Dziecko szczęścia

Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo Książnica, 2009
Liczba stron: 594
Jakiś czas temu miałam okazję czytać "Dziedzictwo", pierwszą część trylogii Philippy Gregory, powieści, która była debiutem literackim tejże autorki. Zbiera ona zarówno dobre, jak i złe recenzje, trzeba jednak przyznać, i ci czytelnicy, którzy "Dziedzictwo" (inaczej "Majątek Wideacre") znają, muszą się ze mną zgodzić, że coś w tej trylogii jest... coś, co intryguje...

"Dziecko szczęścia" to drugi tom opowieści o Wideacre. Nie ma już jednak Beatrice i Harry'ego, rodzeństwa, które doprowadziło dwór i okoliczną wieś do ruiny. Jest jednak dwójka spadkobierców - Julia i Richard, którzy dorastają nieopodal zniszczonego dworku, w Dower House. Legenda o Beatrice jest im bardzo dobrze znana dzięki mieszkańcom wsi, oboje obiecują sobie więc, że doprowadzą Wideacre do dawnej świetności, odbudują wieś, a ziemia, którą odziedziczyli, znowu będzie przynosić plony. Nie będzie to łatwe, a dokonać tego może, jak mówi legenda, tylko i wyłącznie prawdziwy spadkobierca z krwi i kości - "dziecko szczęścia"... I to dzięki Julii właśnie, która kocha ziemię tak samo jak dawniej Beatrice, majątek powoli odzyskuje dawny blask i podnosi się z ruiny. Ale jest przecież jeszcze drugi spadkobierca, Richard. Jaką rolę los wyznaczy jemu?

Muszę  przyznać szczerze, że po raz kolejny porwała mnie ta opowieść, historia bardzo podobna do historii poprzedniczki Julii, Beatrice. Nie da się bowiem chyba uciec i zapomnieć o przeszłości, nawet, jeśli ta przeszłość bezpośrednio nie dotyczy nas, a naszych poprzedników. Julia i Richard, mimo że nie byli wychowywani przez Beatrice i Harry'ego i znali ich raczej tylko z opowieści, są tak łudząco do nich podobni i popełniają te same błędy, że to aż wydaje się nieprawdopodobne. Chociaż bez wątpienia jest tu więcej pozytywnych postaci, bohaterów, których darzymy sympatią czy pewną dozą współczucia to jednak... cóż, napiszę tyle tylko, że chociaż pierwsza połowa tejże książki wydała mi się spokojniejsza, bardziej poukładana i byłam pełna nadziei, że wszystko potoczy się dobrze, to jednak w drugiej połowie nagle mnie olśniło i pomyślałam: Boże, ta książka jest jeszcze gorsza od swojej poprzedniczki, jeszcze bardziej brudna... Tak, brudna. Gdzieś przeczytałam, aby odłożyć na półkę słynną sagę Virgini C. Andrews, bo to, co serwuje nam Philippa, jest o wiele lepsze... jeśli w ogóle możemy tu użyć określenia "lepsze"... Bardziej pasowałoby chyba "gorsze"... Ale mam wrażenie, że właśnie dzięki temu ta książka tak wciąga i intryguje. Dzięki niezdrowym, i to bardzo, relacjom, dzięki chorej zazdrości i walce o władzę i dziedzictwo - a co gorsza - walce między rodzeństwem... Rodzeństwem, które wychowuje się warunkach niekoniecznie takich, w jakich powinno się wychowywać... Ale Wideacre ma swoją magię, która przyciąga nie tylko swoich spadkobierców, ale i czytelników.

I znowu Philippa przyzwyczaiła mnie do swoich bohaterów i miejsc, znowu trudno było mi się z nimi rozstać. Mino że niektórzy irytują, niektórzy wręcz przerażają, a jeszcze inni wzbudzają współczucie - trudno tak po prostu z nimi skończyć. Bo postaci jest tu cała gama, co kto lubi. Szkoda mi było okropnie Jamesa, Julia chwilami denerwowała mnie swoją naiwnością i lojalnością w stosunku do kuzyna, Richard natomiast nierzadko po prostu przerażał swoją nieobliczalnością i nieprzewidywalnością. Ale tak to już jest u autorki - bohaterów zawsze ma różnorodnych i chwała jej za to, bo dzięki temu jej powieści są jeszcze ciekawsze.

Ja sama nie mogę się doczekać teraz ostatniej, trzeciej części tego cyklu. Na szczęście stoi od kilku już miesięcy na mojej półce. I wiem, że również mnie nie zawiedzie, tak jak swoje poprzedniczki. Ta trylogia może nie jest dla każdego, wiele osób nie potrafi przez nią przebrnąć właśnie dlatego, że historia jest taka jaka jest, zła i brudna od niezdrowych relacji między bohaterami. Wiele osób uważa, że jest to jedna z gorszych serii autorki. Ja sama jednak tak wciągnęłam się w tę historię, że aż samą mnie to dziwi. Ale to jest właśnie urok Philippy.

10 komentarzy:

  1. Jeszcze nie zaczęłam tej trylogii, na razie koncentruję się na Tudorach i Wojnach Kuzynów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z pewnością przeczytam jakąś książkę autorki

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, miałam wrażenie, że decyzja Beatrice i Harry'ego o współdziedziczeniu majątku przez Julię i Richarda już w zalążku miała tragiczny charakter. To nie mogło się inaczej skończyć! Tak czy owak bardzo się cieszę, że lektura przypadła ci do gustu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam na razie tylko jedną powieść Gregory, ale już wiem, że chcę przeczytać jak najwięcej się da :) na tę serię też przyjdzie czas.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, ostatnio nie udało mi się wygrać serii książek Philippy Gregory w konkursie, a jestem bardzo ciekawa jej twórczości :( może sobie sprezentuję, bo widzę, że warto :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam "Dziedzictwo" więc "Dziecko szczęścia" również przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem jedną z tych osób, które nie oparły się porównaniu Dziedzictwa do sagi Andrews :) I zdecydowanie uważam, że Philippa Gregory poszła o krok dalej. Twoja recenzja drugiego tomu jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie tego szukam w literaturze. Poprzestanę na tym co już czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja mama teraz czyta "Dziedzictwo" i pomstuje na Beatrice, że hej. Ja też nie mogłam spokojnie czytać o jej wybrykach. Drugi tom czeka na poznanie jeszcze, ale wiem, że też wywoła mnóstwo emocji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jej, nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej z książek P. Greogry. W końcu muszę to zrobić, bo TYYYLE pozytywnych recenzji się o nich pojawia... ;)

    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs na moim blogu:

    im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli