Ruth

Autor: Elizabeth Gaskell
Wydawnictwo Mg, 2013
Liczba stron: 532
Lubię klasykę… szczególnie angielską klasykę w stylu sióstr Brontë i ten niesamowity klimat tamtych powieści. Dlatego bardzo chciałam przeczytać nigdy wcześniej niewydawaną w Polsce książkę Elizabeth Gaskell. Sama autorka znana jest u nas przede wszystkim z takich powieści jak „Północ i południe” czy „Żony i córki” – i chociaż ja żadnej z tych książek nie znam, a „Ruth” jest pierwszą powieścią tej autorki, z którą miałam do czynienia, wiedziałam, że książka przypadnie mi do gustu.

Ruth Hilton, główna bohaterka książki jest młodą sierotą, która zostaje zatrudniona jako szwaczka w zakładzie pani Mason. Ma tam posadę i dach nad głową, jednak gdy właścicielka zakładu pewnej niedzieli widzi Ruth na spacerze z panem Bellinghamem, zwalnia dziewczynę z dnia na dzień pozbawiając ją pieniędzy i domu, podejrzewając o to, że jest kobietą grzeszną i nie postępuje zgodnie z tym, czego oczekują wszyscy. Pan Bellingham więc, oczarowany niezwykłą urodą Ruth, proponuje jej schronienie i opiekę. Nie trwa to jednak długo, a Ruth, zrozpaczona, zostaje przygarnięta przez rodzeństwo Bensonów – pastora i jego siostrę. Otrzymuje wraz z ich propozycją szansę na nowe życie i zapomnienie o przeszłości. Jednak czy tak łatwo będzie zapomnieć? Przeszłość niestety lubi wracać w najmniej odpowiednich momentach.

Ruth nie jest niestety bohaterką, do której pała się sympatią od pierwszych stron. Podejrzewam, że niektórzy czytelnicy nie będą w stanie polubić jej w ogóle. Ja miałam do niej mieszane uczucia, bardzo często mnie irytowała. Ruth bowiem jest bardzo naiwna i gdy jeszcze tę jej naiwność można wytłumaczyć młodym wiekiem na początku powieści, to jednak z biegiem czasu niekoniecznie się to zmienia. Ruth jest tutaj wykreowana na ofiarę losu, bohaterkę, której życie nie rozpieszczało, nie tylko w dzieciństwie, ale także później, w dorosłym wieku. Dziewczyna więc jest bez przerwy udręczona przez życie, ciągle wisi nad nią przeszłość i obawa, że w pewnym momencie wszystko wyjdzie na jaw. Bohaterka do tego jest w pełni świadoma swojej winy. A przy tym jest nad wyraz piękna i dobra aż do znudzenia. Najbardziej jednak irytowała mnie w niej jej wrażliwa natura i płacz nad praktycznie wszystkim. Mało jest momentów, w których Ruth się uśmiecha, bez liku jest natomiast tych, podczas których płacze i się nad sobą użala.

Nie wiem, czy autorka była świadoma tego, jaką bohaterkę tworzy, mam nawet czasem wrażenie, że zrobiła to specjalnie. Tutaj bowiem nie liczy się sam charakter Ruth i jej natura, ale ludzie, którzy ją otaczają. Społeczeństwo, które do bólu jest prawe i nie chce mieć do czynienia z czymkolwiek lub kimkolwiek, kto jest zły i postępuje niezgodnie z obowiązującymi konwenansami. Gdy więc prawda o dziewczynie wychodzi na jaw, zostaje natychmiast odsunięta od wszystkiego. Nie odwracają się od niej tylko pan i panna Benson – i zdobyli dzięki temu mój ogromny szacunek. Jest to para bohaterów, która jak najbardziej zasługuje na uwagę – sprzeciwiają się bowiem ogółowi nawet kosztem utraty szacunku i sympatii ludzi. Czy Ruth będzie w stanie odbudować na nowo swoją opinię?

Nie zawiodłam się na typowym, lubianym przeze mnie od dawna, klimacie tego typu powieści. Książki, których akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii zawsze są przeze mnie mile widziane i prawie nigdy nie są w stanie mnie rozczarować. Nie inaczej było z „Ruth”. Nawet, jeśli książka nie ma aż tak wartkiej akcji – a taka właśnie jest powyższa. Mimo wszystko czyta się ją z wielką przyjemnością.

„Ruth” to doskonały obraz dziewiętnastowiecznego, angielskiego społeczeństwa, którym rządzą nakazy i nie ma miejsca na odbieganie od utartego schematu. Jest to powieść o typowym angielskim klimacie. Jeśli więc lubicie takie powieści – nie ma się nad czym zastanawiać. Na mnie ta książka zrobiła wrażenie, czytało mi się ją miło i nie żałuję czasu spędzonego nad nią. Polecam.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mg:

10 komentarzy:

  1. Niezależnie od tego, czy recenzje są pozytywne czy negatywne wszyscy zwracają uwagę na to, że Ruth jest denerwująca i irytująca i właśnie dlatego nie będę czytać tej książki, mimo,że kocham siostry Bronte, ten styl i angielskie klimaty, to nie znoszę takich bohaterek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że książka spodobała Ci się, bo czeka na mojej półce, więc zaczynam nastawiać się pozytywnie i pewnie niebawem sięgnę po nią. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lektura jeszcze przede mną, więc przeczytałam tylko twój ostatni akapit. Wrażenia porównam po napisaniu własnej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również lubię podobne klimaty w literaturze także nie mogę się doczekać spotkania z Ruth

    OdpowiedzUsuń
  5. Wlasciwie od momentu, gdy dowiedzialam sie o istnieniu tej ksiazki, bardzo chcialam ja poznac. A teraz jeszcze Ty pieknie o niej piszesz... Zazdroszcze ze dane Ci bylo ja przeczytac :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno skończyłam czytać profesora więc na razie mała przerwa od klasyki, ale może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam słabość do powieści wiktoriańskich. Z każdą kolejną opinią ma coraz większą ochotę przeczytać te książkę. W takich chwilach strasznie żałuję, że nie mam portfela bez dna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, portfel bez dna przydałby się i mnie :)

      Usuń
  8. Uwielbiam klimat wiktoriańskich powieści, a już do książek sióstr Bronte mam ogromną słabość. Chyba dam szansę tej książce, mimo iż bohaterka jest tak irytująca. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzę o tej książce - mam w planach zebrać wszystkie dzieła Elizabeth :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli