Pan Lodowego Ogrodu [tom 4]

Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo Fabryka Słów, 2012
Liczba stron: 880

To już ostatnia część „Pana Lodowego Ogrodu”. Ostatnia część przygód Vuko Drakkainena, który podróżuje po planecie Midgaard, próbując znaleźć ekspedycję naukowców i sprowadzić ich z powrotem na Ziemię… Doprowadzić do porządku tamtejsze sprawy i oczyścić świat ze zła oraz zostawić go takim, jakim był kiedyś, zanim wylądowali tam ludzie i przewrócili wszystko do góry nogami.

Od pewnego czasu co jakiś czas męczyłam Was recenzjami „Pana Lodowego Ogrodu”, zachwycałam się nad tą książką i wyobraźnią Grzędowicza – autora, który stworzył naprawdę fascynującą, fantastyczną, genialną książkę. Nie wiem, czy owe recenzje do Was przemówiły i czy przekonałam do tej powieści choć jedną osobę – jeśli tak – bardzo się cieszę. Tych, których nie przekonałam – trudno. Chociaż o książkach Jarosława Grzędowicza mogłabym pisać i pisać, niektórych zachęcę, niektórych nie i tego nie da się zmienić. Wiecie jednak doskonale, jak bardzo przesiąkłam tą książką, jak się nią zachwycałam, jak bardzo czułam świat Midgaarda całą sobą, sama razem z Vuko, Ludźmi Ognia oraz Filarem podróżowałam po tej planecie gdzieś na końcu wszechświata, walczyłam razem z nimi w wojnie rozpętanej przez Czyniących – jak głęboko ta powieść zagnieździła się w mojej wyobraźni. Powiem Wam jedno – długo, bardzo długo w mojej głowie będzie sobie mieszkał Midgaard wraz z jej mieszkańcami. Żadna książka bowiem jeszcze nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, o żadnej nie myślałam dzień i noc tak jak o tej… i żadna jeszcze nie skończyła się tak szybko, a ja tak okropnie nie żałowałam, że nie ma już kolejnej części… Że to już koniec. Ale czy na pewno?...

Pomyślicie sobie teraz pewnie: tyle stron, każda część ok. 600, ostatnia prawie 900 – i jeszcze jej mało? Tak, mało – i zrozumie to tylko ten, kto czytał „Pana Lodowego Ogrodu” i kto pokochał tę książkę tak samo jak ja. Nie zrozumiecie tego, dopóki sami nie sięgniecie po tę opowieść. Mimo tego, że każda część to dość pokaźne tomisko, a ostatni bije wręcz poprzednie na głowę, to PLO po prostu się pochłania i nie ma ochoty się kończyć. Czyta się ją błyskawicznie, zatraca się w tym świecie na amen i trudno przerwać choć na chwilę. Ja sama byłam zła za każdym razem, gdy ktoś mi ją przerywał i jestem w stanie zrozumieć w stu procentach przytoczone na okładce słowa Tomasza Kołodziejczaka, który czytając powieść Grzędowicza, czuł się tak samo jak ja.

Co sprawia, że „Pan Lodowego Ogrodu” wzbudza w czytelniku takie emocje? Realizm. Tak do granic realistyczny świat, jak nasz własny, mimo że to planeta oddalona od naszej całe lata świetlne, gdzie czas zatrzymał się na średniowieczu i jakby w ogóle nie potrzebował rozwijać się dalej – ten świat jest tak realny dla czytelnika jak mało który. A to przecież fikcja literacka! Uwierzcie – nie każdy autor potrafi stworzyć coś takiego i tym bardziej Grzędowicz jest dla mnie mistrzem w swoim fachu,  bo stworzył to wszystko ot tak, jak coś naturalnego, co znamy wszyscy. Dla mnie arcydzieło.

Tak jak obiecałam sobie już na początku, tak postanowienie utrzymuję i nie zdradzę Wam nic z fabuły ostatniego tomu. Nie powiem Wam, czy losy Nocnego Wędrowca Drakkainena oraz Filara syna Oszczepnika się połączyły i w którym tomie, nie dowiecie się ode mnie, czy Vuko odnalazł wszystkich naukowców, nie powiem, czym jest Lodowy Ogród – jeśli chcecie znać cokolwiek z fabuły – ta recenzja nie jest dla Was. W sieci pełno jest opinii naładowanych spoilerami – jeśli chcecie je czytać, wasza sprawa. Moja recenzja jest dla tych, którzy mają „Pana Lodowego Ogrodu” jeszcze przed sobą, którzy chcą odkrywać świat stworzony przez autora, tak jak ja go odkrywałam przez te wszystkie cztery tomy, wraz z jego wszystkimi tajemnicami, magią i sekretami. Teraz, mając już za sobą czwarty tom zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po przygody Vuko, tym, którzy mają w planach tę książkę – zazdroszczę, bo wiem, jak sama przyjemnie spędzałam czas z Vuko, Grunaldim, Filarem, Brusem oraz innymi bohaterami. Mogę Was zapewnić, że czas ten na pewno nie będzie stracony. Sama teraz, wiedząc o tym, jak bardzo będzie podobać mi się ta książka, nie czytałabym jej tak szybko, jak tylko się da, ale dawkowała ją sobie w małych odcinkach, aby nie skończyć za szybko.

I jeszcze jedno: pamiętacie, jak pisałam o pierwszym tomie, że jego zakończenie powaliło mnie na łopatki? To tylko namiastka tego, czego możemy spodziewać się po zakończeniu całej serii, po ostatnim tomie. „Pan Lodowego Ogrodu” zaskoczył mnie zakończeniem jak mało która książka, zakończeniem, którego na pewno żaden czytelnik nie będzie się spodziewał. Zakończeniem, które niby nie powinno pozostawiać pytań bez odpowiedzi, ale… No właśnie. ALE. Grzędowicz pozostawia nas jednak z tą małą niewiadomą. Zakończenie tej książki to był dla mnie niemały szok, jeszcze większy, niż po pierwszym tomie. I wiecie co? Warto tę książkę przeczytać choćby dla samego zakończenia. Chociaż ten świat, gdy ktoś już w niego wejdzie, swoją magią nie wypuści go tak łatwo, choćby dlatego, że sam czytelnik nie będzie chciał się już z niego uwalniać, ale pozostać tam, bo po co wracać?... Skoro można zatopić się w lekturze i czytać, czytać, czytać…

Pan Lodowego Ogrodu:

10 komentarzy:

  1. Jeszcze nie zaczęłam tego cyklu, ale zamierzam! Tyle dobrego się naczytałam, więc grzechem by było całkowite olanie tych książeczek.
    Naprawdę, nie mogę się już doczekać aż się wezmę za tę serię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię i zazdroszczę, że masz ją jeszcze przed sobą, że możesz odkrywać tom po tomie tak jak ja odkrywałam PLO :)

      Usuń
  2. Czytałam już wiele opinii zarówno na temat całej serii, jak i jej ostatniej części i większość jest dobra i bardzo dobra, więc chyba i ja zmierzę się z tą serią. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca przekonywał mnie gatunek powieści, ale widzę że niepotrzebnie się uprzedzałam. Może powinnam wpierw spróbować skoro jest tak dobra jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak już wspominałam przy okazji recenzji pierwszego tomu, jeszcze nie wpadła mi pierwsza część w ręce. Zatem wszystko przede mną. Może kiedyś ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, nominuję Cię do zabawy Liebster Blog, szczegóły tu: http://wpapierowymswiecie.blogspot.com/2013/01/liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, ciekawa recenzja, jednak to raczej nie mój gatunek, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Ehh... muszę dorwać pierwszy tom w bibliotece, a to niestety nie będzie takie proste. Książka jest ciągle w obiegu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już jestem na "wykończeniu" tomu ostatniego i mam podobne zdanie, jak ty ;)
    Aczkolwiek mam pewne zastrzeżenia, choć głównie techniczne - jak ogromny błąd wydawcy, jaki palnęli mniej więcej w 1/3 książki... Nic innego, tylko złapać się za głowę.

    Osobiście - nie zrecenzowałem jeszcze ani jednego tomu PLO, ale zamierzam w niedługim czasie nakręcić kolejną już video-recenzję o całym cyklu ;)

    Oczywiście zapraszam serdecznie (taka mała reklama :P)

    No i cóż - dodaję, rzecz jasna, bloga do obserwowanych i życzę wielu ciekawych książek! :)
    Będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz, wiem, wiem... nie wiedziałam, jak to mogło się stać :) Ta wpadka... potem nawet o tym zapomniałam :P
      Czekam w takim razie na videorecenzję :)

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli