Starcie królów

Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011
Liczba stron: 920
George Martin zdobył już wielu fanów nie tylko w Polsce. Trzeba jednak przyznać, że w naszym kraju jego epopeja Pieśni Lodu i Ognia robi niezwykłą furorę i ma już wielu zagorzałych wielbicieli. I nie mówię tu tylko i wyłącznie o książce, którą chyba już każdy zna chociażby z tytułu, ale również o serialu, który chyba zna jeszcze więcej osób. Ja stałam się, tak jak większość (do czego zwykle nie lubię się przyznawać, gdy jest to tak powszechne, a "bierze" i mnie) fanem i tego, i tego. Niestety. A może i stety...

Pierwszą część cyklu czytałam wcale nie tak dawno temu i książka bardzo mi się podobała - mimo tego, że znałam losy bohaterów z wcześniej obejrzanej ekranizacji. Postawiłam sobie wtedy też pewien cel: że przeczytam całą serię, zanim telewizja zacznie emitować kolejny sezon "Gry o tron" (czyli do marca przyszłego roku). Cóż, jak na razie jakoś mi to idzie, mam nadzieję, że cel sam w sobie uda mi się zrealizować i o kolejnych losach bohaterów będę mogła czytać z niewiedzą, a potem dopiero skonfrontować to z serialem.

Fabuła drugiej części opiera się na dalszej walce o władzę. Po śmierci Roberta kolejni wasale ogłaszają się królami i jedynymi, którzy mają prawo zasiadać na Żelaznym Tronie, walka trwa nawet wśród rodzonych młodszych braci Roberta. Ponadto najdłuższe w historii lato nieubłaganie się kończy, biały kruk zwiastuje nadchodzącą zimę i okazuje się, że to właśnie ona nie wiadomo jak długo będzie trwała i prawdopodobnie będzie największym wrogiem...

Pokrótce tak to wygląda, trudno bowiem opisać tak obszerną powieść w kilku zdaniach, aby nie zdradzić za wiele. Jest to jednak kontynuacja "Gry o tron", pierwszej części sagi i w żadnym razie nic nie zmierza jeszcze do końca, a wręcz przeciwnie - to dopiero początek - mimo że oba tomy są dość obszerne i mam wrażenie, jakbym przeczytała w tym czasie z 10 książek; cieszę się jednak, że tyle jeszcze przede mną, bo trzeba przyznać, że George R. R. Martin wykonał kawał świetnej roboty, pisząc tę historię, jest to naprawdę dobra, a nawet bardzo dobra książka, jeśli chodzi o fantastykę. Nie ma tu nie wiadomo czego, wszystko jest naturalne, bez przesytu, a ja mam po prostu wrażenie, że czytam znakomitą powieść historyczną - bo w takim klimacie utrzymana jest właśnie Pieśń Lodu i Ognia Martina. I szczerze mówiąc nie mogę doczekać się kolejnego tomu - mimo że wiem, że jego przeczytanie znów zajmie mi dobry tydzień - nie będzie to jednak tydzień stracony. Przy Martinie nie można się nudzić, bo to jest po prostu niemożliwe.

Jeśli ktoś do tej pory nie mógł się przekonać do tej książki, albo odkładał sięgnięcie po nią na wieczne nigdy, to zachęcam tym bardziej - nie ma co bać się objętości, bo Martina czyta się naprawdę szybko (gdyby nie obowiązki, to pewnie przeczytałabym ją znacznie szybciej); wciąga niesamowicie (podobnie jak serial telewizyjny - chociaż ja zawsze będę zachęcać najpierw do czytania, potem do oglądania). Ci z Was, którzy już mają pierwszy krok z "Grą o tron" za sobą, z pewnością przyznają mi rację. Jest intrygującą, niezwykle ciekawą powieścią, opowiadaną z perspektywy różnych bohaterów (nawet tych z pozoru złych), a ich po prostu nie da się nie lubić (nawet tych, których lubić się w zasadzie nie powinno). Zachęcam więc mocno do czytania :-)

7 komentarzy:

  1. Cieszy mnie Twoja pozytywna opinia i zachęcam do sięgnięcia po kolejny tom i to jak najszybciej. :) Co do bohaterów, to do samego końca nie wiadomo, kto jest tak naprawdę dobry, a kto zły - to zmienia się jak w kalejdoskopie. Z ciekawości zapytam, kogo darzysz sympatią? Martin ciągle igra z czytelnikiem, manipuluje i zaskakuje. Zazdroszczę, że przed Tobą jeszcze tyle tomów do przeczytania, ja z niecierpliwością czekam na następny. A jak oceniasz książki w porównaniu z serialem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książkach w porównaniu do serialu pisałam trochę przy okazji poprzedniej recenzji, uważam jednak i to, i to za warte uwagi, chociaż u mnie zawsze na pierwszym miejscu będzie książka :) A ostatnio dużą sympatią zaczęłam darzyć Tyriona i Dany - to jest chyba dwójka moich ulubionych bohaterów na chwilę obecną :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. To najwyższy czas poddać się tej pokusie :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. To niech już dłużej nie czeka, nie będziesz żałować :)

      Usuń
  4. Pora w końcu zapoznać się z tą serią, bo naprawdę mnie kusi :P

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli