Na zawsze wygnańcy

Autor: Fiorella de Maria
Wydawnictwo Promic, 2013
Liczba stron: 344
Piekło w naszej świadomości to coś, co może nas spotkać jedynie tak naprawdę po śmierci. Ale czy naprawdę? Otóż... okazuje się, że nie. Że piekła równie dobrze człowiek może doświadczyć jeszcze za życia na ziemi. A co jest w tym wszystkim najgorsze - może go zaznać od drugiego człowieka.

Warda, jak również Ursula czy Perpetua - w zależności od tego, jakiego okresu jej życia dotyczy historia - to kobieta, która właśnie takiego piekła zaznała. Dziewczynka, której los praktycznie wcale nie obchodził jej rodziny, wychowywała się głównie na ulicy, musiała liczyć sama na siebie, kradnąc i często chodząc głodna. Szczęśliwym trafem, w odpowiednim czasie i miejscu poznała ojca Antonina - to on tak naprawdę był pierwszym człowiekiem, który przygarnął ją pod prawdziwą opiekę i zaczął przekazywać swoją wiedzę - o medycynie, uczciwym życiu bez przestępstw i kradzieży, miłości do Boga. To właśnie dzięki niemu Warda postanowiła w pełni oddać swoje serce Bogu i zostać mniszką. Los jednak okazał się dla niej mniej łaskawy. Nie było jej przeznaczone spokojne życie w klasztorze, jako lekarza i uzdrowicielki. Pewnego bowiem dnia na miejscowość, z której wraca od pacjenta, napadają piraci. Od tej chwili los Perpetuy (bo takie imię przyjęła w klasztorze) będzie pasmem nieszczęść - będzie prawdziwym piekłem na ziemi. Zostaje złapana, a potem sprzedana na targu niewolników w zupełnie obcym i odległym od jej własnej ojczyzny kraju.

Powieść Fiorelli de Marii to właściwie tylko jedna forma opowieści - jest nią spowiedź. Wardę poznajemy w momencie, gdy zostaje znaleziona ledwo żywa jako rozbitek, wyłowiona z morza. Wiedząc, że jej życie dobiega końca, prosi o rozmowę z księdzem i spowiedź. Całą więc historię dziewczyny, od początku, od jej pierwszego spotkania z ojcem Antoninem, po chwilę teraźniejszą, poznajemy z jej własnej spowiedzi - ale nie tylko. Cała książka to rozdziały-retrospekcje nie tylko Wardy, ale również innych ludzi z jej bezpośredniego otoczenia, ludzi, którzy mieli z kobietą bezpośredni kontakt przez cały czas w jej życiu. Osób tych jest sporo. Ale i narrator wszechwiedzący się tu pojawia. Poszczególne rozdziały więc, niekiedy bardzo krótkie, opowiadane są przez naprawdę różne osoby, przez samą główną bohaterkę, ojca Antonina, aż po piratów, z którymi miała do czynienia w ostatnim etapie swojego życia. Cała opowieść jest więc przedstawiona z naprawdę różnych perspektyw.

Cały ten zabieg autorki "Na zawsze wygnańcy" jest celowy - pozwala z różnych stron poznać historię Wardy, zamierzone jest też to, że autorka napisała powieść, która ma formę spowiedzi. Niestety, Warda ma o czym opowiadać. Jej życie nie było bezbarwne, chociaż pewnie sama Warda pragnęłaby takiego życia dla siebie zamiast tego, co naprawdę otrzymała. Dzieciństwo na ulicy, wychowanie ojca Antonina i decyzja życia w klasztorze to jeszcze nic - piekło dla bohaterki miało dopiero tak naprawdę nadejść. Warda bowiem w pewnym momencie straciła coś, co większość ludzi w XVII wieku (kiedy to toczy się akcja tej powieści) a na pewno każdy teraz, w XXI wieku uważa za coś naturalnego - straciła wolność, została sprzedana i oddana w niewolę w nieznanym, dalekim kraju. Ale to jeszcze nie wszystko. Trudno jest bowiem pogodzić się z tym, że największe piekło na ziemi człowiekowi potrafi zgotować inny człowiek. Los, który spotkał Wardę zmusił ją do zupełnie innego niż dotychczas postrzegania świata, zmusił ją również do zabijania - i chociaż robiła to zawsze w obronie własnej, to jednak nigdy nie potrafiła wyrzucić swoich czynów ze swego sumienia. "Na zawsze wygnańcy" to historia kobiety, która przeżyła coś, czego nie życzy się nawet największemu wrogowi. To spowiedź kobiety, która przeżyła prawdziwe piekło w swoim życiu, kobiety, zmuszonej do życia takiego, jakiego nie życzyłaby nikomu, o którym nie pomyślałaby, że w ogóle może ją spotkać.

Jak skończy się ta historia? Można się domyślać, najlepiej jednak samemu przeczytać tę książkę. Na pewno nie jest to jednak powieść z tych radosnych i optymistycznych, co zresztą można zauważyć już po przeczytaniu noty od wydawcy na okładce. Na pewno jest to coś, nad czym się potem siądzie w odrobinie refleksji - bo inaczej po prostu się nie da. Cieszę się jednak, że jest to tylko fikcja literacka (chociaż nie można wykluczać faktu, że takie rzeczy takie kobiety jak Warda przeżyły naprawdę). Niestety, ludzi złych na świecie brakować nie będzie nigdy. 

Mimo tego wszystkiego książkę tę czyta się dość szybko, bo jest napisana dość przystępnym językiem, a swoje robią też dość krótkie, niekiedy bardzo króciutkie, rozdziały. Ja lubię jednak takie książki, które pozostawiają mnie na koniec z chwilą refleksji, których się tak po prostu nie zapomina. To jest właśnie jedna z tych książek. Wciągająca, intrygująca, ale zarazem dość smutna i dająca do myślenia opowieść. Polecam szczególnie tym, którzy nie boją się takich książek, z dość głębokim przesłaniem. Warta jest tego, aby po nią sięgnąć.

Za powieść serdecznie dziękuję Wydawnictwu Promic
http://www.wydawnictwo.pl/

2 komentarze:

  1. Okładka piękna, twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zachęciła. Trzeba będzie szukać

    OdpowiedzUsuń
  2. To raczej coś, co przypadnie do gustu mojej mamie, an ie mnie :) Ona lubi takie klimaty :D

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli