Prawo krwi

Autor: Tess Gerritsen
Wydawnictwo Mira/Harlequin, 2013
Liczba stron: 300
Z amerykańską autorką Tess Gerritsen jeszcze nie miałam do czynienia. Chociaż jest bardzo popularna, ma mnóstwo fanów, to jednak jej książkom do tej pory nie było do mnie po drodze. Bardzo chciałam jednak poznać twórczość tej pisarki, czytałam masę dobrych opinii na temat jej powieści, a są to powieści z gatunku, który bardzo lubię. Doszłam więc do wniosku, że siłą rzeczy kiedyś sięgnę po którąś z powieści Tess i tak też się w końcu stało.

Bohaterką powieści jest Willy, córka zaginionego podczas wojny w Wietnamie pilota. Jej ojciec, Bill Maitland był bardzo odważnym żołnierzem, nieustraszonym, niebojącym się niczego, dlatego też szybko zdobył sławę jako bohater, Dziki Bill. Jego zaginięcie i śmierć jednak nigdy nie zostały wyjaśnione, samolot rozbił się podczas kolejnej ważnej akcji, jednak jego zwłok nie udało się znaleźć. Willy zresztą nigdy nie wierzyła, że ojciec zginął w tym wypadku. Dwadzieścia lat później Willy na prośbę swojej umierającej matki wyrusza do Azji, aby poprowadzić własne śledztwo i być może w końcu ostatecznie uwierzyć w śmierć ojca. Nie będzie to jednak takie proste, bowiem nawet po tylu latach nad tajemniczą misją, w której uczestniczył Bill, czuwają pewne osoby, które za wszelką cenę nie chcą, aby prawda na ten temat wyszła na jaw. Willy grozi więc śmiertelne niebezpieczeństwo, jednak zdecydowana jest na to, aby poznać prawdę.

W Azji Willy poznaje Guy’a, który początkowo chce ją wykorzystać do własnych celów, sam bowiem chce odnaleźć Billa, uznanego jako zdrajcę, o ile ten istnieje i mieć z tego korzyść finansową. Szybko jednak zmienia zdanie i zaczyna pomagać Willy. I trzeba przyznać, że oboje z tych bohaterów to postaci wzbudzające sympatię. Fakt, może i Willy jest trochę niezdecydowana co do osoby samego Guy’a, jest jednak kobietą, która nie boi się niebezpieczeństwa i chce za wszelką cenę poznać prawdę o ojcu. Guy również jest facetem, którego się lubi, mimo swoich nie do końca na początku czystych zamiarów. Kreacja tych dwóch postaci w książce jednak bardzo mi się podobała, o innych nie jestem w stanie wiele powiedzieć, bo jest ich po prostu za mało, pojawiają się za rzadko.

Można się domyślić, że w tak skonstruowanej fabule będzie również miejsce na wątek romantyczny – i tu nas autorka nie zawodzi. Można to zresztą przewidzieć od pierwszych stron. Jeśli chodzi o sam romans, jaki rodzi się między bohaterami, jest w porządku, jednak dla mnie dzieje się to wszystko za szybko i jest trochę zbyt cukierkowe. Jednak nie jest źle, książkę dzięki temu czyta się z ciekawością. Ja bym się przyczepiła jedynie ogólnie do wydarzeń, które się w niej rozgrywają, i całej akcji – jest co prawda pełna zwrotów i wartka, jednak zdecydowanie za szybko to wszystko się toczy, nie jest zbyt dokładnie rozwinięte. Na pewno jest to spowodowane tym, że książka jest dość krótka, a w wydaniu użyto dość dużej czcionki – powieść się więc wręcz czyta migiem, nawet nie wiadomo kiedy, a już jest koniec. I to jest chyba moje główne zastrzeżenie – za krótka. Wolałabym bardziej rozwinięte wątki, mogłaby być nawet dwa razy grubsza objętościowo – mnie by to nie przeszkadzało. Fabuła bowiem jest interesująca i tak czy inaczej czytałoby mi się tę książkę z przyjemnością.

Jednak i tak pierwsze moje spotkanie z Tess Gerritsen uważam za bardzo udane. Z „Prawem krwi” spędziłam bardzo mile czas, co prawda krótko, ale liczy się przecież jakość. I dzięki tej powieści mam jeszcze większą ochotę na książki autorki – mam nadzieję, że teraz historie, które tworzy, nie będą mnie omijać z daleka. Ciekawa jestem bardzo innych jej powieści, bo zdaję sobie sprawę z tego, że „Prawo krwi” (wydane zresztą już wcześniej pod innym tytułem: „Nigdy nie mów żegnaj”) to nie jest jeden z jej najlepszych tytułów. Jest to jednak znakomita pozycja dla miłośników książek sensacyjnych czy kryminałów z wątkiem romantycznym oraz dla tych, którzy miło chcą spędzić czas przy lekturze i się odprężyć.

Za powieść bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mira/Harlequin:

12 komentarzy:

  1. Mira wydaje powieści Tess właśnie tam , gdzie bohaterowie szybko stają się kochankami (ale taka ich specyfika). Ja Ci polecam te wydawane przez Albatros. Tam jest wolniejsza akcja, inna czcionka i bohaterowie działający, używający broni, dokonujący sekcji itp. Podsumowując , takie , w których sprawa przysłania wszystko inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by było coś dokładnie dla mnie :)

      Usuń
  2. Mam w planach książki tej autorki. Ciekawe jakie ja będę miała odczucia

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej autorki czytałam jedynie "Osaczoną" i bardzo mi się podobała, więc tej książce nie mówię nie :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Tess Gerritsen bardzo lubię i jak do tej pory nie zawiodłam się na jej twórczości. To prawda, że czasem miewa ona swoje słabsze literackie momenty, ale mimo wszytko ,,Prawo krwi'' wspominam pozytywnie.
    ps. dziękuję za miłe słowa pod moim adresem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już jedną z książek tej autorki. Z tego co przeczytałam widzę, że ma ona schemat na każdą kolejną powieść, gdyż w "labiryncie kłamstw" też wszystko toczy się za szybko, a wątek miłosny jest trochę przesłodzony. Mimo wszystko, lubię tę autorkę:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to nie przeszkadza, też jestem na dobrej drodze do polubienia jej :)

      Usuń
  6. Lubie książki Tess więc po to na pewno też sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że warto przeczytać :D Dobrze wiedzieć, rozejrzę się za nią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też powoli dojrzewa we mnie postanowienie, by sięgnąć po coś tej autorki :) Trochę obawiam się rozczarowania, ale kto wie, może akurat do mnie trafi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na swojej półce mam "Śladem zbrodni" tej autorki, więc najpierw wezmę się za nią, a pewnie później nadejdzie czas na kolejne powieści Gerritsen. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżeli ta powieść Ci się spodobała, to gorąco polecam te z serii "Isles i Rizzoli". Naprawdę świetne :D

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli