Pensjonat Sosnówka

Autor: Maria Ulatowska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011
Liczba stron: 360
Ocena: 7/10
Niedawno, za sprawą Włóczykijki, w moje ręce wpadła książka Marii Ulatowskiej “Sosnowe dziedzictwo” razem z jej drugą częścią. I chociaż pierwszy tom nie zrobił na mnie oszałamiającego wrażenia, spodobał mi się na tyle, aby przeczytać o dalszych losach dworku na Kujawach i jej pięknej właścicielki. Do drugiej części jednak podeszłam jeszcze ostrożniej, niż do pierwszej. Dlaczego – sama nie wiem, może nie spodziewałam się tego, że autorka mnie w ogóle jeszcze czymś zaskoczy. Jak było naprawdę?

“Pensjonat Sosnówka” to kontynuacja książki “Sosnowe dziedzictwo”. W pierwszej części poznaliśmy już większość bohaterów, czasem może za idealnych, jak na realia, ale budzących sympatię. Trudno jest jednak napisać coś o książce, nie zdradzając tego, co wydarzyło się w części pierwszej i nie zdradzać fabuły. Mogę jednak napisać, że Anna całkiem dobrze radzi sobie z prowadzeniem pensjonatu, ma coraz więcej gości, przybywa również domowników (Szyszka będzie miała przyjaciółkę)… Na przygody właścicielka Sosnówki nie będzie narzekać, wręcz przeciwnie. Na brak przyjaciół również, w Towianach bowiem mieszkają ludzie, którzy zawsze chętnie przybiegną z pomocą.

Cóż, jest to więc zwykła kontynuacja pierwszej części. I chociaż na początku książka ta mało mnie zainteresowała niż poprzedni tom, to jednak szybko znowu się wdrożyłam w styl autorki i szybko przeniosłam do świata Sosnówki. I teraz, będąc już po lekturze, muszę przyznać, że “Pensjonat Sosnówka” znacznie bardziej podobał mi się od pierwszej części. Dlaczego? Bo bohaterowie nie są już tacy idealni, w życiu Anny jest więcej zawirowań – dzięki temu powieść jest odrobinę bardziej realistyczna od “Sosnowego dziedzictwa”. Bardziej też mnie wciągnęła cała akcja, która tutaj jest trochę lepiej rozwinięta i wciągająca.

“Pensjonat Sosnówka” jest jednak nadal ciepłą książką o spełniających się marzeniach, o miłości i przyjaźni. Czasem takich opowieści nam po prostu potrzeba po to, aby inaczej spojrzeć na świat, poprawić sobie humor i uśmiechnąć się. Powieści Marii Ulatowskiej doskonale się do tego nadają. Są idealne na zimowe dni, bo rozgrzewają i relaksują.

Chociaż sama główna bohaterka może być chwilami dość irytująca, dużą sympatię zdobył u mnie jednak Dyzio. Jest to chyba najbarwniejsza postać w tej powieści – na początku parkingowy, na którego mało kto zwraca uwagę, okazuje się jednak, że ma ukryte talenty… I chyba jedyny facet, o jakim czytam, który płacze! Tak, chociaż w książce tej płaczą niemalże wszyscy, czy się cieszą, czy się smucą (częściej chyba jednak ze szczęścia), ale zawsze ryczą jak bóbr… Trochę to śmieszne i naciągane, ale Dyzio i tak mi się podobał.

Kto czytał pierwszą część, na pewno sięgnie również po drugą. Bo mimo wszystko to ciepła opowieść, która powinna spodobać się każdemu, szczególnie o tej porze roku. Polecam!

Zobacz również:

Książkę miałam okazję przeczytać dzięki akcji Włóczykijka

16 komentarzy:

  1. Czytałam I cz.,drugiej nie mogę opuścic ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja mam pierwszą część, dostałam z wymianki o Bożeny, ale jeszcze nie czytałam, panią Ulatowską uwielbiam za "Kamienicę przy Kruczej" i za "Przypadki pani Eustaszyny", pozdrawiam
    asymaka.blog.interia.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja na "Kamienicę przy Kruczej" poluję, mam nadzieję, że mi się to uda :)

      Usuń
  3. Pierwsza część była nawet niezła, ale o drugiej czytałam negatywne opinie, więc już jej nie czytałam i póki co nie mam tego w planach;)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a mnie druga bardziej się podobała :)

      Usuń
  4. Siegnę najpierw po pierwszą część

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ochotę na obie książki od dłuższego czasu, mam nadzieję, że w końcu uda mi się je przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tej autorki "Przypadki pani Eustaszyny", jakoś nie podeszłą mi, także jak na razie muszę na nowo przekonać się do tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo autorka zbiera i dobre, i złe oceny... Zobaczymy, jak mi się będzie czytało inne jej książki.

      Usuń
  7. Nie wytrwałam przy "Sosnowym dziedzictwie", rzuciłam ją w diabły. Po kontynuację tym bardziej nie zamierzam sięgać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh jestem w stanie Cię zrozumieć :) Żadna to wielka literatura i trochę irytująca, ale mnie się miło czytało :)

      Usuń
  8. Przyznaję, nie sięgam po tego typu lektury zbyt często. Sama też zapewne bym jej sobie nie sprezentowała, ale jeśli dostałabym od Mikołaja, pod choinkę czy przy innej okazji, zapewne skusiłabym się i dała jej szansę :)

    Dobrze wiedzieć, czego mogę się po tej i poprzedniej spodziewać.

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się jednak bardziej podobała część pierwsza. Ale rzeczywiście obie powieści emanują ciepłem i optymizmem. Dla mnie to współczesna bajka, a któż nie lubi bajek.
    Ps. Także bardzo polubiłam Dyzia. Wspaniały człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za miłę słowa, przepraszam za to, co się nie podobało.
    Dyzio to też mój ulubieniec - ot, taki wrażliwiec, skopany przez życie - ale wychodzi na prostą i trzymam mocno za niego kciuki.
    Uwielbiam też Szyszkę, zresztą zwierzaki są we wszystkicj moich książkach. W "Kamienicy przy Kruczej" np. występuje świetny kundelek Brylek oraz sprytny kot, Burasek. Jest też wilczyca Effi i kotka April.
    Pozdrawiam wszystkich, tych, któym moje książki się nie podobają, pozdrawiam także. Nie ma tak na świecie, zeby wszystko podobało się wszystkim.
    Za wpis ślicznie dziękuję - mogę przekopiować go na moją stronę autorską? Maria Ulatowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - będzie mi miło i dziękuję za komentarz. Mam nadzieję, że wpadną wkrótce w moje ręce inne Pani książki :)

      Usuń
    2. Pani Mario, ilu ludzi tyle opinii. Proszę nie przepraszać, bo absolutnie nie ma za co :) Autor ma swoje pomysły na książki, które pisze, ma swoja wizję i proszę być im wierną. Za to tak bardzo szanują autorów czytelnicy. Pozdrawiam ciepło i proszę pisać dalej! :)

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli