Złodziej z szafotu

Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo Bellona, 2012
Liczba stron: 454
Bardzo lubię powieści historyczne. Dodatkowo, gdy akcja takich książek rozgrywa się w XVIII lub XIX wieku, tym lepiej. A już w ogóle w siódmym niebie jestem, gdy jest to Anglia, Szkocja albo Francja i gdy jest to na dodatek kryminał. Nic innego do szczęścia mi nie potrzeba. „Złodzieja z szafotu” zgarnęłam więc z półki bibliotecznej bez zastanowienia i szybko, aby nikt inny nie zrobił tego przede mną. Byłam pewna, że książka mi się spodoba, bo przecież takie właśnie książki kocham. Do tego Bernard Cornwell, to ktoś, kogo miałam w planach od dawna, autor tak ukochanych przeze mnie powieści historycznych.

Londyn XIX wieku. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie hrabina Avebury, a winą za to morderstwo praktycznie od razu obarcza się Charlesa Cordeya, malarza, który w dniu śmierci hrabiny malował jej portret. Wiadomo, czym grozi zabicie w tamtych czasach człowieka – szafotem. Cordey, mimo że już skazany czeka na egzekucję, wciąż utrzymuje, że jest niewinny. Są jednak osoby, które nie bardzo wierzą w winę malarza, Rider Sandman dostaje więc od ministra spraw wewnętrznych zadanie wyjaśnienia tej sprawy i wymuszenie na winnym przyznania się do morderstwa. Cordey jednak utrzymuje, że nie zgwałcił i nie zabił hrabiny – i jest ku temu wiarygodny powód. Poza tym jest również świadek morderstwa – służąca Meg, która zna prawdziwego sprawcę. Problem jednak w tym, że Meg zniknęła tego samego dnia bez śladu, a czas goni Ridera – do egzekucji bowiem pozostał tylko tydzień. Wydawałoby się, że sprawa jest prosta: skłonić malarza, aby się przyznał, jest już przecież osądzony… jednak to tylko pozory. Rider będzie musiał pokonać sporo przeszkód, aby odkryć prawdę.

Fabuła tej książki dość mocno mnie zaintrygowała, spodziewałam się po tej książce dobrego, wciągającego kryminału. Muszę jednak przyznać, że jedynie się rozczarowałam. Może za wiele się po tej powieści, jak i po samym autorze spodziewałam? Nie mam pojęcia, „Złodziej z szafotu” jednak kompletnie do mnie nie przemówił. Przez początek przebrnęłam, bo myślałam, że może coś się rozkręci, w końcu to dopiero początek… początek jednak minął, a akcja ani to zaczęła przyspieszać, ani zwalniać, cały czas była na tym samym poziomie, niestety dość niskim. Mnóstwo nudnych opisów, długie rozdziały, które jeszcze dodatkowo się dłużyły, bohaterowie jacyś tacy niezbyt interesujący... Moją sympatię zdobyła jedynie Sally, mieszkanka tej samej co Rider Sandman gospody. I to by było na tyle. Doprawdy, autor, który przecież ma mnóstwo fanów, a ta książka taka ot, zwykła powieść… Niczym szczególnym mnie nie urzekła. Do tego stopnia, że ostatni rozdział przewertowałam, byle szybciej, co mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło.

Ja nie mówię, że to jest zła książka, nie. Powieść jako kryminał jest dobra, ale o wiele lepsza jednak jako powieść historyczna. Wątek kryminalny niestety jest dość przewidywalny, a autor niczym nie potrafił czytelnika w tej kwestii zainteresować. Dużo lepiej, gdy spojrzy się na nią jako na obraz XIX-wiecznego życia w Londynie,  na wymiar sprawiedliwości i istotę egzekucji, które były wtedy popularne, do tego stopnia, że ludzie rezygnowali z przyjemności i pracy, a przy szafocie zbierało się całe miasto, by obejrzeć widowisko i zasmakować w tylko wtedy podawanych cynaderkach na ostro. Muszę przyznać, że znacznie bardziej, niż sama treść, zainteresowała mnie nota historyczna od autora na końcu książki, raptem kilka stron, ale o ile ciekawszych!

Bardzo chciałam dać tej książce lepszą ocenę, ale doszłam do wniosku, że muszę być w zgodzie głównie sama ze sobą, wyszło więc jak wyszło. „Złodziej z szafotu” jest chyba głównie powieścią dla zagorzałych fanów autora… Cóż, ja z niego nie zrezygnuję i na pewno sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś powieść Cornwella, ta jednak była dla mnie rozczarowaniem, i to dość sporym. Mam nadzieję, że następna z nim przygoda nie będzie tak kiepska, jak ta. Co do samej książki – wybór pozostawiam Wam.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

13 komentarzy:

  1. To taki wg. mnie mniej cornwellowaty Cornwell:) Odrobinę rozczarował mnie Złodziej...liczyłam na coś więcej biorąc pod uwagę kto jest autorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, przy okazji innych jego powieści :)

      Usuń
  2. powieści historyczne to raczej nie moja bajka :( odpuszcze

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie akurat ta książka czeka na przeczytanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Cornwella i chętnie bym przeczytała również Złodzieja z szafotu, ale recenzje są raczej negatywne, więc pewnie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ta powiesc nie rozczarowala, moze nie jest to jego najlepsza ksiazka, ale wciaz bardzo dobra. Jednak ja nie nastawialam sie na intrygujaca zagadke kryminalna chociaz w mojej opinii zostala dobrze poprowadzona, raczej na doskonale odmalowane tlo obyczajowe wiktorianskiej Anglii. i to dokladnie otrzymalam. Jak zwykle doskonale przygotowal sie merytorycznie i szczegolowo, zgodnie z prawda historyczna, opierajac sie namaterialach zrodlowych opisal np przebieg egzekucji.

    No tak, ale ja nie potrafie obiektywnie ocenic Cornwella, bo go uwielbiam, a jako pisarz ksiazek historycznych, moim zdaniem, jest jednym z najlepszych.
    Rozumiem jednak, ze ktos, tak jak Ty, moze nie gustowac w tego typu literaturze.
    Ja z kolei serdecznie polecam powiesci Cornwella, szczegolnie te historyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu muszę przyznać Ci rację, że jeśli chodzi o tło historyczne, Cornwell oddał to doskonale i świetnie się do tego przygotował :)
      Ja powieści historyczne uwielbiam, Cornwella w dalszym ciągu mam w planach, "Złodziej z szafotu" mnie nie zniechęcił, właśnie dlatego, że lubię historię, jeszcze do niego wrócę... Może po prostu ta książka to nie był dobry wybór, jak na pierwszy mój raz z tym autorem :)

      Usuń
    2. Zdecydowanie nie byl:)
      Jesli lubisz ksiazki historyczne, to go nie odpuszczaj po jednym razie, naprawde ma dobre pioro, a realia historyczne potrafi odmalowac jak malo kto.

      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  6. Czyli że rozczarowuje? Cornwell? No nie mogę, muszę się sama o tym przekonać, jak ten niewierny Tomasz:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba z czystej ciekawości sięgnę po tę książkę. Już od dawna mam ochotę zapoznać się z twórczością pana Cornwella :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam więc sama się przekonam.)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli