Pan Lodowego Ogrodu [tom 3]

Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo Fabryka Słów, 2012
Liczba stron: 507
“Pan z wami! Jako i Ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia”.

Mam nadzieję, że nie macie już dość „Pana Lodowego Ogrodu” na moim blogu? Bo właśnie zamierzam was pomęczyć recenzją trzeciego tomu. Tomu, który, podobnie jak pierwszy, zdobył mnóstwo nagród literackich, przede wszystkim tych z dziedziny fantastyki. I szczerze mówiąc wcale mnie to nie dziwi, ponieważ Grzędowicz jak najbardziej na te nagrody zasłużył. Nie wierzycie? Przeczytajcie.

Tak jak przy pisaniu recenzji drugiej części, tak i tutaj muszę wspomnieć, że trudno jest pisać o książce, a raczej o fabule, nie zdradzając nic z poprzedniej części. Sam wydawca tego nie robi, przytaczając na okładce jedynie podstawowe informacje, ogólny zarys wydarzeń. Ale co się naprawdę stało, czytelnik sam musi odkryć. I jeśli tylko sięgnie po pierwszy tom, jest ogromna szansa, że nie będzie chciał kończyć, aż nie dojdzie do ostatniego zdania części czwartej, ostatniej.

Midgaard to świat, gdzie kultura i rozwój zatrzymały się, jakbyśmy żyli wciąż w epoce średniowiecza. To planeta, gdzie Ziemianie postrzegani są jako istoty o rybich oczach, świat, gdzie rozpętała się wojna bogów, giną kolejni ludzie, a zimna, tajemnicza mgła przeraża wszystkich. Vuko Drakkainen wyrusza samotnie w swoją misję na Midgaard, gdzie musi odnaleźć ekspedycję naukowców, dowiedzieć się, co się z nimi stało, zabić albo sprowadzić z powrotem na Ziemię – jednym słowem oczyścić tamtejszy świat ze zła, które przywieźli ze sobą ludzie, jednocześnie nie ingerując w jego kulturę. Ale jak się okazuje, tamci niekoniecznie chcą wracać…

To, że jestem zafascynowana książkami Grzędowicza widać było już chyba przy pierwszym tomie. Przy drugim tylko się w tym utwierdziłam, kończąc trzeci byłam tak przygnębiona, że nie mam na półce tomu czwartego i że będę musiała poczekać na jego przeczytanie, jak nigdy. „Pan Lodowego Ogrodu” naprawdę wciąga, i to wciąga jak mało która książka. Uzależnia jak narkotyk. Do tego stopnia, że chcemy więcej, coraz więcej, i ciągle nam mało. Pewnie niektórzy z was pomyślą, że przesadzam, ale ta książka naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie, myślałam o niej non stop dzień i noc, byłam wściekła, że się tak szybko kończy, że tak szybko się ją czyta, przekłada stronę za stroną… Pociesza mnie jedynie fakt, że czwarty, ostatni tom to aż 880 stron – już się nie mogę doczekać, bo będzie co czytać… Jednocześnie to już ostatni tom, szkoda, wielka szkoda.

„Pan Lodowego Ogrodu” to jednak nie tylko historia Vuko. To również historia Filara, którą śledzimy z nie mniejszym zainteresowaniem. Obie te opowieści toczą się równolegle. Filar opowiada o swoim losie w taki sposób, że w ogóle nie ma się ochoty kończyć. Przygody Vuko natomiast to jeszcze lepsza historia. Podoba mi się w PLO to, że Grzędowicz postanowił rozdzielić narrację – jest tu ta pierwszoosobowa Drakkainena, z jego własnymi odczuciami, myślami, ale i trzecioosobowa, jakby narrator stał z boku i opowiadał, co widzi. Czyni to tę powieść dzięki temu jeszcze atrakcyjniejszą. Pewnie się zastanawiacie, czy w trzecim tomie w końcu losy Nocnego Wędrowca, czyli Drakkainena oraz Filara się połączą… Tego wam nie zdradzę, bowiem Ci, którzy się zdecydują na książkę, mogą mieć później za złe, że zdradziłam za dużo. Sami przeczytajcie.

I jeszcze taka mała uwaga odnośnie opinii i właśnie spoilerów. W sieci jest ich pełno. Nie czytajcie opinii innych osób, bo popsuje Wam to lekturę – uwierzcie. Pełno jest recenzji, które zdradzają, jak się kończy pierwszy tom, które wyłuskują wszystko jak na tacy – i właściwie po co wtedy jeszcze czytać książkę? Mało tego – te opinie w ogóle nie zaznaczają, że zawierają spoilery – a moim zdaniem to już jest przestępstwo. Jak ktoś chce, niech czyta opinie, ale powinno być wyraźnie zaznaczone, że czytamy na własną odpowiedzialność. Jak widzę nieoznaczoną recenzję z np. opisem zakończenia, to czasem aż mnie krew zalewa!

Pozostaje mi więc do przeczytania już tylko czwarty tom – ile będę musiała na to czekać, nie mam pojęcia. Nie mając pracy nie mam teraz pieniążków na żadne książki, a czekając na to, aż czwartą część zakupi biblioteka mogę jedynie marzyć, aby zrobiła to możliwie szybko. Albo modlić się o to, żeby w końcu znaleźć pracę i kupić całą serię. To ostatnie marzy mi się najbardziej.

Pan Lodowego Ogrodu:

12 komentarzy:

  1. Cała seria jest świetna, ale przed lekturą czwartego tomu będę sobie musiała powtórzyć poprzednie, koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nawet pierwszego tomu nie mam:(. No nic, może kiedyś wpadnie mi w łapki;)

    OdpowiedzUsuń
  3. pierwszego tomu nie czytałam i raczej nie mam zamiaru.

    ps. nominuję Cię do zabawy Versatile Blogger :)
    szczegóły tu: http://wpapierowymswiecie.blogspot.com/2013/01/stosik-2-versatile-blogger.html

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nie czytajcie opinii innych osób" - nieźle pojechałaś ;]
    A co do czwartego tomu - Ciebie powinien zadowolić w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o to, że pełno w nich spoilerów, na LubimyCzytać przeważnie - poważnie.
      Jestem pewna, że 4 tom mnie zadowoli, nawet w 120% :)

      Usuń
  5. Wow. Seria musi być niesamowita. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O serii nie słyszałam, ale nadrobię zaległość, prędzej czy później ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też uwielbiam ten cykl, chociaż najbardziej zapadł mi w pamięć pierwszy tom, był taki inny, wyjątkowy, miał niesamowity klimat ;) 4 tom kupiłam w dniu premiery, ale jeszcze się za niego nie zabrałam, bo z jednej strony chciałabym najpierw przypomnieć sobie poprzednie, a z drugiej trochę szkoda mi na to czasu... A Tobie życzę szybkiego znalezienia pracy :) niedługo sama będę jej szukać jak skończę staż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam sentyment do pierwszego tomu :)

      Usuń
  8. No już chyba się po raz kolejny powtórzę, że muszę sięgnąć po tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba pora zaklepać sobie pierwszy tom w bibliotece :) Zwłaszcza, że kolejka cały czas rośnie :P

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli