Kokon

Autor: Mark Billingham
Wydawnictwo G+J, 2008
Liczba stron: 358
W kryminale mordercy chodzi przede wszystkim o to, żeby zabić. Oczywiście same motywy mogą być różne, zależy od wyobraźni autora. Głównie chodzi jednak o to, aby pozbawić kogoś życia. Mark Billingham stworzył jednak kryminał, w którym oczywiście są ofiary trupy, ale... nie o trupy tutaj chodzi. "Kokon" to powieść, w której mordercy nie chodzi o zabijanie, ale... o przeżycie.

Mężczyzna zabił już trzy kobiety. Czwarta leży sparaliżowana w szpitalu; paraliż spowodowany jest udarem, ten zaś wywołał u niej właśnie morderca. I wszystko wskazuje na to, że właśnie o to mu chodziło, a poprzednie trzy ofiary to "tylko" nieudany eksperyment. Inspektor Tom Thorne będzie musiał jak najszybciej odnaleźć człowieka, który eksperymentuje na niewinnych kobietach. To, co im robi pozwala zawęzić krąg podejrzanych do osób, posiadających dość dużą wiedzę medyczną, obracających się w kręgach szpitalnych. Jednak, wbrew pozorom, żadne listy, wysyłane przez mordercę do policjanta nie będą tu zbyt pomocne, Tom będzie mógł jedynie stwierdzić, że sprawca ma w planach raczej grę w kotka i myszkę, a wybór Toma na inspektora prowadzącego śledztwo był od początku jego największym życzeniem. Czy mordercy zależy na tym, aby jak najdłużej mógł pozostać na wolności, czy wręcz przeciwnie?...

"Kokon" to debiut literacki Marka Billinghama. Chociaż autor może być już znany niejednemu z Was - jego książki są popularne nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w całej Europie. I tak też sama go poznałam - dzięki jego wielkiej popularności i dzięki wspaniale zaopatrzonej bibliotece. Po raz kolejny nie rozczarowałam się - na swojej intuicji jednak zawsze można polegać. Z drugiej strony doszedł mi kolejny autor, którego książki chciałabym czytać i kolejny inspektor, którego dalsze losy chciałabym poznać. Książek do przeczytania ciągle więc przybywa, a czasu jak na złość ostatnio ciągle brakuje.

Mark Billingham pisze z różnych perspektyw. Nie wiem, jak w innych jego kryminałach, ale "Kokon" pozwala nam poznać dość dobrze głównego bohatera, Toma Thorne'a, ale od czasu do czasu "oddaje" również narrację swojemu czarnemu charakterowi, czyli mordercy, a nawet kobiecie, która przeżyła eksperyment i jest żywym dowodem na to, że sprawcy chodziło nie o zabicie, ale o przeżycie ofiary. I aż dziwne, że to właśnie ona, mimo że jej życie stało się nie życiem, a wegetacją, mimo tego, co przeżyła, potrafi zachować najwięcej spokoju, zdrowego rozsądku, a nawet zwykłego poczucia humoru. Tyle tylko, że tak naprawdę nikt o tym nie wie, oprócz czytelnika. Dziewczyna bowiem z trudem porozumiewa się z lekarzami i pielęgniarkami za pomocą mrugnięć powiekami, czasem wręcz niezauważalnych. Kto mógłby zrobić coś tak strasznego? Musi to odkryć główny bohater; bohater, którego zresztą nie da się nie lubić, który podchodzi do życia z tą odrobiną zdrowego sceptycyzmu i realizmu, ale i poczuciem humoru - z czymś, o czym powinien pamiętać każdy, nieważne w jakiej sytuacji się znajdzie.

Mark Billingham to autor głównie dla tych, którzy zaczytują się w powieściach kryminalnych. Angielski kryminał znacie głównie za sprawą Agathy Christie? Pora to zmienić. Billingham na pewno na to zasługuje. Ja z pewnością sięgnę jeszcze po jego powieści, a Was mogę jedynie zachęcać - nikt nie powinien być rozczarowany.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

11 komentarzy:

  1. Cieszę się , że ci się podobała. Często opieram się na twoim guście i tak oto mam ebook tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kilka lat temu bodajże "Mściciela" i myślałam, ze to właśnie był jego literacki debiut :/ Niewielu jest autorów, których proza kryminalna wyróżnia się na tle innych, ale moim zdaniem Billingham do nich należy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiło mnie to działanie mordercy. Nie słyszałam dotychczas o tym autorze, ale z chęcią zapoznam się z jego twórczością. Jest duża szansa, że przypadnie mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam "Kokon" i to dobra powieść, może nawet bardzo dobra z minusem - dla mnie fragmenty narracji dziewczyny, która nie jest w stanie się porozumieć z otoczeniem, były przerażające, raz, z powodu samego faktu, dwa, z powodu jej treści. Właśnie to jej poczucie humoru mnie dobijało. Dla mnie to było szokujące. Co mi się nie podobało...wątek romansowy głównego bohatera. Na początku ciekawy, później mnie znudził, a na końcu irytował - taka gra w kotka i myszkę z namiętnościami mnie drażniła, no ludzie, jesteście dorośli, a nie nastolatki, chowające się w popłochu...Pewnie jeszcze do tego autora wrócę, ale nie nastrajam się na jakąś rewelacyjną, powalającą lekturę. W "Kokonie" sam pomysł na intrygę kryminalną i mordercę mi się podobał, w takim wypadku - śmierć jest niestety lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kryminały lubię, te które polecasz najczęściej bardzo mi się podobają, więc czemu nie

    OdpowiedzUsuń
  6. Na to się skuszę, uwielbiam dreszczyk emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam ostatnio za kryminałami, także na razie podziękuję. Mimo to ta pozycja wydaje się być naprawdę interesująca, więc kiedyś może przeczytam :-)

    Zapraszam: im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno się na nią skuszę, brzmi interesująco i ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, to coś dla mnie. Zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi naprawdę ciekawie :) W planach mam na razie milion innych tytułów (cierpię dokładnie na ten sam brak czasu co Ty), ale postaram się w przyszłości znaleźć trochę czasu na tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie znam twórczości tego pisarza, ale to moje klimaty, więc będę się rozglądać za Kokonem :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli