminnie robią kobiety wobec swojego mężczyzny, jak on odbiera pewien typ „babskich” zachowań, co najbardziej ceni u kobiety, a co go drażni. I radzi, co zrobić, żeby nasz związek był szczęśliwy.*

Kobieta i mężczyzna to dwie, diametralnie różniące się istoty. Nie każdy jednak zawsze o tym pamięta, a może po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie oszukujmy się – inaczej myślimy, mówimy, zachowujemy się i jest to zupełnie naturalne. Nie każda kobieta jednak to wie, ta książka więc jest idealna dla każdej z nas – nawet tej, której wydaje się, że doskonale zna swojego mężczyznę i idealnie się z nim rozumie. „O mężczyźnie” pozwoli kobiecie trzeźwo spojrzeć na jej związek i na partnera, zrozumieć, dlaczego on jest taki, jaki jest i dlaczego nigdy nie będzie taki, jakim sama partnerka chciałaby go widzieć; dlaczego on nigdy się nie zmieni. Świat mężczyzny i kobiety jest zupełnie inny, nie oznacza to jednak, że to coś złego – w tym właśnie tkwi esencja kobiecości i męskości. Niektóre z tych tajemnic możemy zgłębić właśnie dzięki książkom profesora Lwa-Starowicza.

Dowiemy się zatem tego, co mężczyźni cenią u kobiet, a jakie ich zachowania ich irytują i których nie lubią. Zbigniew Lew-Starowicz powie nam, czy mężczyźni zdradzają i przede wszystkim dlaczego to robią… Wiele kobiet bowiem popełnia najprostsze błędy w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy, sądząc, że jeśli on mnie kocha, będzie kochał również nieumalowaną w brudnym dresie, że nie potrzebuje tyle uwagi co ona sama, bagatelizuje jego zdanie. Poradnik ten bez wątpienia otworzy oczy wielu kobietom i ja osobiście uważam, że każda z nas powinna go przeczytać – nie zdajemy sobie bowiem czasem sprawy z rzeczy, które dla mężczyzn są oczywiste – tylko dlatego, że myślimy inaczej i nie staramy się ich zrozumieć.

Uwielbiam profesora Starowicza również za jeszcze jedną rzecz – za to, że mimo iż sam jest mężczyzną, nie stawia swojej płci na piedestale, a wręcz przeciwnie – stara się nam wytłumaczyć, że zarówno On, jak i Ona posiada swoje zalety, a różnice między kobietą a mężczyzną to bynajmniej nic złego. Tak jest bowiem zbudowany świat i powinniśmy moim zdaniem starać się go zrozumieć. Przeczytałam niedawno w jednej z recenzji, wg mnie absolutnie trafnie, że tej książki nie wystarczy przeczytać, trzeba ją przede wszystkim zrozumieć i przeanalizować – i to prawda. Znaleźć złoty środek i wyznaczyć ścieżkę, którą od tej pory będziemy podążać. Nie można bowiem na mężczyznę i jego psychikę patrzeć tak, jak patrzylibyśmy na same siebie. Ja zrozumiałam to właśnie dzięki profesorowi i dzięki temu poradnikowi. I bardzo się cieszę, że trafił w moje ręce – uświadomił mi, jakie ja sama popełniałam do tej pory błędy, dziwiąc się jeszcze: „dlaczego on taki jest i dlaczego mnie nie rozumie?”… Jest inny, bo nie jest kobietą, jest facetem. Po prostu.

Najlepiej jest więc przeczytać obie te książki, zarówno „O kobiecie”, jak i „O mężczyźnie”, a potem je obie podsunąć partnerowi – na pewno związek na tym nie ucierpi, a wręcz przeciwnie – obie strony uświadomią sobie różnice ich dzielące i zawsze coś z tego wyniosą. A osoba autora tylko jeszcze bardziej podnosi ich wartość.

*cytat z okładki
O kobiecie

O kobiecie

Autor: Zbigniew Lew-Starowicz
Wyd. Czerwone i Czarne, 2011
Liczba stron: 222
Kobieta i mężczyzna różnią się od siebie jak ogień i woda. Nie bez powodu tak sławne jest powiedzenie, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Nasza psychika jest różna, trudno jest czasem nam, kobietom, zrozumieć mężczyzn i na odwrót. Różnimy się postrzeganiem świata i rzeczywistości wokół nas, myśleniem, a nawet formułowaniem wypowiedzi. I prawdopodobnie właśnie te różnice są przyczyną większości kryzysów w związkach, ich rozpadów, rozwodów…

Zbigniew Lew-Starowicz jest jednak znany nam wszystkim – wieloletni profesor i wykładowca, doświadczony seksuolog, terapeuta i psychiatra. Ja sama cenię go od bardzo dawna, głównie za jego mądrość i doświadczenie, ale także za takt i umiejętność mówienia w taki sposób, który sprawia, że chce się słuchać i przede wszystkim, w sposób, który skłania do refleksji.

„O kobiecie” jest próbą odpowiedzi na pytanie, które zadawane jest od dawna – jakie są w dzisiejszych czasach kobiety? Na to, wbrew pozorom niełatwe pytanie, postara się odpowiedzieć właśnie Zbigniew Lew-Starowicz – czyli osoba, która w tym temacie ma wiele do powiedzenia, ale co najważniejsze i czego możemy być stuprocentowo pewni, osoba, która będzie mówić mądrze i konkretnie.

Dowiemy się więc, jakie są współczesne Polki. Jak się zmieniły na przestrzeni tych kilkudziesięciu ostatnich lat, co dla nich jest najważniejsze… Czego oczekują od mężczyzn? A może w ogóle ich już nie potrzebują?... Profesor, wbrew pozorom i wbrew tytułowi samej książki nie będzie mówił jednak tylko o kobietach – jest to książka również o mężczyznach, o związkach, miłości i zdradzie, seksie, jak i macierzyństwie i znaczeniu, jakie ma ono w dzisiejszych czasach dla kobiety i mężczyzny, o zaborczych teściowych, rzucających na prawo i lewo radami przyjaciółkach, czy w końcu o dzieciach. Tym samym „O kobiecie” jest książką zarówno o kobietach dla kobiet, ale nie tylko, bo również dla… mężczyzn. A nawet można powiedzieć, że głównie dla nich. Która z nas bowiem choć raz w życiu, będąc w związku z mężczyzną, nie pomyślała, nie powiedziała albo nie poskarżyła się przyjaciółce: „On mnie nie rozumie!”… Brzmi znajomo? Myślę, że tak.

W związku z tym… Każda kobieta powinna tę książkę przeczytać, żeby zrozumieć siebie. A potem podsunąć swojemu partnerowi, żeby dowiedział się, czego ona od niego oczekuje*. Czy jest to poradnik? Może w jakimś stopniu tak, jednak… przede wszystkim jest to przewodnik, który pozwoli nam niejako zrozumieć same siebie, da wskazówki (nie rady!), którą drogę wybrać, na pewno skłoni do refleksji. Nie tylko nas, kobiety. Myślę, że podsunięcie go naszym mężczyznom może sprawić wiele dobrego, na pewno jednak nie wyrządzi im krzywdy. Bo o ile wiele prawd i faktów w nim zawartych dla nas, płci pięknej będzie oczywiste i na porządku dziennym, dla facetów może być nie lada niespodzianką i odkryciem na miarę Nobla.

A czyta się ją… piorunem. Mimo że to forma wywiadu, Zbigniew Lew-Starowicz zawsze odpowiada w sposób konkretny, mądry i naprawdę miło się go słucha (czyta). Nie epatuje wiedzą, ale o prostu mówi o tym, na czym dobrze się zna – na różnicach między oboma płciami, różnicach w budowie naszego mózgu, a tym samym psychice, na seksualności. Z pytaniami pani Barbary Kasprzyckiej, czasem dość dociekliwymi, profesor Starowicz radzi sobie doskonale. A pytania te są naprawdę różne – bez wątpienia poznamy odpowiedzi również na te, które większość z nas w ogóle boi się czasem zadawać, także te najintymniejsze.

„O kobiecie” przeczytałam w jeden wieczór. Dlatego, że czyta się szybko, czyta się przyjemnie, książka jest krótka… ale głównie chyba dlatego, że ogromnie mnie wciągnęła… Bo naprawdę trudno się od niej oderwać, dopóki się nie skończy. Warto po nią sięgnąć – może nie jest to kompendium wiedzy o naszej płci, pomoże nam jednak zrozumieć pewne rzeczy. A na pewno w pewnym stopniu pomoże mężczyznom zrozumieć nas, kobiety.

* cytat z okładki
Villette

Villette

Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo Mg, 2013
Liczba stron: 686
Po lekturze książki Eryka Ostrowskiego „Charlotte Brontë i jej siostry śpiące” trudno jest poprzestać na samej biografii autorki, a nawet, gdy ma się już za sobą część jej książek, nie można po prostu nie sięgnąć po kolejne… Czytając biografię słynnej Charlotte, jej ostatnią, ale uważaną za największą, powieść pt. „Villette” miałam jeszcze przed sobą. Nie mogłam jednak jej nie przeczytać – książki, która jest uważana za jedną z tych najwybitniejszych i zawierającą najwięcej wątków autobiograficznych.

Lucy Snowe poznajemy w chwili, gdy mieszka ona w domu swojej chrzestnej matki. Pani Bretton wychowuje również swojego syna, Grahama Brettona. Jest to jedyna rodzina Lucy. Pewnego dnia do domu Brettonów trafia również mała Polly, której ojciec oddaje ją pod opiekę, chce bowiem ułożyć sobie życie tak, aby pewnego dnia zabrać swoją córeczkę, móc jej dać dach nad głową i zapewnić właściwą opiekę. Polly, ogromnie tęskniąca za ojcem, bardzo zżywa się z młodym Grahamem, wkrótce jednak ojciec niespodziewanie wraca z podróży, aby zabrać córkę i zacząć z nią nowe życie w innym kraju. Lucy również, świadoma tego, że nie może całe życie liczyć na wikt i opierunek swojej chrzestnej matki, postanawia znaleźć pracę, aby móc się usamodzielnić i zarabiać na siebie. Znajduje ją u pani Marchmont – jako opiekunka i osoba do dotrzymywania towarzystwa. Wkrótce jednak staruszka umiera, a Lucy postanawia postawić wszystko na jedną kartę – wsiada na statek i wyrusza do nieznanego kraju, aby tam znaleźć zatrudnienie i mieszkanie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafia do Villette na pensję Madame Beck i zostaje guwernantką jej córek, potem jednak, gdy w szkole zaczyna brakować nauczyciela angielskiego, Madame proponuje tę posadę Lucy. Dziewczyna spodziewa się spokojnego i dość monotonnego, samotnego życia jako nauczycielka – czyli takiego, o jakim marzy i jakiego się spodziewa. Los jednak postanowi inaczej – postawi na jej drodze ludzi, którzy odegrają w jej życiu dość znaczącą rolę. Okaże się również, że dziwnym trafem, w nieznanym mieście i odległym od ojczystej Anglii kraju Lucy znajdzie przeszłość, od której odeszła szukając własnej drogi, i że ktoś bez przerwy ją obserwuje…

Narratorką powieści jest sama główna bohaterka – to ona opowiada nam o toczących się wydarzeniach, jednocześnie często prowadząc rozmowy sama ze sobą – możemy więc Lucy poznać tak dobrze, jakbyśmy sami byli w jej skórze. Widzimy wszystko jej oczami, czujemy jak ona, oceniamy tak jak ona spotykanych ludzi. Bohaterka często prowadzi bowiem ze sobą wewnętrzną walkę, o której nie mówi się innym, toczy się ją zazwyczaj we własnej głowie i sercu. A takich sytuacji, budzących wątpliwości, będzie w życiu dziewczyny cała masa. Lucy, spodziewająca się spokojnego i wręcz nudnego życia guwernantki, otrzyma od życia o wiele więcej, łącznie z ludźmi, którzy będą dla niej znaczyli bardzo wiele, włączając w to chrzestną matkę oraz Johna Grahama, dawną małą Polly… ale również, a może przede wszystkim Monsieur Paula Emanuela, nauczyciela literatury w szkole pani Beck.

„Villette” to ostatnia powieść Charlotte Brontë, jednocześnie uważana za tę najbardziej intrygującą, najbardziej autobiograficzną z powieści, a sama jej autorka uważana jest niejako za prekursora nowego gatunku literackiego, nieznanego jeszcze w tamtych czasach, powieści psychologicznej, objawiającej się głównie w wewnętrznym monologu głównego bohatera, pełnym emocji, ale wyważonym zdrowym rozsądkiem. Taka jest właśnie Lucy – umie poskromić swoje emocje, potrafi zachować spokój, mimo że wewnątrz czuje coś zupełnie innego. Lucy nie brak jednak również dość specyficznego, cynicznego humoru – nie boi się powiedzieć o tym, co myśli, robi to jednak w taki sposób, który nie budzi oburzenia, a raczej wzbudza szacunek i podziw.

„Villette” jest jednocześnie książką, która zawiera najwięcej elementów z życia samej autorki. Choć inne nazwy miejsc i bohaterów, to jednak wiele z tej powieści można by przełożyć na autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu. Bo Villette to nic innego jak Belgia, do której trafiła Charlotte, szukając swojej ścieżki w życiu, a w osobie Monsieur Emanuela nie można się dopatrywać nikogo innego, ale tylko i wyłącznie Constantina Hegera, nauczyciela Charlotte i jej wieloletniej miłości. Całe życie autorki przypomina jej powieści, Nie tylko tę, ale również pozostałe, w mniejszym lub większym stopniu. Ja nawet jej powieści uznałabym tylko za wstęp do całej jej biografii, moim zdaniem o wiele ciekawszej i wzbudzającej o wiele więcej emocji, niż same jej bohaterki. Bowiem tą największą, najbardziej intrygującą i tajemniczą ze wszystkich, wykreowanych przez nią bohaterek – jest ona sama, Charlotte.

Nie wspomnę już o tym, że po prostu w pewnym momencie, czytając tę książkę, doszłam do wniosku, że będzie mi bardzo ciężko rozstawać się z nią. Nie dość, że uwielbiam powieści Brontë, ich niepowtarzalny klimat, to „Villette” wzbudziła we mnie chyba o wiele więcej emocji, niż pozostałe, które miałam okazję czytać, jej bohaterowie tak głęboko siedzą w potem w świadomości czytelnika, że długo po zakończeniu książki pozostają w pamięci. Takich książek się po prostu nie zapomina. I chyba na początek poleciłabym czytelnikom właśnie książkę Eryka Ostrowskiego, która jest nie mniej niesamowita od samych dzieł Brontë. Po prostu mistrzostwo, któremu trudno dorównać.

Za cudowną podróż do Villette razem z Lucy dziękuję serdecznie Wydawnictwu Mg
http://www.wydawnictwomg.pl/

Wesołych Świąt

Wesołych Świąt

Każdy z nas ma na tyle dużą dłoń,
że może z niej uczynić Betlejem
Każdy z nas ma na tyle ciepłe serce,
że może przyjąć nowo narodzoną miłość...
do tego wystarczy tylko wiara, nadzieja,
a miłość przyjdzie sama... 
Radosnych Świąt!
 
 
 Z okazji tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkim, czytelnikom mojego bloga oraz wszystkim molom książkowym zdrowych i szczęśliwych Świąt, pełnych miłości i radości. Życzę również dużej porcji ciekawych książek oraz przede wszystkim dużo czasu do czytania, którego w te dni nie powinno brakować nikomu :-)

Ja sama na Święta się pochorowałam i przeziębiłam, ostatnio miałam też dość sporo na głowie (studia, prezenty, zakupy itp.), nie miejcie mi więc za złe tego zastoju na blogu. Poprawię się, bo do 6 stycznia będę miała dużo czasu, zarówno na naukę, jak i na czytanie i pisanie :-)

Wesołych Świąt dla wszystkich!!!

Nawiedzony dom

Nawiedzony dom

Autor: Joanna Chmielewska
Wydawnictwo J. Olesiejuk, 2013
Licza stron: 302
Joanny Chmielewskiej chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie przesadzę, kiedy napiszę, że zna jej imię i nazwisko każdy. Tak się również niestety złożyło, że niedawno kraj obiegła bardzo smutna wiadomość o jej śmierci. Sama byłam w dość dużym szoku, gdy dowiedziałam się o tym - Joannę Chmielewską poznałam i polubiłam dzięki mojej Siostrze, która była, jest i będzie jej wielką miłośniczką. I to właśnie od niej pożyczyłam "Nawiedzony dom" - jakiś czas temu zaczytywałam się w tych starszych powieściach autorki, które uwielbiam, pomyślałam więc, że fajnie będzie, jeśli wrócę choć na chwilę do jej powieści, poczuję znowu ten klimat i humor...

Rodzina Chabrowiczów dziwnym zbiegiem okoliczności i zupełnie niespodziewanie pewnego dnia dowiaduje się, że odziedziczyła spadek po krewnym z Argentyny: duży dom i majątek, który w większości i tak pójdzie na remont nieruchomości. Dom jest bowiem stary i trzeba powymieniać w nim prawie wszystko. Rodzina jednak szybko decyduje się na przeprowadzkę, okazuje się jednak, że miejsce skrywa przed nowymi mieszkańcami wiele tajemnic. Łącznie ze wścibską sąsiadką, która, zdaniem Janeczki i Pawełka, dzieci państwa Chabrowiczów, przechwytuje od listonosza całą pocztę i nie przekazuje im zaadresowanych do nich paczek. Ale i to nie wszystko - wyobraźnia dzieci bowiem nie ma żadnych granic, ale i pozwoli ona na rozwiązanie bardzo ważnej zagadki.

Szczerze powiedziawszy, podeszłam do tej książki z lekkim lękiem, że okaże się nie tym, co czytałam jakiś już czas temu, ale jedną z tych nudniejszych książek autorki. Sama nie wiem, czemu takie przeświadczenie, pewnie dlatego, że ostatnio napisane przez Chmielewską powieści to już nie to samo, co na początku jej twórczości. Szczerze się jednak zdziwiłam, gdy książka zaczęła mnie strona po stronie wciągać i zauważyłam, co mnie ucieszyło, ślady dawnego humoru autorki. Zdecydowanie jest to jedna z tych powieści Chmielewskiej, która jest w stanie nas rozweselić, a czasem nawet mocno rozśmieszyć, na pewno jednak dość poważnie wciągnąć. I nieważne, że jej głównymi bohaterami jest rodzeństwo, dwójka dzieci około jedenastoletnich, co niejako może ją czynić książką bardziej dla młodzieży, aniżeli dla dorosłych. Uwierzcie, dorosłych ubawi pewnie nawet znacznie bardziej, niż młodsze pokolenie.

Cieszę się, że wciąż nie przeczytałam wszystkich powieści autorki, że moja Siostra wciąż ma na półce książki, które są mi jeszcze nieznane. Od czasu do czasu bowiem naprawdę miło jest wrócić do takiej lekkiej literatury, która ma na celu głównie oderwanie od rzeczywistości i po prostu odpoczynek i relaks. Idealna książka na ponurą, jesienną pogodę, deszczową i zimną. Więcej takich książek powinno się czytać w taką aurę, książek, które rozweselą, które sprawiają, że choćby nie wiem, co się działo, pojawia się na naszej twarzy uśmiech. Polecam, szczególnie teraz, gdy za oknem szybko robi się ciemno, chmurno i deszczowo. Z Chmielewską choć na chwilę można szybko zapomnieć o jesiennej chandrze.
Co przyniesie nam początek nowego roku?...

Co przyniesie nam początek nowego roku?...

Tak, tak, wiem, że to dopiero połowa grudnia, a do końca roku zostało jeszcze sporo czasu... Ale ja lubię czasem spojrzeć, co będzie, co kupić, co przeczytać... Nie każdy lubi nowości i zmiany, ja jednak je lubię. I tak samo jest z książkami - coraz częściej przeglądam zapowiedzi i planuję. Bo lubię też planować (inna sprawa, że później z tych planów i tak wychodzi coś zupełnie innego).

Dzisiaj trzy książki, które swoją premierę będą miały już w przyszłym roku, ale za to na samym jego początku, bo w styczniu. Dlaczego akurat te trzy chcę Wam pokazać? Łączy je to, że wszystkie trzy autorki należą do grona moich ulubionych. I to tych BARDZO ulubionych. Ale największą niespodziankę i tak sprawiła mi Kasia Enerlich powrotem do swojej "Prowincji"... Jednak każdej z tych książek nie mogę się wręcz doczekać... 

Czy Wy również na coś czekacie?... Podzielcie się - może znajdzie się również coś dla mnie i dopiszę jeszcze jakąś książkę do już i tak niekończącej się listy 'must have'...


Katarzyna Enerlich
Prowincja pełna czarów

Mówisz czasem, że w Twoim życiu nie dzieje się nic szczególnego? Mylisz się. Życie przepełnione jest codziennymi czarami - magią codzienności.
Przekona się o tym bohaterka Prowincji pełnej czarów. Bez dalekich podróży, wyjazdów i wielkich wydarzeń jej życie dostarczy wielu niespodzianek. Bo ciekawe historie drzemią nieodkryte tuż za miedzą.
Na tle mazurskiego krajobrazu rozgrywają się dalsze losy Ludmiły, jej córeczki Zosi i pozostałych członków ich patchworkowej rodziny. We wsi pod Mrągowem pojawia się tajemnicza kobieta. Sąsiedzi zaczynają szeptać o tajemnicach z przeszłości. Ludmiła natomiast dostrzega, że kobieta za każdym razem wygląda inaczej, jakby jej wygląd zmieniał się w zależności od sytuacji.
W opowiadaną przez Autorkę opowieść wplatają się historie dwóch kobiet-legend z historii Prus wschodnich. Obie nosiły imię Barbara; jedna była dzieciobójczynią, druga oszalała po porzuceniu jej przez kochanka.
Czy obie Barbary mają coś wspólnego z tajemniczą kobietą spod Mrągowa?
Ludmiła pracuje nad kolejną powieścią, ale wplątuje się w pewną tajemniczą historię. Pytanie tylko czy to wplątanie jest całkiem przypadkowe. Wszystko wydaje się wskazywać, że nie, jakby historia zaplatała się zgodnie z ułożonym wcześniej planem. Jakby ktoś pochylał się nad Prowincją i szeptał swoje czary…

 Katarzyna Michalak
Zmyślona

Trzecia już po Poczekajce i Zachcianku opowieść o młodej pani weterynarz Patrycji, o mężczyznach próbujących zdobyć jej serce, o niezawodnych przyjaciołach i bezwzględnych wrogach, o zwierzętach małych i dużych, okraszona humorem, magią, miłością i wzruszeniami (z nieodłącznym dodatkiem marzeń i łez). Mała, cicha leśniczówka w Zmyślonej, zamieszkiwana do tej pory przez Patryka i Pepsi-psa, ma niespodziewanych gości: to dzieci jego przybranej siostry Hanki, przechodzącej małżeński kryzys, oraz ich opiekunka, prześliczna Dominika. Tymczasem na Poczekajkę i jej mieszkańców, Patrycję i Łukasza, cieszących się szczęściem rodzinnym, wymarzonym domkiem i dwójką cudownych dzieci, spada straszny cios. W jednej chwili tracą to, co stanowiło sedno ich życia. Jak podnieść się po tragedii? Pomoże im w tym Patryk. To on przegarnie ich córkę, on potrząśnie załamanym Łukaszem, on stanie na drodze Gabrielowi, który nadal nie pogodził się z utratą swojej wielkiej miłości. I na dodatek młody leśniczy sam zakocha się z wzajemnością...

 Hanna Cygler
Grecka mozaika

Korfu, lato 2010 roku. Spokój Jannisa Kassalisa mąci pojawienie się tajemniczej, młodej Polki. Dziewczyna ma podstawy podejrzewać, że jest jego córką… Choć obojgu trudno odnaleźć się w nowej sytuacji, po przełamaniu początkowej nieufności nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Jannis stopniowo wyjawia Ninie swą przeszłość i kolejne rodzinne tajemnice. Co wyniknie z tego niezwykłego spotkania? Przeznaczenie bywa przewrotne i wiedzą o tym zwłaszcza Grecy…
Hanna Cygler zaprasza czytelnika na kolejną pasjonującą przygodę, podczas której na przestrzeni lat przemierzy Grecję i Bieszczady, Kraków, Gdańsk, Londyn i Nowy Jork. Przygodę, w której wątki historyczne splecione będą z miłosnymi i sensacyjnymi, a z bohaterami jak zwykle trudno się będzie rozstać.

Warsztat książek zakazanych

Warsztat książek zakazanych

Autor: Eduardo Roca
Wydawnictwo Albatros, 2013
Liczba stron: 624
Ach, jaki ja mam sentyment do książek, których akcja dzieje się w średniowieczu!... Nie potrafię przejść obok takiej książki obojętnie, po prostu nie potrafię... I "Warsztat książek zakazanych" do takich właśnie powieści należy - nie było wątpliwości, że mi się spodoba, głównie właśnie ze względu na czas, w jakim się toczy akcja.

Niemcy, Kolonia w pierwszej połowie piętnastego wieku. Kościół stoi na straży niemalże wszystkiego, łącznie z upowszechnianiem wiedzy i kontrolą wszystkich skryptoriów, gdzie przepisywane są księgi, nic bowiem nie może się wymknąć poza cenzurę. Kilku profesorów Uniwersytetu Kolońskiego spotyka się więc potajemnie, aby przeciwstawiać się hierarchii kościelnej i czynić powszechnym dostęp do wiedzy i książek, również tych zakazanych. Często ryzykują życie, jednak ich misja jest dla nich najważniejsza. Starają się ułatwić zwykłym ludziom dostęp do książek, które do tej pory dostępne były tylko dla możnych. Ci jednak oraz Kościół widzą w tym jedynie drogę, która zaprowadzi ich do utraty władzy i bogactwa. 
Lorentz Block, złotnik, samotnie wychowujący córkę, zafascynowany książkami i pismem, potajemnie konstruuje prasę drukarską. Nikolas Fisher, właściciel pierwszego świeckiego skryptorium, bogaty i wykształcony, wszelkimi sposobami dąży do tego, aby wyeliminować konkurencję, zagrażającą jego zakładowi. Lorentz nie jest więc świadomy tego, że jego wynalazek może okazać się zgubą i może zapłacić za niego naprawdę wysoką cenę...

"Warsztat książek zakazanych" ma jednak nie tylko tych dwóch bohaterów, ale i innych, nie mniej ważnych, m. in. Erikę, córkę Lorentza, wychowującą się bez matki, która zginęła lata temu w pożarze domu; Alonsa, syna Nikolasa, pracującego w skryptorium i nadzorującego pracę innych kopistów; Olgę, piękną niewolnicę i kochankę Nikolasa, którą sam Nikolas dawno temu prosto z ulicy wziął pod swoje skrzydła, zapewnił dom i wszystko, co obecnie dziewczyna posiada... Są to również losy Yago, kupca, Johanna, księgarza, jak i kilku innych, nie mniej ciekawych bohaterów. Nie brak też tych czarnych charakterów. I chyba to właśnie czyni tę książkę wyjątkową - wielowątkowość, którą można tu znaleźć. Jednak "Warsztat książek zakazanych" to nie tylko dzieje każdego bohatera z osobna - bo chociaż na pierwszy rzut oka każdy jest inny - ich życie splata się w pewnym momencie razem. Co ich do tego zmusza? Czas, w którym żyją, wspólne miasto i sytuacja, jaka panuje w tym czasie; Kościół, który ma władzę nad wszystkim, który narzuca cenzurę i prawa, a za ich złamanie wyznacza ciężkie kary; który ogranicza zwykłym ludziom drogę do wiedzy i nauki, widząc w tym przede wszystkim zagrożenie i utratę władzy. A władzę ma ogromną. W powieści Eduardo to widać - autor realia tamtej epoki oddał moim zdaniem doskonale. Stworzył też niepowtarzalny, średniowieczny klimat, jaki mógł istnieć tylko i wyłącznie wtedy - cóż, uwielbiam średniowiecze i wszystko, co z nim związane...

A poza tym... to jest po prostu książka o książkach - a obok takiej powieści, która traktuje o rzeczach dla mnie najcenniejszych, nie mogę przejść obojętnie. I pewnie podobnie zachowa się każdy czytelnik, który choć w połowie podziela moje zdanie. Podeszłam do tej książki jak zwykle dość sceptycznie (chociaż wiedziałam, że mi się spodoba od samego początku) i jak zwykle w takim przypadku po prostu bardzo mile mnie zaskoczyła. A powieści z takim klimatem (a może wypadałoby napisać: autorów, którzy potrafią taki klimat stworzyć, żyjąc przecież w zupełnie innych czasach) jest naprawdę niewiele. Eduardo Roca to potrafi i trzeba go za to pochwalić.

Ja myślę, że nie trzeba wiele, aby zachęcić do tej powieści. Jej objętość, dość spora, to dodatkowo tylko i wyłącznie zaleta - bo z pewnością pochłonie do tego stopnia, że trudno będzie zauważyć, że książka zbliża się ku końcowi. Czyta się ją szybko, bo jest ciekawa, a którego czytelnika nie zaciekawi wynalezienie pierwszej prasy drukarskiej i druku? Nawet, jeśli większość to i tak fikcja literacka... Warto  - bezsprzecznie i bez dwóch zdań.
Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja

Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja

Autor: Elizabeth Massie, M. Hirst
Wyd. Mira/Harlequin, 2013
Liczba stron: 336
Całkiem nie tak dawno temu miałam przyjemność czytać książkę, napisaną na podstawie pierwszego i drugiego sezonu serialu, o którym słyszał pewnie niejeden z was. Mowa o "The Tudors" czy po polsku "Dynastii Tudorów". Serial ten znany jest również mnie, niestety tylko z nazwy. A raczej znany był tak do niedawna, dopóki nie sięgnęłam po pierwszą część owej serii.

"Dynastia Tudorów. Bądź wola twoja" to trzecia, ostatnia część cyklu, napisana na podstawie trzeciego sezonu serialu telewizyjnego. Większość czytelników, interesująca się historią Henryka VIII wie, jak zakończyły się losy Anny Boleyn, drugiej jego żony. "Bądź wola twoja" to dalsza część - Henryk po ścięciu Anny bierze sobie za żonę Jane Seymour, która w końcu daje mu upragnionego syna. Jednak tuż po porodzie Jane umiera, a król pogrąża się w rozpaczy i zamyka w odosobnieniu. Pozycja Anglii słabnie, nie brak jednak dalszych intryg - kanclerz Cromwell przekonuje Henryka do ślubu z protestancką księżniczką, Anną z Kleve, król jednak nie jest zadowolony z tego małżeństwa i szuka sposobu na unieważnienie go - tym bardziej, że na jego dworze pojawiła się nowa kobieta, którą jest oczarowany - Katarzyna Howard...

Podobnie jak część pierwsza i druga, również ta utrzymana jest w podobnym do poprzednich tomów klimacie. Książka, mimo że pisana na podstawie scenariusza, co może początkowo zniechęcać, okazuje się być całkiem dobrą powieścią, która bez wątpienia wciąga. Bez problemu odnajdziemy w niej klimat angielskiego dworu Henryka VIII, pełnego intryg nie tylko samego króla, ale przede wszystkim ludzi, którzy go otaczają. Świetnie również, na przestrzeni tych wszystkich trzech tomów, ukazana jest przemiana Henryka, to, jak bardzo zmienił się z nieprzewidywalnego władcy w tyrana, który nie cofnie się nawet przed tym, aby skazać na śmierć własną żonę. Nie ukrywam, że cała ta historia zawsze bardzo mnie interesowała, bardzo chętnie przeczytałabym również o tym, jak potoczyły się losy pozostałych dwóch żon króla - Katarzyny Howard i Katarzyny Parr...

Poza tym całą tę serię czyta się naprawdę bardzo szybko. Mimo że autorka przeskakuje często ze sceny na scenę, jak to się dzieje przy oglądaniu jakiegokolwiek filmu, to jednak nie przeszkadza to tak bardzo, a nawet można się do tego przyzwyczaić i w ogóle tego nie zauważać. Bardzo dobrze się czyta tę książkę, historia Anglii bowiem sama w sobie jest ogromnie ciekawa, niczym intryga z najlepszego kryminału - i już samo to czyni całą tę serię interesującą. Polecam wszystkim - zarówno fanom Philippy Gregory, miłośnikom angielskich klimatów i angielskiej historii, jak i tym, którzy szukają w książkach pełnych napięcia spisków i walk o władzę. Ja bardzo polubiłam tę serię i trochę mi szkoda, że to już koniec...

Dynastia Tudorów:
Król, królowa i królewska faworyta | Królowa traci głowę | Bądź wola twoja

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mira/Harlequin
http://www.harlequin.pl/mira
Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli