Księżniczka Burundi

Autor: Kjell Eriksson
Wydawnictwo Amber, Warszawa 2012
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10
Kryminał skandynawski – tak bardzo popularny ostatnio gatunek sprawił, że również ja nie potrafię przejść obok niego obojętnie. Do tego stopnia, że mimo że planuję zrobić sobie od niego przerwę, nie udaje mi się to, bo zawsze na półce w księgarni czy bibliotece wypatrzę coś nowego, co mnie zainteresuję i nie ma siły, muszę przeczytać. Tak właśnie było z książką „Księżniczka Burundi”. Z okładki wołały do mnie opinie wychwalające nie tylko samą książkę, ale i autora. Skądinąd zresztą zupełnie mi nieznany pisarz, skusiłam się więc chyba głównie z samej ciekawości.

Jak to w skandynawskim kryminale, cała akcja dzieje się w jednym z największych miast szwedzkich, tym razem autor przenosi nas do Uppsali. Mroźna, zimowa atmosfera wyczuwalna jest już od pierwszej strony, mamy bowiem okres tuż przed Bożym Narodzeniem. Berit wraz z synem czeka na męża z kolacją, mężczyzna jednak się nie zjawia. Nazajutrz zostaje znaleziony przez przypadkowego człowieka, uprawiającego jogging. Ciało Johna jest okrutnie okaleczone nożem. Policji jest on znany, kiedyś bowiem często popadał w konflikt z prawem, od kilkunastu lat jednak jest przykładnym obywatelem, ojcem nastoletniego chłopca, miłośnikiem rybek akwariowych, posiadał znane w okolicy akwarium z tropikalnymi okazami. Nikt ze znajomych i rodziny Johna nie jest w stanie powiedzieć, komu mógł się narazić, nie miał bowiem wrogów. Wkrótce jednak wychodzą na jaw tajemnice Johna i to, co planował przed samą śmiercią.

Nie miałam wcześniej o tym pojęcia, ale „Księżniczka Burundi” jest czwartą z cyklu o policjantce Ann Lindell. Mam w związku z tym wrażenie, że w Szwecji powstają same serie o komisarzach, policjantach itp. Trudno się w tym wszystkim połapać. Na tę książkę jednak skusiłam się ze względu na niemalże piejące z zachwytu opinie na temat tej powieści oraz jej autora. Książka ta bowiem została okrzyknięta najlepszą powieścią roku według Szwedzkiej Akademii Literatury Kryminalnej. Co w niej takiego jest, że zasłużyła na to miano? Nie mam pojęcia. Szwecja bowiem posiada znacznie lepszych pisarzy, jak choćby Mankell czy Nesser. Eriksson natomiast nie urzekł mnie niczym szczególnym.

„Księżniczka Burundi” jako kryminał jest dobrą książką. Czytałam jednak lepsze. Ta nie zachwyciła mnie ani bohaterami – są w porządku, jak bohaterowie, jednak nie wyróżniają się niczym szczególnym – ani akcją – trochę rozwleczona i miejscami irytująca. Zagadka jednak sama w sobie jest ciekawa. Na pewno więc fani gatunku nie będą zawiedzeni. Na plus zasługuje mroźna, zimowa, przedświąteczna atmosfera. Książkę czytałam w chwili, gdy za oknem padał śnieg, więc dodatkowo to odczuwałam. Czytałam jednak, tak jak napisałam, znacznie lepsze książki.

Mam też jeszcze jedno „ale” jeśli chodzi o powieść Kjella Erikssona – literówki, których w książce jest dość sporo i denerwujące jeszcze bardziej błędy stylistyczne i gramatyczne, jak np. w zdaniach: „Ktoś powinien zeszyć tę ranę” czy „Pytania bez odpowiedzi kłębiły mu się w głowie, kiedy ponieważ biegł ulicą”. Są to autentyczne zdania z polskiego tłumaczenia i czasem wygląda to tak, jakby sam tłumacz robił przekład za pomocą translatora internetowego. Ktoś, komu to przeszkadza, może mieć problem z przebrnięciem przez tą powieść, ale tutaj raczej należy mieć pretensję do wydawcy, aniżeli do autora.

Ogólnie, pomijając wady, książkę oceniam jako dobrą. Czytało mi się ją przyjemnie, lekko i szybko, nie nudzi, chociaż sama akcja też nie pędzi. Są jednak ciekawsze książki i trochę nie rozumiem tych zachwytów – pewnie znowu to tylko chwyt reklamowy, a treść jest nadrabiana okładką. Książka bez wątpienia spodoba się miłośnikom kryminałów – nie powinni się zawieść. Mnie jednak chyba chwilowo kryminały się przejadły – mimo że je uwielbiam.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

20 komentarzy:

  1. Jestem na nią zapisana w bibliotece, mam nadzieję, ze także przypadnie mi do gustu, ale po Mankellu, Larssonie i Nesserze mam poprzeczkę bardzo wysoko ustawioną jeżeli chodzi o skandynawskie kryminały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, że ja również :)

      Usuń
  2. Może kiedyś :) Specjalnie szukać nie będę. Jeśli sama wpadnie w ręce, to może i przeczytam ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam te wszystkie skandynawskie serie :) Najbardziej chyba lubię Lackberg. Tego autora jeszcze nie znam, ale widzę, że książka jest dość przeciętna. Wspominasz o Nesserze - też jeszcze nic nie czytałam, co poleciłabyś na pierwszy raz? Też miałam sobie zrobić przerwę z kryminałami, ale ciągnie mnie do nich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci polecam z całego serca czterotomową serię o inspektorze Barbarottim :) Na początek jak znalazł :) Serię Lackberg uwielbiam, chociaż jeszcze sporo z niej przede mną :)

      Usuń
  4. Namnożyło się tych skandynawskich kryminałów, niestety nie wszystkie są równie dobre:) "Księżniczka Burundi" wydaje się być ciekawa, ja jednak czuję przesyt tym rodzajem literatury:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno już nie czytałam kryminału, dlatego chyba czas najwyższy to zmienić.„Księżniczka Burundi” zaciekawiła mnie swym ogólnym opisem fabuły, dlatego, jak spotkam ją okazyjnie, to przeczytam. Mam nadzieję, że będzie ona warta swego czasu i uwagi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny kryminał, który chciałabym przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam za sobą dwa skandynawskie kryminały ;) Jeden zrobił na mnie dużo wrażenie, a drugi odwrotnie ;) Mimo to mam wielką ochotę przeczytać jakąś dobrą książkę z tego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm, nie jestem w stanie przekonać się do kryminałów, mimo że zazwyczaj są zachwalane i uwielbiane przez czytelników. Jednak żeby przekonać się do tego gatunku sięgnę raczej po coś lepszego, natomiast "Księżniczka Burundi" sobie odpuszczę.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo wszystko nie jest to mój klimat :) Jednak doskonale wiem komu będę mogła polecić tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  10. jestem miłośniczką kryminałów, więc chyba nie mogę pominąć tego tytułu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak już wszędzie mówię, kocham Skandynawię i wszystkich pisarzy, którzy stamtąd pochodzą. ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Skandynawski kryminal? Nie trzeba mnie przekonywac, siegnalbym w ciemno ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję, że książka wpadnie w moje łapki:))

    OdpowiedzUsuń
  14. Trochę dziwią mnie te błędy. Nie było żadnej korekty? Tłumacz musiał przełożyć książkę z dnia na dzień? Amber trochę "skrewił" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest ich dużo, ale są i niektórym może to przeszkadzać.

      Usuń
  15. Te wpadki z tłumaczenia są straszne. Nie wiem jak można dopuścić taką książkę do druku. Pewnie ją kiedyś przeczytam, bo lubię skandynawskie kryminały, ale nie będę jakoś wyczekiwać "Księżniczki Burundi"

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się, że to całkiem przeciętny kryminał. Miał potencjał, ale zawiodło zakończenie i rozwiązanie zagadki.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli