Zakręty losu

Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2011
Liczba stron: 342
Ocena: 9/10
Kto by pomyślał, że książka, która ma dosyć niepozorną okładkę, która praktycznie niczym szczególnym nie przyciąga czytelnika – tak się wedrze we mnie, w moją wyobraźnię, tak poprzewraca wszystko dookoła…  Kompletnie nie byłam w stanie jej odłożyć na półkę, póki nie dowiedziałam się, co się stało z Katarzyną i Krzysztofem, jak ich historia się skończyła… Kto by przypuszczał, że przy tej książce będę płakać, i to tak, jak nie płakałam jeszcze przy żadnej – przed łzami nie powstrzymało mnie nawet to, że czytałam ją w autobusie, na przystankach – gdzie tylko mogłam… I to wszystko z powodu takiej niepozornej książki autorki, którą dopiero teraz miałam okazję poznać i – na szczęście - od razu docenić.

Do tej pory tak się składa, że mam szczęście do książek, które trafiają na moją półkę w ramach akcji Włóczykijka… I tak jak poprzedniej, nie mam po prostu serca jej komukolwiek oddawać… a muszę. A skoro trzeba, to trudno, muszę się z tym pogodzić. Tak się jednak składa, że właśnie wychodzi wznowienie całej tej trylogii Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, więc niewykluczone, że wszystkie trzy części znajdą się kiedyś na mojej półce. Co prawda okładki już mniej mi się podobają, wolę zdecydowanie te starsze i zastanawiam się teraz, jak ja mogłam nie zwrócić uwagi na nią – jest taka tajemnicza, nieodgadniona i znacznie lepsza, moim zdaniem, od nowych.

„Zakręty losu” są pierwszą częścią trylogii o braciach Borowskich, Krzysztofie i Łukaszu. Ale są również opowieścią o miłości Krzysia i Katarzyny, całą trójkę poznajemy 13 lat wcześniej niż dzieje się normalny tok akcji. Bowiem w wyniku małżeństwa ojca Kasi, on i córka przeprowadzają się do nowego domu. Kasia od początku sceptycznie jest nastawiona do macochy i jej córki, do której nie pała sympatią. Staje jednak na wysokości zadania i pewna siebie, że da sobie radę, wyrusza pierwszego dnia po przeprowadzce do parku pobiegać. To właśnie w parku Katarzyna poznaje Krzysia, byłego chłopaka Gosi, swojej przyszywanej siostry, i…. iskrzy. Iskrzy od samego początku. Krzysztof jest pierwszą wielką miłością Katarzyny i jak się okazuje, chodzi do tej samej, maturalnej klasy co ona. Jednak na drodze ich miłości stoi Gosia oraz Łukasz – para, przez którą nic już nie będzie takie proste, przez którą nikt nie będzie potrafił być szczęśliwy.

Trudno mi jest pisać o książkach, które tak jak ta, zostają w moim sercu i tkwią tam przez długi czas. Czasem tyle chciałabym przekazać, podzielić się, ale po prostu brak słów. Tak samo jest z tą. Cała akcja podzielona jest na dwie części, trzynaście lat wcześniej i teraz, jednak pisząc o właściwej akcji, teraźniejszej, tylko popsułabym Wam radość czytania. Dlatego nie mam zamiaru wspominać o tym, chociaż dla mnie książka, każda jej strona, każdy rozdział był wielką niespodzianką, w ogóle nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji…

Ta książka jest pod każdym względem niesamowita. Mamy wątek sensacyjny, mamy dramat, w końcu mamy cudowny romans. I to chyba właśnie to ostatnie sprawiło, że ta książka zostanie w mojej pamięci na długo. W miłości Kasi i Krzysia nie ma nic fałszywego, taka miłość zdarza się raz na tysiąc lat, jest w tym coś cudownego, ale i dramatycznego. Nie spodziewajcie się bez przerwy pełnych uniesienia chwil –bo będzie też smutno. Smutno i żałośnie, ale w tym wszystkim nie ma absolutnie żadnej przesady, nie jest słodko – jest dokładnie tak, jak ma być. Agnieszka pisze tak, żeby nie przesłodzić, ale żeby nie było też zupełnie gorzko – pisze idealnie, dzięki czemu tę książkę czyta się co najmniej dobrze. Nie spotkałam się poza tym, głównie u polskich autorów, z połączeniem dramatu, powieści sensacyjnej i romansu w tak umiejętny sposób. Pod każdym względem ta książka zrobiła na mnie wrażenie. W końcu wycisnęła z moich oczu sporo łez, a często to się u mnie nie zdarza…

Nie będę Was przekonywać do tej książki, bo nie potrafię. Po raz pierwszy nie umiem podać sensownego powodu, dlaczego warto po nią sięgnąć. Powodem może być jednak cała ta recenzja. Tyle by się bowiem chciało napisać, że jak przyjdzie co do czego, to nie wiadomo, od czego zacząć. Trudno będzie mi się rozstawać z tą książką, ale pociesza mnie fakt, że z pewnością cała ta trylogia, jak tylko będę miała okazję, stanie na mojej półce. A przede wszystkim pierwsza jej część, moje ukochane „Zakręty losu”.



Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki akcji Włóczykijka.

35 komentarzy:

  1. Będę sama musiała przeczytać którąś z książek autorki, bo z jednej strony widzę zachwyty (np u Ciebie:) a z drugiej opinie osób straszliwie jadących po autorce i jej książkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak do tej pory udało mi się tylko autorki przeczytać "Szósty" i byłam pod ogromnym wrażeniem, mam nadzieję że i inne wpadną mi w ręce do przeczytania bo bardzo bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szósty do mnie przywędruje niedługo, więc będę miała okazję sama się przekonać :)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Czytałam ją, czytam i nigdy nie zamierzam przestać czytać. To co pisze idealnie wpasowuje się w moje gusta literackie :) Jeśli chodzi o osoby "jadące po niej" to aż szkoda się wypowiadać. Czasem odnoszę wrażenie, że są blogerzy którzy muszą się na kimś wyżyć, albo którzy uważają, że bardzo dobrze jest skrytykować dobrze ocenianą książkę, bo wówczas od razu można się uznać za .. sama nie wiem... krytyka? No nie wspomnę już o tej grupie ludzi, co po protu zawiść pod pazuchą noszą i szlak ich trafia jak ich książki (dzieła) kurzą się w wordzie bo nikt ich nie chce wydać, a innych książki są wydawane.

    Myślę, że nie ma innego wyjścia, jak przekonanie się na własnej skórze, co jest dobre a co nie i czy coś jest w naszym guście, czy nie. Bo jest jeszcze ta kolejna strona... przecież nie każdy musi czytać to, co czytają inni. Jak ktoś lubi słodkie, to raczej za gorzkim przepadać nie będzie, prawda? A Agnieszka Lingas - Łoniewska nie pisze o babciach w kapciach co by chciały a nie mogą...

    Dobra uzewnętrzniłam się masakrycznie, ale jak czytam, że gdzieś się jedzie po jakichś (jakichkolwiek) autorach, to szlak mnie trafia. Bo ja mogę oceniać książki, ale nie człowieka. Poobgadywać to mogę w zaciszu własnych czterech ścian, z przyjaciółkami, a nie na forum publicum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, może to po prostu zwyczajna ludzka zawiść? Ja sama autorki do tej pory nie znałam, ale uważałam, że i tak trafi w moje gusta i tak też się stało. Fakt, gust każdy ma inny, ale żeby od razu krytykować każdą książkę... nie rozumiem tego... a z takim czymś też się właśnie spotkałam... jedni chwalą, inni skutecznie krytykują każdą powieść, czy byłaby wartościowa czy nie...

      Usuń
  4. Sil, ja czytałam dyskusję między autorką jakiegoś bloga na którym skrytykowała którąś z książek Pani Lingas-Łoniewskiej, a samą autorką.Nie powiem, pouczające to było.Autorka udowadniała że blogerka nie rozumie jej książek a ta odwzajemniała się cytatami z ksiązki które obśmiewała okrutnie. Wszystko to było niesmaczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie miałam okazji czytać tej dyskusji, bo chyba by mnie krew zalała...

      Usuń
    2. Wiesz, ta dyskuja byłą zbędna. Każdy ma prawo wypowiedzieć się krytycznie o przeczytanej książce i autor powinien to uszanować, bo wydając książke wystawia ją na ocenę. I zdarzy się nie raz że czytelnik odbierze książkę zupełnie inaczej niż to autor sobie wyobraża. Ale też bloger oceniając powienien zachować jakąś formę i minimum kultury i naturalnie merytorycznie uzasadnić ocenę.

      Usuń
    3. Sama dyskusja jest okay, nie mam nic przeciwko, ale w takiej formie, której nie obraża ani krytykującego, ani krytykowanego...

      Usuń
    4. Szanowna Pani Honorato.
      Kiedyś zabrałam tylko raz głos pod jakąś wyjątkowo niesmaczną recenzją, ale generalnie nie udzielam się w tego typu dysputach, bo szkoda czasu i atłasu.
      Jednak, gdy zaczynam dostawać obraźliwe maile, szydzące ze mnie i z mojej rodziny, to proszę mi wierzyć, jest to mało zabawne. Sil zapewne właśnie o to chodziło, bo doskonale znała moją sprawę nękania, która nawiasem mówiąc została zgłoszona odpowiednim służbom (nie specjalnym:)).

      A Autorce tej recenzji serdecznie dziękuję i niezmiernie się cieszę, że Zakręty losu tak bardzo przypadły jej do gustu:) Pozdrawiam, Agnieszka.

      Usuń
    5. To chyba właśnie trafiłam na tę dyskusję o której Pani wspomina.A tych maili współczuję.Generalnie ja uznaję krytykę, ale konstruktywną i na poziomie.A gdy przeczytam którąś z Pani książek wyrobię sobie w końcu zdanie, bo jest Pani kontrowersyjną autorką, jak widać :)

      Usuń
    6. Dokładnie, krytyka jest okay, ale na poziomie, bez szydzenia i obrażania. Coś takiego już jest niedopuszczalne, ale jak widać nie brakuje i takich.
      Honorata, jestem bardzo ciekawa Twojej opinii o jakiejkolwiek książce pani Agnieszki :)

      Usuń
    7. Przeczytam na pewno i się wypowiem. Ale trochę się boję, że jeśli moja opinia nie będzie pozytywna to mnie zlinczują :)

      Usuń
    8. Dobra, mam Zakład o miłość. W czasie weenekndu przeczytam :)

      Usuń
    9. Przeczytałam. Na moim blogu opinii nie będzie ponieważ ta ksiązka była OKROPNA i musiałabym skrytykować dokładnie WSZYSTKO a na to szkoda mi czasu.I rozumiem, że są osoby którym taki sposób pisania i przedstawienie tematyki pasuje i ja to szanuję.

      Usuń
    10. Chciałabym tę opinię przeczytać, ale rozumiem i nie będę nalegać :) Ja tej książki, czytanej przez ciebie nie czytałam, chociaż pewnie kiedyś do mnie trafi. Czy mi się spodoba, nie wiem, wszak nie wszystkie książki autorki muszą mi się podobać. Jednak szanuję to, że nie każdy ma gust taki, jak ja i nie każdy lubi to samo, różne są opinie jak różni są ludzie i dlatego między innymi jest ciekawie. "Zakręty losu" podobały mi się bardzo i zamierzam trwać przy tej opinii :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    11. Ja np nie lubię twórczości Pani Michalak, Sparksa, Coehlo itp a zbierają świetne recenzje i mają wielu fanów.Wszystko to rzecz gustu.Ja nie widzę sensu w pisaniu opinii która jest całkowicie negatywna i pastwi się nad ksiązką.Wolę co jakiś czas zrobić przegląd telegraficzny niektórych książek i napisać jednym zdaniem czy mi się podobało czy nie.Jeśli któś poznał już mój gust literacki, może dla niego taka krótka opinia być pomocna :)

      Usuń
  5. bardzo się cieszę z pozytywnej opinii, bo czeka na mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszka Lingas - Łoniewska nie pisze o babciach w kapciach co by chciały a nie mogą... To zdanie warto by umieścić na okładce którejś z książek autorki :-)
    Sama nie miałam jeszcze okazji poznać twórczośći autorki. Prawdę mówiąc nie mogę zdecydować się od czego zacząć. Zakręty kuszą ale np. Szósty też... Cieszę się że książka aż tak Ci się spodobała i z całego serca życzę Ci by trylogia kiedyś pojawiła się na Twojej półce. A co do okaładek to coraz bardziej się do nich przekonuję, choć początkowo miałam podobne zdanie do Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu nie lubię okładek z ludźmi, bo mi zaburzają całe moje wyobrażenie o bohaterach, jakakolwiek książka by to nie była... Tutaj też miałam w głowie twarz Kasi i Krzyśka, a jak patrzę na okładki, to nijak pasuje to do tego, co sama mam w głowie...

      Usuń
    2. Ja też za ludźmi na okładce nie szaleję ale jakoś potrafię to przełknąć ;-) Pół biedy jeśli książki jeszcze nie czytałam bo wtedy łatwiej mi zaakceptować postacie, gorzej, gdy tak jak Ty czytam książkę z inną okładką a potem widzę tą nową, która w ogóle nie pasuje do wytworów mojej wyobraźni...

      Usuń
  7. Mam w planie, ale jeszcze nie ma jej w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  8. ja już mam ją na półce i niedługo będę czytać. Po Twojej recenzji postaram się wykroić dla niej parę godzin jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to czytaj szybko, bo jestem strasznie ciekawa, jakie na Tobie zrobi wrażenie :)

      Usuń
  9. Nie jestem przekonana, zwłaszcza, że - jak już wyżej podjęta została dyskusja, nie lubię pisać recenzji, która będzie później brana pod lupę znajomych autora bądź przez samego autora. Już nie raz dostałam komentarz w stylu, że nie zrozumiałam idei książki. Skoro tak, wolę nie czytać polskiej literatury. I już ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się przejmujesz, jeden autor wiosny nie czyni :) A wiele możesz stracić bo mamy świetnych polskich autorów.Ja piszę różne opinie i jak do tej pory żaden autor ich nie skomentował, a niektóre były mało pochlebne.

      Usuń
    2. Jestem tego samego zdania. Dużo się traci, naprawdę wiele, nie czytając w ogóle polskiej literatury, sama się o tym przekonałam na własnej skórze.

      Usuń
  10. póki co jeszcze nie czytałam żadnej książki tej autorki, choć na półeczce od jakiegoś czasu czeka na mnie "Szósty"
    znajdę w końcu czas i nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szóstego" też niedługo będę miała okazję przeczytać :)

      Usuń
  11. Jeszcze nie poznałam książek autorki ale zewsząd słyszę rady, że warto. I do tego jeszcze Twoja recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna książka. Na mnie również zrobiła bardzo dobre wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna recenzja. Zachęciłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła, nie znam jeszcze twórczości pani Lingas - Łoniewskiej, a Twoja opinia utwierdza mnie w przekonaniu, że wiele tracę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nie przeczytam, ponieważ czytałam już tutaj wspomnianą dyskusję, a raczej zapoznałam się z cytatami przytoczonymi przez blogerkę i z nich wynikało, że ma ona rację. "Po polskiemu" to to nie brzmiało.
    Wypowiem się w imieniu krytykujących blogerów, którzy strącają z piedestału wielbione książki. Po pierwsze mam/mamy pełne prawo mieć własne zdanie różne od ogółu, po drugie większość nie zawsze musi mieć racje. Pomijam fakt, że zazwyczaj jej nie ma.
    To, że mi się coś nie podoba to nie oznacza od razu zawiści. To oznacza, po prostu, że mi się nie podobało. Czy mam się udać zaraz do psychoanalityka by stwierdził czy nie mam ukrytych w podświadomości pokładów zawiści i przejawia się to wysokimi wymaganiami wobec książek?
    I szczerze mówiąc nie spotkałam się z blogiem, który krytykowałby każdą książkę, a siedzę w blogosferze od ponad roku. No cóż, może mało widziałam, albo nie spaceruję po takich blogach.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli