Kodeks Konstantyna

Autor: Paul L. Maier
Wydawnictwo Promic, Warszawa 2012
Liczba stron: 421
Ocena: 7/10
Jakiś czas temu miałam okazję czytać wydaną przez wydawnictwo Promic książkę Paula Maiera, pt. “Ślad życia, ślad śmierci”. Książka ta zrobiła na mnie spore wrażenie, nie miałam pojęcia jednak, że będzie miała swoją kontynuację – a raczej bohaterowie w niej występujący. Oto jednak i jest – kolejna część przygód profesora Jonathana Webera i jego żony Shannon.

Jednak tym razem to jego żona ma większy udział w odkryciach, które mogą zmienić wiele. Shannon bowiem, będąc na wykopaliskach w Pelli, przeglądając zbiory pewnego popa, w jednej z ksiąg odnajduje arkusze pergaminu, służące duchownemu za zakładkę. Zapisane one są wyblakłym pismem, prawie niemożliwym do odczytania. Strony wydają się być częścią większej całości, dość starej na pierwszy rzut oka księgi. Shannon więc zabiera arkusze do Stanów, aby dokładnie je zbadać. Okazuje się tam, że strony pochodzą z pierwszych wieków po Chrystusie i potwierdzają tezę, że w kanonie biblijnym brakuje dwóch dość istotnych elementów. Naukowcy potwierdzają fakt, że gdzieś na świecie powinny istnieć księgi, mogące zmienić dotychczasowy kanon Pisma Świętego, jednak nigdy nikomu nie udało się go odnaleźć. Czyżby nadszedł w końcu czas?...

“Kodeks Konstantyna” to oczywiście fikcja literacka, znajdują się w niej jednak również potwierdzone naukowo fakty historyczne. Wiadomym jest, że cesarz Konstantyn Wielki w czasie swojego panowania zlecił Euzebiuszowi z Cezarei dzieło wykonania pięćdziesięciu egzemplarzy Biblii, które następnie miały zostać rozesłane do największych centrów chrześcijaństwa na świecie. Niestety do dziś nie została znaleziona żadna z 50 ksiąg. Jednak już sam ten fakt, że takie księgi istniały, jest ogromnie intrygująca. To, czy zawierały teksty, które w obecnym wydaniu Biblii nie widnieją, jest nadal tajemnicą, jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w ówczesnych czasach kopiści jak najwierniej starali się przepisywać dzieła i księgi, o jakichkolwiek pomyłkach nie było więc praktycznie mowy… Czy kiedykolwiek zostaną odkryte teksty, godne włączenia do kanonu biblijnego – na to pytanie również trudno odpowiedzieć.

Próbę taką jednak podejmuje Paul Maier w swojej książce. Muszę przyznać, że zawsze z miłą chęcią sięgam po powieści, które w większej lub mniejszej mierze odnoszą się do wydarzeń historycznych. Z tą książką jest podobnie i ani przez chwilę się na niej nie zawiodłam. Sam temat religii i odkryć, które mogą zmienić sporo w świecie Kościoła na początku może i nie wszystkich może zainteresować, jednak warto zwrócić na tę książkę uwagę chociażby pod względem faktów historycznych i ciekawostek, które możemy wynieść po jej przeczytaniu. Ja sama religią i chrześcijaństwem nie interesuję się na tyle, abym musiała wiedzieć wszystko w tej materii, ta książka jednak zainteresowała mnie ogromnie. Zaintrygował mnie w niej temat początków chrześcijaństwa, zainteresował wątek “kryminalny” (chociaż tak naprawdę kryminalnym trudno go nazywać, rozlewu krwi tutaj nie znajdziecie), zainteresowała historia, zawarta w tej książce. Poza tym miło było przeczytać o kolejnych przygodach bohaterów, których przecież już znam dość dobrze z poprzedniej powieści Maiera.

Co jeszcze zasługuje na uwagę w tej książce? Jest to dialog między dwoma największymi religiami na świecie, a mianowicie chrześcijaństwem i islamem. Informacje, które możemy z tego wynieść, na pewno zaciekawią wszystkich, nie tylko tych zainteresowanych i dostarczą wielu faktów, o których zwykły szary człowiek nie ma pojęcia. Profesor Weber bowiem będzie miał okazję uczestniczyć bezpośrednio w debacie na temat wiarygodności obu religii. Wszystko to jednak napisane jest lekkim językiem, który jest łatwy w odbiorze i nie sprawia trudności.

Co tu dużo mówić – po prostu polecam tę książkę każdemu. Trudno mi jest ją umiejscowić w jakimś konkretnym gatunku literackim, chociaż skłaniam się najbardziej ku sensacji lub kryminałowi, to jednak nie do końca. Akcja jednak od samego początku zaczyna pędzić i tym samym intrygować, absolutnie nie nudzi – chwilami nie mogłam się od tej powieści oderwać. Tematy, które autor w niej podejmuje są ciekawe, język autora łatwy i prosty, w ogóle nie sprawia problemów, a książkę czyta się szybko. Nie będziecie zawiedzeni. A poza tym miło jest wrócić do znanych nam już bohaterów, chociaż wydarzenia zawarte w “Kodeksie Konstantyna” nie mają wiele wspólnego z wydarzeniami z książki “Ślad życia, ślad śmierci” – można je więc czytać niezależnie, jako zupełnie niezwiązane ze sobą powieści.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Promic

19 komentarzy:

  1. Świetna recenzja.Cieszy mnie Twoja opinia, gdyż właśnie otrzymałam od Promic tę książkę i planuję ją w grudniu czytać.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś zaczytywałam się w podobnych lekturach, ale tematyka mi się nieco przejadła. Za to chętnie poleciłabym książkę mojej mamie, ona nadal lubi takie klimaty:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. zapowiada się ciekawie chyba się rozejrzę za nią bo mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O już przeczytałaś, aż zazdroszczę, ja muszę poprosić p. Anie o książkę, poprzednia tego autora bardzo mi sie podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tą również nie powinnaś być zawiedziona :)

      Usuń
  5. Widzę, że “Kodeks Konstantyna” zawiera zlepek różnych gatunków, co absolutnie do mnie przemawia, dlatego poszukam w wolnej chwili tej książki i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jak zwykle wyjdę na próżną ale nie podoba mi się okładka. Wiem, że nie powinnam po raz kolejny oceniać książki na tej zasadzie, jednak to ma dla mnie duże znaczenie:)Sama fabuła ciekawa i "nieoklepana".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również na okładki zwracam dużą uwagę, ale ta, na żywo w połączeniu z wydaniem prezentuje się naprawdę nieźle :) A co do wydania, wydawnictwo naprawdę się postarało, bo jest przepiękne :)

      Usuń
  7. Książka mnie zainteresowała, ten dialog z dwoma potężnymi religiami jest intrygujący, a jak ją oceniasz w porównaniu do poprzedniej powieści? Obie trzymają poziom, czy może ta jest bardziej zajmująca? Widzę, że nie trzeba zaczynać od pierwszej części, aby odnaleźć się w fabule.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paul Maier raczej trzyma poziom, może nawet Kodeks Konstantyna jest ciut lepszy... Ale obie mi się podobają równie mocno :)

      Usuń
  8. Bardzo dobra recenzja! Niby książka historyczna, ale czuję się zachęcona:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje się być ciekawa, więc czemu nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tytuł tej książki bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O, a to niespodzianka, zupełnie nie zwróciłabym na tę książkę uwagi w księgarni. Ech promocja książek jest jednak potrzebna, ot co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiedziałabym o większości książek, które przeczytałam, gdyby nie blogosfera :)

      Usuń
  12. Właśnie przez cały czas czytania recenzji pamietałam żeby zapytać w komentarzu czy ma jakiś związek z poprzednią częścią, dziękuję za odpowiedzenie na moje pytanie zanim się pojawiło :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Książkę mam już na półce :) Cieszę się, że nie zmarnuję przy niej czasu :) "Ślad życia, ślad śmierci" bardzo mi się podobał i jestem ciekawa jak potoczyły się wątki w niej rozpoczęte. :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli