Zatrute życie

Autor: Anna Małyszewa
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2007
Liczba stron: 372
Do tej pory rosyjski kryminał znałam głównie z twórczości Aleksandry Marininy, która to gościła (i gości) na moim blogu często i dość regularnie. I szerze mówiąc zmieniać cokolwiek nie bardzo mi się chciało. O Annie Małyszewej wcześniej nie słyszałam absolutnie nic, a nawet jeśli jej nazwisko gdzieś mi się obiło o uszy, to i szybko stamtąd wyleciało. "Zatrute życie" wzięłam więc w bibliotece do ręki zupełnie przypadkiem, nie wiedząc, co to za książka, chyba tylko dlatego, że stała obok powieści Aleksandry. Czasem mam jednak takie dziwne przeczucia co do książek - kiedy już coś znajdzie się w moich rękach, to tak jak gdyby się przykleiło, nie może tych rąk opuścić. Czułam, że to jest coś, co mi się spodoba - sama nie wiem, skąd to przeczucie. Do tej pory miałam tak tylko raz w życiu. Książkę oczywiście wzięłam. I nawet zaczęłam ją czytać w pierwszej kolejności...

Sasza jest malarką. Skończyła właśnie Akademię Sztuk Pięknych w Petersburgu i wróciła do Moskwy, by móc zacząć zarabiać i spokojnie żyć w mieście, w którym się wychowała. Jednak nie jest to wcale takie proste. Trudno jest się wybić z obrazami początkującej artystce, dziewczyna przyjmuje więc nieliczne propozycje restauracji obrazów, a problemy z niedawno poślubionym mężem jeszcze utrudniają jej i tak nieciekawą sytuację. Sasza i Fiodor toną w długach i to tylko kwestia czasu, jak zaczną przymierać głodem. Pewnego dnia jednak do mieszkania Saszy puka zamożna kobieta, która proponuje jej odnowienie obrazu tajemniczego malarza, obrazu, który w rogu ma wielką ciemną plamę... Co to za malarz Sasza nie wie, za pracę jednak dostanie sporą sumę pieniędzy, bo według właścicielki obrazu jest on wart znacznie więcej - 10 000 dolarów. Jest tylko jedno ale: obrazu nie można zniszczyć, wtedy będzie trzeba zwrócić całą jego wartość. Sasza, tonąca wraz z mężem w długach, podpisuje umowę i przystępuje do pracy. Nieświadoma techniki, jaką został namalowany obraz, próbując rozjaśnić czarną plamę w rogu, Sasza jednak niechcący niszczy dzieło, które w ostateczności przypomina jedną wielką brudną szmatę. Załamana dziewczyna, mając cały tydzień na oddanie obrazu właścicielce, zaczyna więc własne śledztwo, próbując dowiedzieć się, kim był człowiek, który namalował ów pejzaż i cóż takiego mogło znajdować się w ciemnym, zamazanym rogu. Nie przypuszcza, że za całą tą sprawą kryje się znacznie większa, zagmatwana tajemnica, że przez ów niewiele w rzeczywistości wart i brzydki obraz giną kolejni ludzie i że cała ta zawiła historia wkrótce zaprowadzi ją na policję...

Przyznać trzeba, że już po opisie samej fabuły można złapać się za głowę z powodu tego, jak zagmatwana wydaje się być ta historia. Ale tu Was zaskoczę: niekoniecznie. Na pewno nie w tym sensie, że nie można się połapać, o co chodzi i że trzeba się na tym kryminale mocno skupić. Nic z tych rzeczy. Jednak po pierwsze - pytanie: czy wciągnęła Was kiedyś książka już od pierwszej strony? Pewnie takich książek niewiele jesteście w stanie wymienić, prawda? Zwykle trzeba przeczytać chociaż kilka stron... Ja sama nie jestem sobie w stanie takiej książki przypomnieć, nawet z grona tych ulubionych. "Zatrute życie" jednak wciągnęło mnie od razu. Od pierwszego zdania. I tą ciekawość z biegiem kolejnych stron coraz bardziej rozbudzało. Nie było ani przez chwilę tak, że książka mnie nudziła. Nie wiem, czy to styl autorki, czy misternie zbudowana intryga w niej przedstawiona, ale człowiek, oderwany od rzeczywistości, po prostu siedzi i czyta z wypiekami na twarzy nawet te opisy, które nie mają żadnego znaczenia w odniesieniu do głównego wątku. Powiedzmy: takie życie Saszy na studiach i to, jak doszło do ślubu z Fiodorem... Siedziałam, i czytałam, i nie byłam w stanie odłożyć tej książki na bok. 

Fakt, dzieje się tu dużo i może dlatego ta powieść tak wciąga. Niekiedy w takich książkach mamy wrażenie przesytu informacji, wydarzeń i lekkiej przesady. Nie u Małyszewej. Tutaj jest to wszystko w taki sposób przedstawione, cały kryminał tak zbudowany, że po prostu to wszystko musi się zdarzyć, jak coś normalnego, i ani przez chwilę nie mamy poczucia, że autorka z czymś przesadziła. A jej styl to jeszcze inna bajka. Mało jest takich pisarzy, którzy potrafią tak napisać książkę, aby czytelnik nie chciał jej wypuścić z rąk, dopóki nie przeczyta ostatniej strony. Anna Małyszewa ma ten talent. Nie gubi się w wątkach, kolejne historie tak naturalnie wplata w te już istniejące, że nie można jej nic zarzucić, nawet sporej ilości bohaterów, bo czytelnik i tak nie ma szans się w tym wszystkim zgubić. Nie ma chaosu, jest za to ład i porządek i dość obficie rozbudowana zagadka.

A poza tym "Zatrute życie" to nie jest, chociaż może Was zaskoczę, stuprocentowy kryminał. To raczej powieść kryminalno-obyczajowa. Trupów tu nie brakuje, ale nie brakuje również historii życia najważniejszych bohaterów, wraz z malarzem Kożuchinem, Łarisą - klientką Saszy, no i oczywiście samej Saszy. Nie brakuje rosyjskiego klimatu i obrazu ówczesnego społeczeństwa. Każdy więc w tej powieści powinien znaleźć coś dla siebie, zarówno miłośnik obyczajówek, kryminałów, a nawet romansów. A do tego zapomnieć o całym świecie, bo to jest książka z tych, które, jak wspomniałam, wciągają od razu. 

Trudno tu porównywać Małyszewę z Marininą, to jest zupełnie inny styl, inne historie, inne książki. Dwie różne autorki, chociaż pochodzące z tego samego kraju. Ja jestem jednak pewna, że chociaż była to pierwsza moja powieść tej autorki, to na pewno nie ostatnia. "Zatrute życie" to po prostu świetnie napisany kryminał, z jeszcze ciekawszymi, barwnymi bohaterami, ze złożonym i zawikłanym, ale idealnie skonstruowanym i mimo wszystko przejrzystym wątkiem kryminalnym. Słusznie ta książka przyciągnęła mój wzrok w bibliotece i cieszę się, że trafiłam zarówno na tę powieść, jak i autorkę.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

5 komentarzy:

  1. Znam to uczucie, gdy człowiek na chybił trafił weźmie jakąś książkę do ręki, a potem okazuje się, że lepiej nie mógł trafić :) Szkoda tylko, że mnie się te momenty tak rzadko zdarzają... W każdym bądź razie zaintrygowałaś mnie tym tytułem, a szczególnie podoba mi się stwierdzenie, że książka jest połączeniem kryminału i powieści obyczajowej. Myślę, że to coś dla mnie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. To może być całkiem ciekawa pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze słyszę o autorce, ale nawet ciekawie kryminał z obyczajem złączony też bardzo lubię :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie, jak zawsze. Dzięki tobie sięgnęłam po Marininę było super, piszesz, że to co innego, ale i tak pewnie będzie podobnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Rosyjskie kryminały nie kojarzą mi się za specjalnie, więc do tej powieści pewnie nie sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli