Wyznaję

Autor: Jaume Cabré
Wydawnictwo Marginesy, 2013
Liczba stron: 768
Gdy widzi się po raz pierwszy książkę Jaume Cabrè pt. „Wyznaję”, można się za głowę złapać i zniechęcić już samym widokiem. Dlaczego? Powieść ma ponad 700 stron i jest po prostu „duża” – o ile można to tak określić. Ale to tylko na pierwszy rzut oka. Gdy czyta się opis wydawcy, zaczynamy się zastanawiać… Pierwsza, przetłumaczona na polski powieść szanowanego w Hiszpanii pisarza, Jaume Cabrè; tzw. powieść- katedra; książka, którą czyta niemalże cała Europa. Coś w niej więc jednak musi być, skoro tak jest chwalona i czytana… Tylko ta objętość troszkę zniechęca…

Adrian Ardèvole mieszka w Barcelonie wraz z rodzicami i opiekunką, prawą ręką matki, Małą Lolą. Od wczesnego dzieciństwa wychowuje się wśród książek i muzyki. Muzyka w jego życiu towarzyszy za sprawą matki, która pragnie z niego zrobić sławnego skrzypka. Ojciec widzi przyszłość syna zupełnie inaczej. Adrian ma zostać naukowcem, językoznawcą, który w przyszłości będzie znał kilkanaście języków. Sam chłopiec, który dopiero zaczyna dorastać i chodzić do szkoły, specjalnie nie ma nic do powiedzenia. Musi podporządkować się woli już nawet nie matki, a ojca, bo to on decyduje o przyszłości chłopca; na skrzypcach gra tylko i wyłącznie z jego dobrej woli. Na szczęście Adriana zainteresowania idą ścieżką, którą wyznaczył dla niego ojciec – języków uczy się chętnie i łatwo, a sam rodzic jest dla niego dużym autorytetem. Ten ostatni pewnego dnia do domu przynosi skrzypce – jak się okazuje, bardzo cenny egzemplarz, dość wiekowe z inskrypcją i własnym imieniem – a takie skrzypce to nie byle co. To właśnie te skrzypce zdominują w pewnym momencie życie Adriana – one i pewna kobieta, w której zakocha się Adrian, ale która, ze względu na wzajemne niesnaski obu rodzin, nie będzie mogła z Adrianem być.

Powstało wiele powieści o miłości, a pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy słyszę, że książka to jedno wielkie wyznanie miłosne, to znane wszystkim choćby z samego tytułu dzieło „Miłość w czasach zarazy” Marqueza. Nie wiem dlaczego akurat z tą książką na początku skojarzyło mi się „Wyznaję”. Bo czytając, coraz bardziej zagłębiając się w świat Adriana, zauważyłam, że jednak obie te książki są bardzo różne… Tak, to prawda: „Wyznaję” jest wyznaniem miłosnym – bo cała książka napisana jest w formie listu do Sary, miłości Adriana, to do niej zwraca się narrator, czyli sam główny bohater. I miłość do kobiety to jedna z dwóch rzeczy, które dominują tutaj i w całym życiu Adriana; drugą taką rzeczą jest historia Viala, cennych skrzypiec, które za sprawą Feliksa Ardèvola znalazły się w domu chłopca i które towarzyszyły mu przez całe późniejsze życie. Można by powiedzieć nawet, że Vial jest tutaj nawet znacznie ważniejszy – cała jego historia sięga bowiem od średniowiecznej inkwizycji, przez XVIII i XIX wiek aż po drugą wojnę światową. I mimo że na pierwszy rzut oka historia miłości i dzieje skrzypiec niby nie mają ze sobą wiele wspólnego, to jednak w końcu można się przekonać, że tak nie jest – bowiem wszystko w tej książce się ze sobą łączy.

A historii w niej jest wiele. Nie tylko te dwie wyżej wspomniane. Autor bowiem często przeskakuje do średniowiecza czy początku XX wieku, przedstawiając historie ludzi często nie mających wiele wspólnego z fabułą. Wszystko to jest wplecione w opowieść Adriana w sposób wymagający od czytelnika sporego skupienia – gdy choć przez chwilę oderwiecie się myślami od książki, jestem wręcz pewna, że w następnym zdaniu nie będziecie mieli pojęcia, kto aktualnie mówi, czy jest to główny bohater czy ktoś z przeszłości. Zwykle nie ma takich problemów, gdy czytamy zwykłą książkę, tutaj jednak całej narracji często brak cudzysłowów, myślników czy przecinków. Poszczególne historie nie są od siebie oddzielane w ogóle, wplecione jakby na chybił trafił, dokładnie tak, jak opowiada o tym Adrian – jednak w tej książce wszystko ma swój cel. Wszystko się ze sobą łączy, czasem już na początku, czasem w połowie, a czasami trzeba na to czekać do samego końca.

Ja wiem, że wszystko to razem wzięte potrafi zniechęcić… Warto jednak dać tej powieści szansę. Bo jest to nie tylko historia o miłości, nie tylko opowieść o skrzypcach i muzyce, ale też cudowna książka z klimatem Barcelony, podobnym do tego ze świata Zafona. To jest książka mimo wszystko napisana pięknym językiem (i myślę, że tłumaczka, przekładająca książkę na polski, miała w tym swój udział), powieść o istocie zła i jego konsekwencjach. Książka o książkach; o wielkim uczuciu do kobiety i dzieciństwie bez miłości rodziców oraz  jego wpływie na późniejsze życie; o niepowodzeniach, które przeżywa główny bohater, ale które równie dobrze może przeżyć każdy z nas. Naprawdę nie sądziłabym, że ta powieść tak mnie pochłonie, mimo że jej akcja jest raczej umiarkowanie spokojna, bo i takie jest całe życie Adriana. I wbrew temu wszystkiemu, mimo tych 768 stron, mimo dość specyficznej narracji, przeskakiwania z wątku na wątek – czyta się ją bardzo szybko. Niewiele jest takich książek – ta od teraz jest dla mnie jedną z tych cenniejszych, bo o niej  nie da się tak szybko zapomnieć. Po prostu się nie da. Ale żeby to zrozumieć, trzeba zwyczajnie wziąć ją do ręki i zacząć czytać.

8 komentarzy:

  1. Wiele dobrego słyszałam o tej książce. Mam nadzieję, że wkrótce i mi uda się ją przeczytać. Zapowiada się naprawdę interesująca lektura :-)

    Zapraszam: im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm, nie jestem przekonana. fabuła jest dość schematyczna, a nie przepadam za takimi cegłami, więc nie wiem... :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałam mieć tę książkę. Gdy na moje szczęście ochłonęłam jest w bibliotece. Teraz muszę ładnie i z pokorą czekać na swoją kolejkę

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze prawisz, że objętość przeraża. Mnie odstraszyła skutecznie po premierze, bo nie jest to książka, którą można czytać w tramwaju... Czekam na jakieś dłuższe wolne, by ją na spokojnie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ukrywam, że kiedy ujrzałam "Wyznaję" w księgarni, trochę przeraził mnie rozmiar tej lektury. Jednak jedynie wertując kartki i pobieżnie czytając kilka zdań, doszłam do wniosku, że ta książka może zachwycić mnie. Nie miałam jeszcze okazji sprawdzić tego, ale mam nadzieję, że już niebawem... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. czytałam wiele pozytywnych opinii o tej książce, mnie jednak ona trochę odstrasza (zarówno objętość, jak i fabuła) i nie wiem, czy w najbliższym czasie się na nią zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie grube książki, kiedyś przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka jest po prostu znakomita w każdym calu, a jej lektura to czysta przyjemność. :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli