Sekretny język kwiatów

Autor: Vanessa Diffenbaugh
Wydawnictwo Świat Książki, 2011
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10
Czy wiedzieliście o tym, że wręczając komuś kwiaty przekazujecie mu ukryty komunikat? Każdy z nas albo dawał, albo dostał kiedyś kwiaty i rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy z nich ma jakieś znaczenie. Wiele ludzi po prostu o tym nie wie, wybierając rośliny na chybił trafił, kierując się raczej zewnętrznym pięknem, aniżeli ukrytym przesłaniem. Wiecie na przykład o tym, że żółte róże oznaczają zazdrość i zdradę? Że akacja to skryta miłość, jaśmin – przywiązanie, a lawenda – nieufność? Dokładnie tak: kwiaty posiadają swój własny język, który zna jednak niewiele osób.

Victoria miała okazję go poznać już w dzieciństwie, chociaż ono samo nie było dla niej zbyt szczęśliwe. Od urodzenia bowiem spędzała młodość w kolejnych rodzinach zastępczych oraz domach dziecka. Raporty na jej temat nie były zbyt optymistyczne – aspołeczna, trudna, mająca kłopoty z kontaktami z ludźmi. W wieku 9 lat jednak szansa na znalezienie odpowiedniej dla Victorii rodziny mogła stać się realna – jednocześnie była to jej ostatnia szansa, bowiem z chwilą skończenia 10 lat szanse te spadną diametralnie. Mimo początkowego bardzo sceptycznego nastawienia do Elizabeth, Victoria z czasem przywiązuje się do nowej opiekunki i być może zastępczej matki – i to właśnie od niej uczy się języka kwiatów. Dziewięć lat później na jej drodze staje Grant – posiadający ten sam dar, pozwalający „porozumiewać się” w tym tajemniczym języku. Mężczyzna wzbudzi jednak w Victorii znacznie głębsze uczucia, tym mocniejsze, gdy dziewczyna zorientuje się, że znali się przecież w dzieciństwie…

Nie wiem, co mnie podkusiło, aby po tę książkę sięgnąć, gdy jednak zobaczyłam ją na półce w bibliotece, nie zastanawiałam się ani chwili, przyciągała czymś bliżej nieokreślonym. Nie znałam bowiem jej autorki i bardziej chyba zainteresował mnie jej opis, chociaż też nie do końca. Książkę jednak zgarnęłam nie myśląc wiele i wychodzi na to, że bardzo słusznie. Zainteresowała mnie bowiem już od pierwszej strony, wciągnęła w swój świat – byłam tym miło zaskoczona. Chociaż sama historia może na pierwszy rzut oka nie wydaje się być wyjątkowa – ot, chyba kolejne romansidło, albo zwykłe czytadło z wątkiem kwiatowym nie tylko w tytule… A właśnie nie! Wiem, że zapamiętam tę książkę na długo. Bo nie jest to żadna ckliwa historia, ba, nawet nie jest to romans. Jest to za to opowieść o dziewczynie, która porzucona zaraz po urodzeniu wylądowała w domu dziecka i spędziła tam praktycznie całą swoją młodość. Tam, albo w kolejnych rodzinach zastępczych, w których jednak nie pozostawała długo. Dzieciństwo Victoria miała więc bardzo ciężkie i jak się okazuje, równie ciężki był krok w dorosłość. Ale o tym przekonacie się, czytając książkę.

Miałam okropnie mieszane uczucia podczas czytania tej książki – odnosi się to głównie do bohaterki. Targały mną często dość skrajne, ale silne emocje, co u mnie nie jest spotykane dość często. Zazwyczaj bowiem albo się lubi głównego bohatera, albo się go nie lubi. Tutaj jednak to coś innego. Czasami współczułam Victorii jej sytuacji, obdarzałam ją sympatią i podziwem, czasem jednak nie mogłam znieść tego, jakie sama o sobie miała zdanie, tym samym irytowała mnie niemiłosiernie i miałam ochotę rzucać tą książką i walić nią o ścianę. Denerwowało mnie głównie to, że postrzega siebie jako osobę, która może zagrozić i zniszczyć życie każdemu, na kogo się w swoim życiu natknie, nie dając w ogóle żadnego wyboru tej drugiej osobie. Irytowała mnie również czasem jej bezmyślność, która też się tu objawia. Przeświadczona o tym, że dla ludzi jej bliskich będzie znacznie lepiej, jeżeli zniknie z ich życia nie zdawała sobie sprawy, że rani ich w ten sposób jeszcze bardziej. Nie znam jednak psychiki dziecka, porzuconego przez rodziców, być może autorka bardziej zagłębiła się w ten temat – jednocześnie jednak współczułam jej i poniekąd byłam w stanie ją zrozumieć. I wtedy nawet ją lubiłam. Victoria nie jest na pewno bohaterką, która jest bezbarwna i płytka – wręcz przeciwnie. Skoro we mnie wywołała tak skrajne emocje, wywoła je na pewno i w innych czytelnikach. Nie uważam tego jednak za minus tej książki – absolutnie nie!

Sama opowieść toczy się jednak na dwóch płaszczyznach – Victorii jako dziewięciolatki, mieszkającej u Elizabeth, oraz Victorii jako osiemnastolatki – wtedy właśnie zaczyna się fabuła książki – gdy dziewczyna wyprowadza się z domu dziecka. Rozdziały są więc przeplatane: raz teraźniejszością, raz przeszłością. Narratorem jest oczywiście Victoria i tu uważam, że był to strzał w dziesiątkę – być może dlatego właśnie ta książka wywołała we mnie tak skrajne uczucia, może w ogóle nie dałabym tak wysokiej oceny, gdyby o całej akcji opowiadał narrator w trzeciej osobie… Rozdziały jednak są na tyle krótkie, że nie ma czasu na nudę, nie wybija nas to również z rytmu. Ta książka wciąga – naprawdę! Mimo że akcja jest spokojna, to jednak przyspiesza w odpowiednich momentach, czyta się ją więc szalenie szybko.

Nie sądziłam, że ta książka wywoła u mnie tak pozytywne odczucia. Ogólnie pozytywne, bo jak wspomniałam wcześniej, różnie z tym bywało, ale wcale nie uważam, że to ujmuje tej powieści, wręcz przeciwnie – dużo daje. Bo takie książki jesteśmy dzięki temu w stanie zapamiętać na długo – książki, które wywołują w nas silne emocje. Czyż nie jest tak? Ja mogę powiedzieć tylko tyle: ta powieść jest fantastyczna i jak najbardziej warta poznania.

20 komentarzy:

  1. Ja sięgnęłam po tą książkę ze względu na tytuł i tematykę właśnie. Pisząc własny tekst zagłebiłam się trochę w tę tajemnicę jezyka kwiatów :) Nie na tyle, aby się nim biegle posługiwać, ale wystarczajaco, aby się zafascynować :)

    Książka mnie nie zawiodła. Odebrałam ją podobnie jak Ty - targały mną sprzeczne emocje wobec Victorii, ale jednocześnie nie potrafiłam się od niej oderwać. Ona przyciąga, wsysa w sam środek świata Victorii i nie pozwala odpocząć póki nie pozna się zakończenia. "Sekretny język kwiatów" stoi na mojej półce i bardzo się z tego powodu cieszę - wiem, że kiedyś do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 1000% procentach, nie mogłam się od niej oderwać, jest niesamowita. A słownik kwiatów to miłe urozmaicenie, a co ciekawsze, naprawdę pozwala się bliżej zainteresować tym tematem :)

      Usuń
  2. Marzę o tej książce - za sprawą opisu, okładki i licznych pozytywnych recenzji. Po prostu wiem, że będzie dla mnie wyjątkową lekturą! Mam nadzieję, że dane mi będzie po nią sięgnąć w najbliższej przyszłości:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. czytała ją jakiś czas temu, bardzo dobra powieść chociaż nie moje klimaty - jest trudną powieść a jak uczącą życia :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od jakiegoś czasu mam ochotę na tę książkę, mam nadzieję że już niedługo będę mogła ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, widząc u Ciebie pozytywną recenzję tej książki, ponieważ leży u mnie na półce od wtorku, więc chętnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  6. Wspaniałą książka, po którą sięgałam nie oczekując wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka jest bardzo klimatyczna. Miałam podobne odczucia co do głównej bohaterki, czasami jej współczułam, a czasami czułam złość, bo zachowywała się, jakby nigdy nie mogła być szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie niedawno skończyłam słuchać audiobooka. :) "Sekretny język kwiatów" spodobał mi się bardzo, chociaż postawa głównej bohaterki często irytowała mnie, jednak próbowałam być wyrozumiała ze względu na jej ciężkie dzieciństwo. Fabuła, język powieści i bohaterowie skradli moje serce. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozytywne recenzje tylko aby pogłębiają chęć sięgnięcia po daną lekturę. A ta zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym ją od dłuższego czasu przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tę książkę u siebie i już nie mogę się doczekać, aż ją przeczytam :) zapowiada się dobra historia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wystarczy spojrzeć na okładkę :P Mi sie niezwykle podoba, a jeśli ksiażka wywołuje taak skrajne emocje to chętnie się z nią zapoznam :) ostatnimi czasy takich ksiązek brak

    OdpowiedzUsuń
  13. jak to dobrze, że książka już czeka na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że wiele osób odbiera główną bohaterkę podobnie jak ja. Trudną ją zrozumieć i były momenty, gdy naprawdę irytowało mnie jej zachowanie. Miałam ochotę trzepnąć ją za przeproszeniem w ten głupi łeb i przyprowadzić do porządku. Heh, jak widać emocje były i to spore, ale to świadczy tylko o tym, że nie można pozostać obojętnym wobec tej książki. Moje odczucia również były bardzo pozytywne po lekturze :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Już od dawna kusi mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa recenzja, zapamiętam sobie tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Brzmi zachęcająco, więc dodaje do mojej listy ;)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli