Syrena

Autor: Tricia Rayburn
Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2011
Liczba stron: 360
Ocena: 8/10
Syreny większość z nas zna głównie z bajek dla dzieci, jako sympatyczne, piękne istoty z rybimi ogonami. Niestety, jako przyjazne i miłe, są one przedstawiane chyba tylko w bajkach i kreskówkach. Bowiem w mitologii greckiej syreny to pół-kobiety, pół-ptaki, co może dziwić, bo wszyscy kojarzą te stworzenia głównie z wodą. I słusznie, podążając bowiem za mitologią rzymską, syreny to nimfy wodne, pół-ryby lub ryby z głową kobiety. Nic więc dziwnego, że gdy słyszymy słowo syrena, wyobrażamy sobie najczęściej morze albo ocean. Jednak w żadnej z mitologii syrena nie jest sympatyczną istotą, raczej przebiegłą i niebezpieczną.

Taki też obraz tych stworzeń wykreowała Tricia Rayburn w swojej powieści. Główną bohaterką „Syreny” jest Vanessa, siostra Justine. Obie dziewczyny spędzają swoje wakacje w nadmorskiej miejscowości Winter Harbor. I niby są to zwykłe wakacje jak każde, Vanessa niebawem ma rozpocząć ostatnią klasę szkoły średniej, jej rok starsza siostra Justine jest właśnie w trakcie wyboru uczelni. Nie będą to jednak wakacje szczęśliwe dla rodziny dziewcząt. Bowiem Justine, od dawna lubiąca adrenalinę, wodę, bardziej szalona, po rodzinnej kłótni wychodzi z domu, by poskakać z urwiska do wody. Nazajutrz jednak zostaje odnaleziona martwa nad brzegiem. Policja jest pewna, że to zwykły wypadek, niektórzy podejrzewają, że Justine popełniła samobójstwo… Dla jej siostry nic jednak nie jest takie pewne, Vanessa chce więc wyjaśnić okoliczności śmierci siostry. Wkrótce jednak, w Winter Harbor, giną kolejne osoby – we wszystkich przypadkach są to mężczyźni z bardzo charakterystyczną cechą – szerokim, zastygłym na ich twarzach uśmiechem… Czy ma to jakiś związek ze śmiercią Justine? Co odkryje Vanessa, co na zawsze zmieni jej życie? Tego niestety Wam nie zdradzę.

Po książkę sięgnęłam, ponieważ od dawna miałam na nią ochotę. Wysokie noty, jakie zbierała, mnóstwo pozytywnych opinii i moje osobiste zainteresowanie fabułą sprawiło, że była od jakiegoś czasu na mojej liście życzeń. I nie zawiodłam się na tej książce absolutnie. Mało tego: jestem sama zaskoczona, że aż tak mi się spodobała. Bowiem na co dzień staram się unikać takich historii, powieści dla młodzieży, różnorakich trylogii itp. Z tą książką jednak miałam przeczucie, że będzie inaczej – i nie pomyliłam się.

Syrena nie jest tu sympatyczną postacią z bajek, jakie znamy z dzieciństwa. Jest niebezpieczną istotą, która nie waha się zabić dla własnej korzyści, nieprzewidywalną i przebiegłą. Chociaż przez większą część książki zastanawiałam się, gdzie ta tytułowa syrena, tak naprawdę całą tajemnicę poznałam praktycznie na samym końcu. Jednak cała historia tak mnie wciągnęła od pierwszych stron, że niekiedy nie byłam w stanie jej odłożyć. Co też mnie zaskoczyło.

Główną bohaterką tutaj jest Vanessa, to z jej perspektywy poznajemy całą opowieść. Narracja pierwszoosobowa jest tutaj wręcz strzałem w dziesiątkę, dzięki temu czyta się tą książkę lekko, przyjemnie i z ciekawością. Ale pozostali bohaterowie są równie barwni, nakreśleni niezwykle wyraźnie, co tylko dodaje jej uroku. Poza tym ten ocean… aż czuć zapach słonej wody, unoszący się w powietrzu. Jednak co mi się również podobało (do czego podchodzę surowo i sceptycznie w każdej książce bez wyjątku), to wątek miłości między Vanessą a Simonem. Simon jest mieszkańcem Winter Harbor i bratem chłopaka Justine. Ich uczucie, które się stopniowo rozwija, chociaż na początku nikt nie mówi o nim wprost, jest tak subtelne, delikatne, bez żadnej przesady, jak to bywa w innych tego typu książkach…

„Syrena” jest powieścią, która totalnie mnie zauroczyła, nie tylko bohaterami, klimatem nadmorskiego miasteczka, ale również tym, że wpleciony w fabułę został wątek mitycznych istot, których często w książkach się nie spotyka. Do tego został on rozwinięty do tego stopnia, aby zaciekawić, ale aby czytelnik nie miał uczucia przesytu. Sama jestem zaskoczona tym, że ta powieść tak mnie wciągnęła. Nawet, jeśli ktoś za takimi opowieściami nie przepada, jak ja, to jednak moja ocena mówi sama za siebie – warto tę książkę przeczytać. Ja nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję sięgnąć po drugą jej część.


17 komentarzy:

  1. Prawdę powiedziawszy nie interesowałam się tą książką, tak jak zdarza mi się interesować innymi nowymi tytułami, lecz od pewnego czasu zaczynam zauważać, że książka otrzymuje całkiem pozytywne opinie. To mnie bardzo cieszy, gdyż "Syrena" leci do mnie z wymiany, a mimo wszystko wzięłam ją trochę w ciemno :) Zobaczymy, jak to z nią jest. Fakt faktem, nie czytałam zbyt wielu książek o syrenach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powinna Ci się spodobać :) Ale i tak bardzo jestem ciekawa Twojej opinii, będę na nią czekać :)

      Usuń
  2. Jejku, ja chcę tę książkę! Bardzooo! Tematyka całkiem oryginalna, podoba mi się. Muszę mieć :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach od dłuższego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dwie części już za mną i również bardzo mi się podobały:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Od jakiegoś czasu poluje na tę książkę i chyba muszę się bardziej zmobilizować, by ją ,,dopaść', gdyż z twojej recenzji wynika, że naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Syrena" leży na półce i czeka na swoją kolej ;) Niebawem powinnam zacząć czytać i mam nadzieję, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny cykl, na który mam ochotę. Za dużo w planach, za mało czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy nie jestem za stara na czytanie o syrenach:) Ale chyba się skuszę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również wcale nie jestem już taka młoda :)

      Usuń
  9. Chciałabym przeczytać tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Syrena rzeczywiści jest wspaniała, mnie tez się spodobała, ale tom drugi jest słabiuuutki :/ Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  11. To chyba raczej nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem bardzo ciekawa tej powieści i już nie mogę się doczekać kiedy się za nią zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O tej książce to czytałam bardzo skrajne opinie. Od zachwytów aż do utyskiwań, więc sama postanowiłam sięgnąć i przeczytać żeby wyrobić sobie własne zdanie, chociaż wcześniej nie miałam w planach "Syreny". Nie wiem kiedy, ale kiedyś na pewno sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Super recenzja. :) Sama od dawna zabieram się za tą książkę, ale Twoja opinia mnie do tego zmotywowała. I jeszcze chciałam dodać, że mitologicznych istot znajdziesz sporo w książkach, tytułami mogę sypać z rękawa, ponieważ wątki mitologiczne są moim ulubionym tematem literackim. :) Na początek proponuję Ricka Riordana. Czysta mitologia! :D

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli