Adam i Ewy

Autor: Monika Orłowska
Wydawnictwo Replika, 2012
Liczba stron: 235
Czasem, w biegu codziennych spraw do załatwienia, przyzwyczajone do tego życia, które wiedziemy i nie wyobrażając sobie tego, że cokolwiek mogłoby się zmienić, nie zastanawiamy się w ogóle, czy naprawdę jesteśmy szczęśliwi… Czasem o tym szczęściu po prostu się zapomina… Dla każdego człowieka słowo „szczęście” oznacza coś innego, dla jednych to wymarzona praca i kariera, dla innych kochający osoba i szczęśliwy dom… Ale czy mając zapewnione to wszystko, zapewnione mamy również szczęśliwe życie, z którego bylibyśmy zadowoleni?

Ewa jest wykształconą kobietą, mądrą i inteligentną. Ma skończone studia i ciekawą pracę, którą lubi. Jednak pewnego dnia w życiu Ewy pojawia się Adam, mężczyzna, który zostanie jej mężem. Adam ma dobrze płatną pracę, stabilną i może zapewnić rodzinie wszystko, czego jej potrzeba. A rodzinę ma już sporą. Wraz z Adamem w jej życiu pojawia się pasierbica, też Ewa, nastoletnia dziewczyna, oraz teściowa, po dwóch udarach, kobieta wymagająca stałej opieki. Gdy w życiu Ewy i Adama pojawia się córka, Karolina, Ewa ma pod opieką już trzy osoby. Dla nich właśnie główna bohaterka postanawia zrezygnować z realizacji zawodowej, aby w pełni oddać się prowadzeniu domu i opiece nad teściową oraz córkami… A raczej córką oraz pasierbicą, która za macochą nie przepada, a mąż ma wieczne pretensje o opiekę nad matką.

Zdecydowalibyście się na takie życie, gdybyście mieli wybór? Zrezygnowalibyście z kariery zawodowej i świetnie zapowiadającej się przyszłości, aby zostać gospodynią domową? Zanim zaczęłam czytać tę książkę, to było pierwsze pytanie, które sobie postawiłam, a odpowiedź bezsprzecznie i kategorycznie brzmiała: nie. I teraz po lekturze moje zdanie się absolutnie nie zmieniło, ba, jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu. Na początku uznałam główną bohaterkę za wręcz głupią, że zdecydowała się na takie życie – ale miłość przecież jest ślepa, tak? Niby tak, ale bez przesady.

Ewa jednak nie jest absolutnie głupią bohaterką. Muszę przyznać, że zdobywała mój wielki szacunek wraz z kolejnymi kartami książki. Kobieta niezależna, samodzielna trzydziestoparolatka ze świetną pracą z dnia na dzień praktycznie zostaje gosposią domową. Wszystko w imię miłości. Mimo tego, że pasierbica jej nie znosi, mimo tego, że musi opiekować się niekontaktującą ze światem zewnętrznym matką Adama. Ewa jednak jest silną psychicznie kobietą – wybrała sobie życie niełatwe, opieka nad starszym sparaliżowanym człowiekiem to okropnie ciężka praca, uwierzcie, wiem co mówię, bo sama tego doświadczyłam na własnej skórze. Ewa w dodatku nie może liczyć na pomoc nikogo, a już najmniej na własnego męża, którego częściej w domu nie ma niż jest, a w życiu rodzinnym uczestniczy z doskoku. I ja tym samym zaczęłam ją podziwiać za to, że to wszystko jest w stanie zrobić sama i niby świetnie sobie z tym radzi… ale czy na pewno? Czy właśnie o takim życiu przy boku Adama marzyła?

Adam to jest taki typ mężczyzny, którego najbardziej nie znoszę. Facet, który myśli, że skoro zarabia pieniądze, to już nic więcej robić nie musi, a od bliskich wymaga nie wiadomo czego. Jedyne, co go jeszcze interesuje, to matka, a jak coś jest nie po jego myśli, ma jeszcze pretensje… wrrrr! I pewnie wiele kobiet się ze mną zgodzi, a z drugiej strony wiele z nas ma przy boku takiego właśnie mężczyznę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Na szczęście samego Adama w tej książce jest mało, a jeśli się pojawia, to raczej nie bezpośrednio. Małżeństwo Ewy  bowiem to takie małżeństwo, gdzie mąż pracuje za granicą i częściej go nie ma niż jest, a żona zajmuje się domem i dziećmi – czyli typowy przykład małżeństwa emigracyjnego. Monika Orłowska doskonale uchwyciła więc ten temat i problemy z nim związane. Problemy, które ciążą Ewie okropnie, ale sama przed sobą do końca nie jest w stanie się do nich przyznać. Chyba stanie się to dopiero wtedy, gdy wyjdzie na jaw Adama tajemnica, skrywana przed rodziną…

Narratorką tej powieści oczywiście jest Ewa – żona, macocha i matka oraz synowa. I muszę przyznać, że było to świetne posunięcie – nie wyobrażam sobie tej książki w trzecioosobowej narracji, naprawdę. To główna bohaterka opowiada o sobie, o swoim życiu, małżeństwie i szczęściu. No ale właśnie: gdzie to szczęście? Czterdziestoletnia kobieta, która niejako dokonuje podsumowania swojego dotychczasowego życia – o tym jest ta książka. I o tym, że to upragnione przez nas szczęście czasem zanika gdzieś po drodze, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopóki nie jest za późno.

Powieść Moniki Orłowskiej czyta się szybko i lekko, ale na pewno nie jest to jakaś banalna, prosta opowieść – bo to życiowa i mądra, i chyba trochę smutna historia. Historia spokojna i opowiadana powoli, co jednak nie przeszkodziło mi w przeczytaniu jej praktycznie na jednym wdechu. Bo ta książka ma coś w sobie, jest prawdziwa i pewnie niejedna z nas znalazłaby odzwierciedlenie swojego życia w historii Ewy. Dla wszystkich, którzy chcą przeczytać coś lekkiego, ale dającego do myślenia.

5 komentarzy:

  1. Wiele już o nie słyszałam. Przeczytam, jeśli spotkam w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba coś dla mnie, chętnie się za nią rozglądnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam inną powieść Moniki Orłowskiej, która bardzo mnie urzekła, dlatego i w tym przypadku z ogromnym zainteresowaniem przeczytam ,,Adama i Ewę''. Wierzę, że przypadnie mi do gustu ta mądra i życiowa historia tak, jak tobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i powieść bardzo mi się podobała. Zapada w pamięć. Ma w sobie to coś.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli