Drugie życie pana Roosa

Autor: Håkan Nesser
Wydawnictwo Czarna Owca, 2011
Liczba stron: 429
Pewnie niejednemu miłośnikowi literatury skandynawskiej nazwisko Håkana Nessera jest bardzo dobrze znane. Ja sama jego twórczość poznałam za sprawą serii o inspektorze Gunnarze Barbarottim, chociaż wcześniej autor napisał inną, ponoć bardziej znaną serię o zupełnie innym komisarzu. Ale i to mi wystarczyło - szybko, bo już po pierwszej przeczytanej powieści stałam się wielką fanką szwedzkiego pisarza.

"Drugie życie pana Roosa" to trzecia część serii o wspomnianym wcześniej inspektorze szwedzkiej policji. O czym opowiada? Oprócz oczywiście Barbarottiego, powieść ma dwójkę innych, bardzo ważnych bohaterów. Pierwszym z nich jest tytułowy pan Roos, czyli Ante Valdemar Roos, sześdziesięciolatek, nudziarz, niezbyt zadowolony ze swojego życia. Drugą z bohaterek jest 21-letnia Anna Gambowska - uciekinierka z ośrodka dla uzależnionych od narkotyków. Pozornie dwie bardzo różne od siebie postacie, które jednak los połączy ze sobą tragicznym zbiegiem okoliczności. Gunnar Barbarotti będzie miał do rozwiązania zagadkę nie tylko tego, jak do wspomnianej tragedii doszło, ale również tego, kim tak naprawdę był Valdemar Roos, czy naprawdę miał drugie oblicze?

Długo czekałam na możliwość przeczytania tej książki, w końcu jednak wpadła w moje ręce. Tak się bowiem złożyło, że od początku jestem wielką fanką głównego jej bohatera-inspektora. Seria początkowo miała się składać z czterech części i wszystkie trzy pozostałe miałam już za sobą, czekałam tylko na tę trzecią. Los jednak postanowił zrobić mi niespodziankę nie tylko tą powieścią, ale i tym, że niedawno dowiedziałam się o tym, że właśnie wyszła piąta część przygód mojego ulubionego bohatera: "Rzeźniczka z Małej Birmy". Książka miała swoją premierę w maju. Jakże się więc cieszę, że to jeszcze nie koniec, że będę mogła czytać dalej tę serię.

Pisałam już przy okazji innych części, że u Håkana Nessera pociąga mnie najbardziej klimat jego książek oraz ta ze wszech stron tajemniczość. Tutaj może jest jej trochę mniej, ale jednak ciągle jest obecna. Czemu mniej? Bo stopniowo poznajemy bieg wydarzeń i rozwój wypadków, wiemy na czym stoimy... Tutaj za wszystkim stoi jednak ciekawość, jak to wszystko dalej się potoczy i rozwinie... co się stanie z bohaterami, jakie będą dalsze losy pana Roosa, czy utrzyma tajemnicę. Bo tajemnicę ma sporą. Ale mimo wszystko, mimo że jest nudziarzem, że nie do końca jest fair wobec rodziny, to jest to w moim odczuciu bohater jak najbardziej pozytywny. Bo wzbudza współczucie, bo chcemy mimo wszystko dla niego jak najlepiej... To samo jest z Anną. I w zasadzie muszę przyznać, że nie ma tu złych postaci. Może oprócz... ofiary. Bo ofiara też będzie, w końcu to kryminał.

Zaskoczyła mnie ta książka, bo jest trochę inna od pozostałych trzech części. Jednak autor po raz kolejny zaskoczył mnie pozytywnie i za to go uwielbiam. Trudno mi jest się rozczarować jakąkolwiek jego książką. Ale "Drugie życie pana Roosa" polubiłam też za coś innego - za polski akcent. Anna Gambowska jest bowiem Polką - tak samo jak jej matka-imigrantka Krystyna, ośmioletni brat Marek i reszta rodziny. W książce co jakiś czas pojawiają się polskie imiona i nazwy miast, ba, nawet Gunnar trzyma w kieszeni parę polskich złotych - nawet jeśli tylko we śnie. Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię takie polskie akcenty w obcojęzycznej literaturze, a w literaturze skandynawskiej spotykam się już z tym kolejny raz. Naprawdę miło.

Polecam prozę Håkana Nessera. Będę go chwalić zawsze i wszędzie, bo uważam, że jest genialnym pisarzem, a naprawdę mało takich jest. A do tej serii zachęcam wszystkich, którzy jeszcze jej nie znają - poczucie humoru Barbarottiego jest niesamowite, a tutaj jakby go więcej albo bardziej śmieszy - sama nie wiem. Wiem jednak, że chcę więcej i na pewno będę teraz uparcie polować na piątą część.

Zobacz również:

Baza recenzji Syndykatu ZwB

9 komentarzy:

  1. Lubię książki z tej serii, ale niestety tego autora nie znam, czas to nadrobić, zapraszam http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tylko część pierwszą "Człowiek bez psa" i oczywiście mam zamiar czytać następne części:) Cieszę się, że jeszcze sporo przede mną:D
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też dość często spotykam się w skandynawskiej literaturze z jakimś polskim elementem.
    A z prozę tego autora trzeba będzie się w końcu wziąć, skoro tak zachwalasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do polskich akcentów, to z każdą skandynawską powieścią odkrywam ich coraz więcej. NO, ale nie tylko Norwegię zalewają nasi rodacy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten autor ciągle przede mną

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam do przeczytania książki tego autora dopiero przed sobą:)Ale widzę, że warto:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam tego autora a wygląda na to, że jest czego żałować... Muszę nadrobić zaległości.

    in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam nic tego autora - ciągle w planach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałaś nominowana do Liebster Blog.
    Więcej informacji u mnie:
    http://skrytkaslow.blogspot.com/2013/06/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli