Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie

Autor: Piotr Zychowicz
Wydawnictwo Rebis, 2013
Liczba stron: 511
"Obłęd '44" to książka, która jak mało która, budziła szerokie kontrowersje jeszcze przed swoją premierą. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na jej podtytuł... Uczeni jesteśmy w szkołach o bohaterskich czynach warszawiaków, o ich woli walki, zapale i chęci zwycięstwa... Ale nikt tak naprawdę nie zastanawia się wtedy, czy to zwycięstwo w ogóle było możliwe? Czy jednak porwaliśmy się z motyką na słońce i poszliśmy na pewną śmierć?

Piotr Zychowicz jest historykiem i publicystą, pisze głównie o II wojnie światowej i historii XX wieku. Ale takich historyków jak on jest jednak mało. Dlaczego? Być może dlatego, że nie brak mu odwagi w wyrażaniu własnego zdania, często sprzecznego ze zdaniem ogółu. Pewnie dlatego właśnie książka ta zrobiła niemałą furorę jeszcze przed wydaniem. Wiele ludzi pytało: ale jak tak można, nie można skupić się na bohaterstwie powstańców, a nie wywlekać na światło dzienne faktów, o których wiele ludzi wolałoby nie słyszeć, zatkać uszy i udawać, że tego nie było? Przecież powstanie miało miejsce prawie 70, po co do tego wracać? A może właśnie dlatego, żeby niektórym, a przede wszystkim zwykłym ludziom otworzyć oczy na prawdę? Ludziom, przed którym ta prawda była tak długo ukrywana, niczego nieświadomym?

Piotr Zychowicz nie neguje bohaterstwa naszych rodaków w walkach o Warszawę, wręcz przeciwnie - chwali ich za odwagę, wolę walki i chęć zwycięstwa. I o tym nie wolno zapominać. Ale jednocześnie stawia pytanie, czy ta walka w ogóle miała sens? Czy sens miało to zbiorowe samobójstwo, które wykonała na siebie Polska, czy śmierć tylu ofiar, zarówno ludzi, którzy mieli wielkie znaczenie dla kultury i państwa polskiego, jak i zwykłych warszawiaków, często jeszcze dzieci - czy ta śmierć w ogóle była potrzebna? "Obłęd '44" stawia wiele pytań, ale nie są to pytania bez odpowiedzi - autor konsekwentnie na wszystkie odpowiada. Konsekwentnie mówi: nie. Nie była potrzebna śmierć tylu Polaków, ginących najpierw w akcji Burza, przez maskarę na Wołyniu i w Galicji, kończąc na Powstaniu Warszawskim. Jednocześnie Piotr Zychowicz niczego nie owija w bawełnę i bezwzględnie przeciwstawia bohaterstwo powstańców z nieudolnością i naiwnością polskich władz emigracyjnych oraz kierownictwa Armii Krajowej. Bez wątpienia byli to bowiem ludzie, którzy absolutnie nie powinni znaleźć się na stanowiskach, na jakich faktycznie się znaleźli. Do końca głupio liczyli na "sprzymierzeńców" (celowo wziętych przeze mnie w cudzysłów) oraz "sprzymierzeńców naszych sprzymierzeńców", nie dopuszczając do siebie myśli, że ci "sprzymierzeńcy" to tak naprawdę nasi najwięksi wrogowie. 

Bo Polska wrogów miała dwóch: III Rzeszę oraz Sowietów. Dlaczego więc jednego z naszych wrogów nagle zaczęliśmy nazywać sprzymierzeńcem? Polacy skupili się na Hitlerze jako wrogu numer jeden, zaniedbując obronę z drugiej strony, z którą to stroną w końcu podpisali sojusz. Jednak to właśnie Stalin zagrażał Polsce bardziej. To Stalin powinien stać na pierwszym miejscu jako wróg państwa polskiego. I to Stalinowi, na mocy sojuszu Sikorski-Majski podaliśmy na tacy (a może lepiej użyć tu po prostu słowa: oddaliśmy) Wilno i Lwów, dwa miasta do tej pory pełniące rolę najważniejszych ośrodków kultury polskiej. Serce się kraje na samą myśl o tym. Piotr Zychowicz świetnie porównuje obu naszych sąsiadów i zaborców, zestawia ich ze sobą i zadaje kolejne pytania oraz wyciąga wnioski. Odpowiedzi na te pytania wcale nie są takie, jakie większość z nas chciałaby teraz, po 70 latach usłyszeć, ale... otwierają nam oczy i uświadamiają co do tego, jak naprawdę było z tym naszym sowieckim sojusznikiem i jak nieodpowiedzialni ludzie, nie potrafiący rozumnie myśleć, stali na czele państwa polskiego. No bo jak nazwać decyzję o wszczęciu Powstania Warszawskiego w czasie, kiedy Polska kompletnie nie była na to przygotowana? Kiedy nie mieliśmy żadnych szans na jakiekolwiek zwycięstwo? Kiedy decyzja ta była kompletnym szaleństwem?... Co z tego, że warszawiacy, i nie tylko, mieli chęci do walki? Jak walczyć, gdy nie ma się broni? Gdy w ręku ma się zaledwie butelkę z benzyną, a i to było wielkim szczęściem, bo większość po prostu nie miała czym walczyć. Nie było granatów, o broni wielu mogło pomarzyć. Zresztą - jak długo można mieć ten zapał, gdy widzi się umierających wokół ludzi, gdy widzi się już po kilku godzinach od wybuchu powstania jego wielką klęskę; klęskę, którą dowództwo utrzymywało przez 63 dni... i pozwoliło zginąć wielu osobom, które tej śmierci mogły uniknąć...

Podziwiam autora za tę książkę, za odwagę, która mu pozwoliła zmierzyć się z prawdą i tę prawdę nam przekazać. Nie można bowiem być ślepym na takie rzeczy. Trzeba mówić o tym, choćby były to rzeczy przykre dla naszego państwa, nie można tego pomijać, zamykać oczu i udawać, że nie, przecież tego nie było. Było - i należy to do naszej historii - niestety. Historia jednak nie zawsze jest kolorowa, nie skupia się tylko na zwycięstwach i dobrych dowódcach - bo to wtedy nie będzie historia w pełnym znaczeniu tego słowa. Historia to jest to co było, czy to było przykre i złe, pełne zdrady, czy bohaterskie i wielkie - na wszystko trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Piotr Zychowicz nam te oczy otwiera - jestem zafascynowana jego książką.

4 komentarze:

  1. W tym roku uczestniczę w projekcie w szkole o powstaniu warszawskim i muszę przyznać, że rzeczywiście w szkole na lekcjach mówi się z początku tylko o bohaterstwie Polaków. Nie ma natomiast zmianek o sytuacji ze Stalinem... Szkoda. Jednak na tym projekcie poznałam tą "prawdziwą" historię i od tego momentu ona mnie bardzo interesuje. Z tego powodu z wielką chęcią przeczytam tą książkę :)
    Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie książka jest dla mnie. Temat powstania warszawskiego to chyba mój ulubiony ze wszystkich lekcji historii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z wielką chęcią przeczytałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako historyk jestem bardzo ciekawa tej pozycji. :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli