Pan Lodowego Ogrodu [tom 1]

Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo Fabryka Słów, 2012
Liczba stron: 544
Zdaję sobie sprawę z tego, że pierwszą rzeczą, na jaką zwracamy uwagę podczas czytania recenzji jest jej ocena w ramach jakiejś tam skali. Zgodzicie się chyba ze mną, prawda? Ja sama czasem tak robię, muszę się przyznać otwarcie, jednak nie jest to absolutnie jedyna rzecz, na którą patrzę, bo recenzję potem czytam całą tak czy inaczej. Zastanawiacie się pewnie więc, dlaczego tym razem w mojej recenzji nie ma oceny?... A bo nie ma. Bo tym razem chcę Was zaskoczyć książką, która i mnie kompletnie zaskoczyła… Jaka to książka? A no właśnie “Pan Lodowego Ogrodu”. Teraz się pewnie zastanawiacie, jak mnie zaskoczyła – dobrze, czy źle… O tym później.

“Pan z wami! Jako i Ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia”.

Midgaard. Planeta gdzieś na samym końcu wszechświata. To właśnie tam została wysłana ekspedycja, mająca zbadać nieznaną kulturę człekopodobnej cywilizacji. Wszystkie osoby, które jednak tam dotarły, nigdy nie powróciły na ziemię, a słuch po nich zaginął. Vuko Drakkainen zostaje więc wybrany do tego, aby samotnie ruszyć na ratunek ocalonym osobom – o ile w ogóle takie osoby jeszcze są. A nie jest to łatwa wyprawa. Vuko bowiem trafia na Midgaard w złym czasie. Wita go cisza, śmierć i tajemnicza mgła, która pojawia się zawsze wtedy, kiedy najmniej można się tego spodziewać. Mgła, która wlecze za sobą przenikliwe zimno i mróz, z której co jakiś czas wyłaniają się dziwne istoty. Trwa wojna bogów. Giną mieszkańcy planety, ludzie, wszystko, co stanie na drodze tajemniczej mgle… Co stało się z ekspedycją naukowców, czy w ogóle ktoś ocalał? Czy Nocny Wędrowiec Drakkainen zdoła odnaleźć kogokolwiek i z powrotem sprowadzić na Ziemię?...

Fantastykę lubię, chociaż ostatnio nie czytam jej często. Z polską fantastyką jednak do tej pory jeszcze nie miałam do czynienia. Dlaczego? Ponieważ doszłam do wniosku, że nie spełni moich oczekiwań, że mi się po prostu nie spodoba. Sama nie wiem, skąd to przekonanie. “Pana Lodowego Ogrodu” jednak miałam na oku od dość dawna. Przyciągał mnie bliżej nieokreśloną siłą. Przywoływał przy każdej wizycie w księgarni, kusił pięknymi okładkami. Bo czyż nowe wydanie tej książki nie jest piękne? To tyczy się również kolejnych części i muszę przyznać, że grafik, który projektował okładki, wykonał kawał dobrej roboty. Fabryka Słów dołożyła resztę i wyszło z tego świetne wydanie, którego może pozazdrościć niejeden wydawca. Ale nie o zachwytach nad wydawnictwem i szatą graficzną miało być, chociaż musiałam o tym wspomnieć i tak. “Pan Lodowego Ogrodu” kusił mnie również wyżej przytoczonym cytatem z okładki. Nie wiem, co w tym takiego jest, ale ta książka przyciągała moją uwagę z każdej niemalże strony, jak jeszcze żadna. Nie potrafiłam tego zrozumieć.

Trafiłam na powieść jednak ostatnio w bibliotece i nie mogłam się już oprzeć takiej okazji. W pierwszej kolejności też zaczęłam ją czytać. I co? A no nic. Pierwsze kilka stron kompletnie mnie nie zainteresowało, pomyślałam: “rany, co ja czytam?” Ale… tak było tylko przez pierwsze kilka stron.

To, co zwraca uwagę czytelnika na pierwszy rzut oka… gdy zagłębiamy się coraz bardziej w treść… to realizm tej książki. Tak, to fantastyka, ale tak realna, jakby świat wykreowany przez Grzędowicza naprawdę istniał, mało tego, jakbyśmy sami w nim żyli. Postaci są tu tak prawdziwe, jak to, że teraz czytacie tę recenzję. Jakby były i żyły obok Was, jakbyście sami mieli z nimi do czynienia. Opisy przyrody, ludzi, wydarzeń są tak realistyczne, jakbyście sami brali w tym wszystkim udział. Mało który autor to potrafi, a Jarosławowi Grzędowiczowi się to udało, ot tak, po prostu, zupełnie naturalnie.

Główny bohater? Vuko Drakkainen, Nocny Wędrowiec, Śpiący na Drzewie, Ulf Nitj’sefni – nazywać go sobie możemy jak chcemy – na początku nawet nie wzbudził mojej sympatii, ale chyba tylko po to, żebym z biegiem kolejnych stron zaczęła go po prostu uwielbiać. Mało jest bohaterów, którzy od razu zapadają mi w pamięci, a Drakkainena po prostu ubóstwiam! Tak, poczucie humoru takie, jakie najbardziej lubię, chyba najbardziej do mnie przemówiło. Sama nie wiem. Ale ten facet ma w sobie to coś, co tak trudno nazwać, a co sprawia, że mimo wszystko zwracamy na niego uwagę.

Akcja? Przyspiesza wtedy, kiedy trzeba, zwalnia, kiedy jest to konieczne – powieść jest tak skonstruowana, żeby nie nudzić, a wręcz przeciwnie – żeby jeszcze bardziej zaciekawić. Poza tym mamy kolejne urozmaicenie – bo i narrację Vuko pierwszoosobową, za którą tęskniłam, gdy jej nie było, oraz trzecioosobową, wszystkowiedzącą, jakby ktoś obserwował wszystko z boku i zdawał nam z tego relację. Objętość Wam przeszkadza? Za gruba? Uwierzcie, te 500 stron to będzie za mało. Przynajmniej dla mnie. Byłam zła, gdy ktoś przerywał mi lekturę i szkoda było mi tego, że tak szybko zbliżam się do końca. Naprawdę. A zakończenie? Jest to jedna z niewielu książek, której zakończenie zwaliło mnie z nóg, po którym został ogrom pytań bez odpowiedzi, bo przecież mamy jeszcze 3 kolejne tomy! A tutaj coś, co sprawia, że czujemy się, jakbyśmy dostali obuchem z głowę…

Fantastyczna książka. I bynajmniej nie chodzi tutaj o gatunek literacki. Mało która książka u mnie zasługuje na wysoką ocenę, jestem wymagająca, to fakt, i zawsze długo się zastanawiam, jeśli mam jakiejś przyznać maksymalną ocenę. A “Pan Lodowego Ogrodu” zdobył u mnie najwyższą notę, ba, dałabym mu 11 pkt na 10 gdybym mogła. Jarosław Grzędowicz wykonał kawał dobrej roboty, nic dziwnego, że powieść zdobyła szereg nagród, a w połączeniu z grafiką, ilustracjami, wydaniem – to jest po prostu arcydzieło. Mało która książka sprawia, że nie potrafię wybić sobie jej z głowy przez długi czas, a ta właśnie coś takiego uczyniła. Ach! Muszę mieć całego “Pana Lodowego Ogrodu” na półce, po prostu muszę! I to w najnowszych wydaniach – koniecznie!

Pan Lodowego Ogrodu:

25 komentarzy:

  1. Ja próbowałam czytać Grzędowicza przy okazji książki "Popiół i kurz" parę lat temu, kiedy zaczytywałam się w fantastyce. Jednak ta polska, nawet Sapkowskiego, zupełnie mnie nie wciągnęła i na razie nie mam ochoty próbować kolejny raz.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam PLO. Od Mikołaja zamówiłam sobie całą serię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce, ale szczerze powiedziawszy rzadko czytam coś z dziedziny fantastyki, ale mój bratanek w przeciwieństwie do mnie jest zagorzałam fanem tego gatunku, więc jemu polecę powyższe dzieło Grzędowicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytam rzadko, uwierz :) Ale teraz chyba się to zmieni, przynajmniej Pana Lodowego Ogrodu mam zamiar przeczytać (i kupić!) całego :)

      Usuń
  4. Uwaga, bo zamierzam się rozpisać, ale niczego nie zdradzę, spokojna głowa ;)
    Cieszę się ogromnie, gdy przybywa fanów tej serii! Jestem już prawie przy końcu ostatniej części i ją sobie niezwykle dawkuję, bo wiem, że to ostatnia.
    Troszkę Ci zazdroszczę, że zaczęłaś przygodę, że weszłaś w świat stworzony przez Grzędowicza. Że możesz połykać tom po tomie, bez tego okropnego czekania, na które wszyscy byliśmy przez pana Jarosława skazywani ;) Warto było, zawsze i na każdą część, a ja rozumiem, że autor chciał opowiedzieć ten świat perfekcyjnie.
    Pomysł połączenia sf i fantasy pewnie już i przed Grzędowiczem wykorzystywano, ale tu powstała zupełnie nowa jakość. Dodajmy do tego wojny na tle religijnym, elementy różnych prawdziwych i wymyślonych kultur zderzające się ze sobą, rozważania o człowieczeństwie, kilka uniwersalnych bajek, nieoczywistego głównego bohatera (dobry vs zły - takie proste rozróżnienie nie ma tu zastosowania). Jest tego trochę, dlatego ta seria, ten świat to istne bogactwo!

    Kiedy zatęsknisz za Vuko i światem, który przemierza ze swoją misją, to sięgnij po R. Scotta Bakkera i jego trylogię "Książę Nicości". Jest mroczniej, jest ogromnie rozbudowana warstwa religijno-filozoficzna, jeszcze lepiej opisane mechanizmy manipulowania jednostkami i społecznościami. Może nie lepiej: inaczej.

    Ale na razie ciesz się Midgaardem. Ja się ogromnie cieszę, że po Grzędowicza sięgnęłaś :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się ogromnie cieszę, bo dzięki temu poznałam coś nowego i jestem zauroczona. Poza tym Grzędowicza prędzej czy później i tak bym przeczytała, PLO kusił mnie wszystkim wszędzie :) I tak jak napisałaś, cieszę się, ze jeszcze 3 tomy przede mną, chociaż pewnie będę je sobie dawkować powoli, plusem jest jednak to, że już są wszystkie i nie muszę na nie czekać :) A na "Księcia Nicości" też pewnie zwrócę uwagę, skoro polecasz, to koniecznie muszę sobie go gdzieś w głowie zapisać i zapamiętać :)

      Usuń
  5. tytuł jest kuszący, treść zapowiada się także ciekawie, recenzja zachęca - książkę będę miała na uwadze.

    Jeżeli chodzi o oceny wystawiam, ale czasem mam nie lada problem. Także zwracam uwagę (po części) jaką notę tają czytelnicy. nie jest to jednak na pierwszym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie pozostaje nic innego tylko wybrać się na łowy do biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz dobrze wyposażoną bibliotekę, to na pewno znajdziesz w niej PLO Grzędowicza - choćby jeszcze w starszym wydaniu :)

      Usuń
  7. Może sięgnę, jeśli wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fabryka Słów wykonuje kawał dobrej roboty dbając o każdy szczegół oprawy graficznej , juz sama strona wizualna zaspakaja najbardziej wybredne gusta to sama przyjemność wziąć tak pięknie wydaną książkę do ręki a jeszcze bardziej serce rośnie w miarę czytania gdy lektura spełnia nasze oczekiwania . Pan lodowego ogrodu kusi mnie juz od jakiegoś czasu, ale przyznam że byłam nieufna - jak widzą niepotrzebnie .Coś czuję że mój stosik gwiazdkowy powiększy się o ta właśnie książkę :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że to coś dla mnie :) Lubię fantastykę, książka mnie zaciekawiła, a twoja recenzja już w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po takiej recenzji to trzeba przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kusisz, oj kusisz... :) Od dłuższego czasu mam ochotę na Pana Lodowego Ogrodu, ale póki co mam taki stos książek do czytania, że zaprzestałam kupowania nowych... Teraz tym bardziej muszę go mieć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ta książka jest tego warta - sama się przekonaj :)

      Usuń
  12. Tyle osób poleca, że koniecznie trzeba będzie przeczytać ;) Może Mikołaj się postara i pod choinkę przyniesie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pana Lodowego Ogrodu nie czytałam żadnego, a tu już głośno o czwóreczce! Muszę w końcu zapoznać się z tą serią, bo widze, że może to być prawdziwa, literacka uczta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chyba dzięki tej czwórce w końcu się sama zdecydowałam :)

      Usuń
  14. Chyba wiem, komu mogę polecić tę książkę;)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja nie mogłam przebrnąć przez tę powieść, zupełnie nie mogłam się odnaleźć w tej historii. Nie przepadam za fantastyką, ale co jakiś czas sięgam po książki z tego gatunku. W tym przypadku chyba źle trafiłam, albo pora była nieodpowiednia, bo książka mnie nie porwała. Odłożyłam, nie przeczytawszy. A tu taka pozytywna recenzja! Może powinnam zrobić drugie podejście do tej pozycji? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :) Chociaż to co podoba się innym, wcale nie musi Tobie :) Ja w PLO się po prostu zakochałam! :P

      Usuń
  16. Po takiej recenzji nie zostaje mi nic innego jak tylko przegrzebać półki bibliotek aby ją znaleźć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :) Podejrzewam, że i Tobie się spodoba :)

      Usuń
  17. Właśnie rozpoczęłam przygodę z "Panem Lodowego Ogrodu" i muszę przyznać, że wciągnęła mnie od samego początku :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli