Kompozytor burz

Autor: Andrés Pascual
Wydawnictwo Otwarte, 2011
Liczba stron: 386

Ocena: 6/10
Bardzo długo zbierałam się do tego, aby sięgnąć po tę książkę. Leżała na mojej półce ponad pół roku, zapomniana. Czasem przypominałam sobie o niej, jednak odkładałam jej przeczytanie na bliżej nieokreślony czas, bo przecież piętrzą się pozycje biblioteczne i egzemplarze recenzenckie. Ostatnio jednak postanowiłam nadrobić to, w końcu byłam to tej książce winna od dawna.

O czym opowiada „Kompozytor burz”?... O muzyce. A dokładniej o melodii, która istnieje od stworzenia świata, a nawet jeszcze wcześniej. Melodii, której poznanie gwarantuje władzę i bogactwo na całym świecie. Niewiele jednak osób zna tę melodię, a ci, którzy próbowali ją kiedykolwiek zapisać, nie do końca potrafili odtworzyć wszystkie jej oryginalne dźwięki. A tylko prawdziwa melodia potrafi zdziałać cuda.
Wiek XVII, Francja za panowania Ludwika XIV, znanego na całym świecie pod pseudonimem Króla Słońce. Również on zapragnął poznać tę melodię. Melodię, której korzenie i źródło sięgają praktycznie na sam koniec świata – na tajemniczą i dziką wyspę, na Madagaskar. Matthieu, siostrzeniec wielkiego francuskiego kompozytora, skrzypek z wielkim potencjałem, wyrusza więc na Madagaskar z rozkazu króla Ludwika, aby odnaleźć pierwotną melodię i zapisać jej partyturę. Nie będzie to jednak proste. Madagaskar to dzika, nieodkryta do końca wyspa, wrogo nastawiona do Francji oraz całej Europy. Ale i to nie wszystko, ponieważ nie tylko Matthieu oraz Król Słońce poszukują melodii – muzyk bowiem ścigany jest przez bezlitosnych morderców swojego brata, który przed śmiercią również próbował zapisać partyturę. Wyprawa jest więc pełna niebezpieczeństw i czających się dookoła wrogów.

Tak jak napisałam wcześniej, nie mogłam do końca się zebrać w sobie, aby zacząć tę książkę, a gdy w końcu ją zaczęłam, szło mi to bardzo opornie. Pierwsze 120 stron przeczytałam ze znikomym wręcz zainteresowaniem i zajęło mi to 3 dni. Nie wiem, co było tego powodem, może przedświąteczna grypa, na którą zapadłam, a może po prostu sięgnęłam po tę powieść w nieodpowiednim czasie. W święta zrobiłam sobie nawet przerwę od tej książki, sięgając po inną, by wrócić do niej tuż przed Sylwestrem. Przed końcem roku wzięłam ją znowu do ręki i stało się coś odwrotnego, niż wcześniej – wciągnęła mnie i nagle zainteresowała. I dobrnęłam bez problemu do końca.

Może i nie jest to powieść z tych, które zaintrygowały mnie swoją akcją, bo akcja tutaj nie pędzi – przynajmniej nie na początku. Potem jednak są liczne momenty, które naprawdę trzymają w napięciu i co się dzieje?... Od powieści Pascuala nie można się czasem oderwać. Pewnie gdybym sięgnęła po nią w innym momencie, nie zakatarzona i z opuchniętymi oczami, przeczytałabym tę książkę w 2 dni. Zwalam więc wszystko na chorobę – Wy nie zwracajcie na to uwagi. „Kompozytor burz” jest jak najbardziej wartościową książką, godną przeczytania, zatracenia się w XVII wieku w poszukiwaniu pradawnej melodii. Bo i sama jej fabuła już jest intrygująca. Spotkaliście się kiedyś z lekturą, której miejscem akcji i ważnym elementem byłby Madagaskar? Bo ja nie. A wyspa, jak i cała Afryka intryguje mnie od dawna.

W powieści Pascuala mamy Madagaskar w pełnej odsłonie. Ale ten dziki, nieodkryty, ze wszystkimi jego sekretami i tajemnicami. Z pięknymi krajobrazami, fantazyjną florą i fauną. Muszę przyznać, że autor naprawdę się postarał, opisując wyspę taką, jak mogła ona wyglądać kilka wieków temu. Poza tym nie mogę nie wspomnieć o okładce tej książki. Jest przepiękna i to głównie ze względu na nią kupiłam jakiś czas temu tę książkę. Ale nie tylko okładka i nie tylko tajemnicza afrykańska wyspa w tej lekturze zachwyca. Bo również morze i przeprawy morskie ze wszystkimi ich niebezpieczeństwami, afrykańscy niewolnicy, niemający nic do powiedzenia, traktowani w owych czasach jak zwierzęta… Nie zabraknie w niej również piratów. Okładka do tej książki jest więc dobrana idealnie, nie sądzicie? No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o samej XVII-wiecznej Francji za panowania Króla Słońce, operach, koncertach, Wersalu… i Newtonie, który w powieści Pascuala również jest bohaterem. A Isaaka Newtona zna przecież każdy.

Nie zwracajcie uwagi na to, że tak ciężko mi się czytało tę książkę na początku. Jest ciekawą, intrygującą, czasem egzotyczną historią. Opowieścią raczej przygodową, chociaż nie zabraknie w niej wątku miłosnego, nie zabraknie morderstwa i elementów rodem z kryminału… I przede wszystkim jest doskonałym obrazem Księżycowej Wyspy – nie wiem, jak Madagaskar wygląda naprawdę, bo nigdy tam nie byłam, teraz jednak mam wielką ochotę na bliższe poznanie wyspy, kto wie, może kiedyś, w moich niekończących się planach podróżniczych los rzuci mnie również tam?

13 komentarzy:

  1. Zawsze ciekawiły mnie takie książki. Jeśli ta pojawi się kiedyś w bibliotece to z pewnością po nią sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczęłam ją kiedyś czytać ale po paru stronach porzuciłam lekturę. Jakoś w ogóle mnie nie wciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobraź sobie, że pod pierwszym akapitem mogłabym się podpisać - czeka sobie ta książka i czeka, a że obok stoik jeszcze kilkanaście innych, dotąd na nią nie padło. Teraz żałuję, bo widzę, że jest nad wyraz intrygująca! A może to i lepiej, że te wrażenia ciągle przede mną? W każdym razie cieszę się, że ją mam! Także dzięki Twojej recenzji:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tytuł chyba intryguje mnie z tego wszystkiego najbardziej, bo ani okładka ani opis nie powalają. le tytuł ma coś w sobie... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią sięgnę po tę książkę.

    Zapraszam na konkurs!
    Do wygrania hit ostatnich tygodni: książka "Ostatnia spowiedź" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zamiar przeczytać tę książkę, z tym że muszę ją najpierw kupić. I schodzi mi z tym jak tobie z przeczytaniem jej, ale skoro warto to może w końcu mi się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta melodia...od razu miałam skojarzenie (chociaż nie do końca uzasadnione;) z "Atlasem chmur";) Sama powieść wydaje się ciekawa, intryguje mnie ten pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę o niej pomyśleć, gdyż zaintrygowałaś mnie.)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że wspominasz o tym, że na początku ciężko się czyta tą ksiązkę, bo znając siebie, to ja chyba z irytacją rzuciłabym ją w kąt, a tak to uzbroję się w cierpliwość i poczekam na dalsze, ciekawsze wątki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nigdy nie czytałam książki, której akcja toczy się na Madagaskarze. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję przeczytać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam ją jakiś czas temu, ale miło wspominam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. mnie już sam tytuł i okładka kuszą, także pewnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli