Zakręty losu. Braterstwo krwi

Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo Novae Res, 2012
Liczba stron: 323
Bardzo długo czekałam na możliwość przeczytania tej książki. Chociaż dla niektórych kilka miesięcy to nie jest dużo, to dla mnie, gdy czekam na dalszą część książki, przy której swego czasu płakałam, uśmiechałam się i razem z bohaterami przeżywałam ich dramaty - jest to ogromnie duży kawał czasu. Doczekałam się jednak w końcu. Chociaż trylogii "Zakrętów losu" nadal nie kupiłam, nie stoi dumnie na mojej półce, to jednak trafiłam na nie ostatnio w bibliotece. Pierwszej części nie było (pewnie przez kogoś wypożyczona), druga i trzecia jednak jakby specjalnie czekały na to, aż je zgarnę i zabiorę do domu.

Pamiętacie Kaśkę i Krzyśka? Bo ja ich pamiętam, jakbym pierwszy tom czytała wczoraj. Poważnie. Tak wryła mi się w pamięć ich historia i zakończenie tej powieści. I jakże szczęśliwa byłam, że teraz znowu mogłam do nich wrócić!

Kaśka i Krzysiek są wydawałoby się, szczęśliwym małżeństwem, spełniają się oboje zawodowo. Tylko że ciągle gdzieś tam krąży nad nimi klątwa i to, że przeszłość może wrócić w każdej chwili, w chwili, kiedy najmniej będą się tego spodziewać. Ich wrogowie przecież jasno dali im do zrozumienia, że przecież "oni nie zapominają"... I faktycznie, przeszłość w końcu ich dopadnie - bo przecież była to tylko kwestia czasu. A niebezpieczeństwo będzie jeszcze większe. Czy uda im się znowu wyjść z tego cało?...

Powiem Wam szczerze, że w pierwszym tomie jakoś niespecjalnie polubiłam Lukasa. Kto czytał, ten nie powinien się temu dziwić. Tutaj, w "Braterstwie krwi" Łukasza Borowskiego, bo tak przecież naprawdę nazywa się ten bohater, będzie dużo. Czy mi to przeszkadzało? Nie, wręcz przeciwnie. Łukasz w końcu moją sympatię zdobył. Czym? Swoją przemianą. A postać to jest bardzo ważna, jak nie grająca pierwszych skrzypiec w tej książce. Bo przecież "Zakręty losu" są o Borowskich, tak, o Kasi i Krzysztofie, ale są głównie o Lukasie, bezlitosnym, złym mafiosie, który nie przejmuje się niczym oprócz własnej osoby. Tak było w pierwszym tomie. Tutaj jednak powoli jesteśmy jednak świadkami tego, jak Lukas się zmienia. I to zmienia się pod wpływem miłości. Na jego drodze stanie bowiem doświadczona okrutnie przez los kobieta z kilkuletnim dzieckiem, blisko dwadzieścia lat od niego młodsza Magdalena. Czy bohater znajdzie w końcu swój cel w życiu? I czy odpokutuje swoje grzechy, które wciąż tkwią w jego psychice? Tego Wam nie zdradzę.

Ogromnie miło jest wrócić do uwielbianych bohaterów. Lubię prozę Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, bo zawsze w jej książkach znajdę coś dla siebie. Jednocześnie w książkach tego typu, a głównie w powieściach o miłości (bo o tym też ta historia jest) czasem trudno jest o to, żeby uczucia w nim ukazane nie były przesłodzone, mdłe i dość kiepskie w odbiorze. Autorkę jednak lubię przede wszystkim za to, że w jej książkach tego nie ma. Nie znajdziemy tu cukierkowej miłości, po której przeważnie nam niedobrze. Jest za to realizm i taka prawdziwa miłość, przedstawiona w sposób, który nie drażni i nie irytuje. Ja mam z tym problem często, ale gdy sięgam po książki Agnieszki, mogę być pewna, że mogę je czytać w ciemno i nie obawiać się tego, że coś w tym względzie mi się nie spodoba - po prostu.

"Zakręty losu" trafiły w mój gust czytelniczy niemalże w dziesiątkę. Chociaż przede mną jeszcze trzeci tom, to i tak wiem, że się na nim nie zawiodę. Lubię dramaty, lubię romanse, lubię również sensację, a tutaj to wszystko można znaleźć. Może i nie jest to historia dla każdego, nie jest to książka, w której szczęśliwe wydarzenia gonią jeszcze szczęśliwsze chwile, jest to jednak historia o życiu, miłości, rodzinnych dramatach i jeśli ktoś coś takiego lubi, polecam. Ja pierwszą częścią byłam zachwycona, drugą jestem również, choć może mniej, bo już zdążyłam po pierwszym tomie ochłonąć, jednak nie mogę się doczekać ostatniej części. "Zakręty losu" bowiem trafiły już dawno o grona moich ulubionych książek, może kiedyś trafi i do Waszych?...

9 komentarzy:

  1. Nie wiem czemu, ale coś mi mówi, że seria mi się nie spodoba... ale facet na okładce! Mrr :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z moich najbardziej ulubionych serii :) Polecam inne książki autorki

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu mam na tę serię wielką ochotę

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam jakiś czas temu nadal mam w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku myślałam, że to nie jest seria dla mnie, ale po Twojej recenzji powoli zmieniam zdanie, więc kto wie... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ogromną ochotę na tę trylogię... A Ty jeszcze bardziej zachęciłaś mnie do poznania bohaterów stworzonych przez panią Lingas-Łoniewską.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam chęć od dawna bo zbiera dużo pozytywnych ocen, muszę w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię tego typu ksiązki, więc bardzo chętnie sięgnę gdy tylko nadarzy się ku temu okazja :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli