Paryski spadek

Autor: Ewa Grocholska
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Liczba stron: 431
Ocena: 6/10
„Paryski spadek” krzyczał do mnie swoim tytułem na bibliotecznej półce. A ja, miłośniczka Francji, Paryża i wszystkiego co francuskie, po prostu nie mogłam się oprzeć temu tytułowi. Nazwisko autorki, zupełnie mi nieznane, dodatkowo przyciągało choćby tym, że jest naszą rodowitą pisarką, a ja na polską literaturę zwracam ostatnio bardzo dużą uwagę.

Przyciągnął mnie też do książki opis na okładce. Bo oto mamy przełom lat 70 i 80 ubiegłego wieku. Cztery lata po tym, jak Agnieszka i Ewa spędziły pamiętne wakacje w Paryżu, pracując w hotelu jako pokojówki i malując na rynku portrety turystów, oto nadchodzi szansa na to, aby zobaczyć Paryż jeszcze raz. Otrzymują bowiem w spadku małą mansardę po poznanym cztery lata temu kloszardzie Napoleonie. Okazuje się, że Napoleon wcale nie był bezdomny, ani nawet biedny, popełnił jednak w tamtym czasie samobójstwo, rzucając się z mostu do Sekwany. Ewa i Agnieszka odziedziczyły po nim małe mieszkanko na poddaszu. Aga wyjeżdża więc na kilka dni do Paryża, aby w końcu uregulować wszystkie sprawy u notariusza i ewentualnie zastanowić się, co zrobić z mansardą. Okazuje się jednak, że nic nie będzie takie proste. Początkowo chęć zobaczenia jeszcze raz Paryża, przespacerowania się zachowanymi w pamięci uliczkami i zobaczenia dawnych przyjaciół zamienia się w bardziej skomplikowaną sprawę, mieszkanie bowiem skrywa w sobie mnóstwo tajemnic. Bardzo cennych tajemnic. Samobójstwo Napoleona również budzi wątpliwości.

Biorąc tę książkę z bibliotecznej półki nie miałam pojęcia, że posiada ona swoją pierwszą część pt. „Paryska pokojówka”. Doszłam do tego, gdy książka już była u mnie w domu, postanowiłam ją jednak przeczytać i tak. I słusznie, bowiem nieznajomość pierwszego tomu nie przeszkodziła mi w niczym, aby zrozumieć fabułę i wydarzenia przedstawione w „Paryskim spadku”. Całą historię opowiada nam Agnieszka, główna bohaterka, która bardzo często wraca do wydarzeń sprzed czterech lat, więc nie przeszkadzało mi w ogóle to, że wcześniej ich nie znałam. Cała historia bowiem biegnie swoim torem, są retrospekcje i wspomnienia dawnych wakacji, ale fabuła opowiada już o czymś innym, nie ma więc przeszkód w tym, aby sięgnąć po tą książkę, nie znając „Paryskiej pokojówki”.

Chociaż w Paryżu nigdy nie byłam, od dawna marzę, aby móc się tam znaleźć, przejść uliczkami, zobaczyć Wierzę Eiffla, zajrzeć do Luwru, przespacerować się wzdłuż Sekwany. Paryż to piękne miasto i żeby to stwierdzić, wcale nie trzeba go odwiedzić. Paryż jest jednym z moich najskrytszych marzeń, a po przeczytaniu powieści pani Ewy Grocholskiej mam ochotę spakować się i wsiąść w samolot. Mam tak nieodpartą ochotę znaleźć się tam choć na chwilę. Czytając „Paryski spadek” czułam się bowiem tak, jakbym w tym Paryżu była… Klimat tego miasta jest niesamowity i autorka to doskonale oddaje – paryskie uliczki, małe kawiarnie i restauracje, do których nie da się nie wejść choć na chwilę… czujemy to, jakbyśmy byli tam sami i za to trzeba autorkę pochwalić.

Choć sama powieść może nie powala na kolana, raczej jest to takie zwykłe czytadło dla kobiet, to wypożyczyłam tą książkę z zamiarem przeczytania właśnie takiego czytadła – zmęczona trochę ostatnio kryminałami – i książka w tym celu sprawdziła się doskonale. Nie zadziwia może akcją, wydarzenia w niej są trochę przewidywalne i nawet odrobinę naciągane, tak jakby sama autorka nie miała już pomysłu na drugą część. Nie wspominając już o takich drobiazgach, jak mieszkanie w zakurzonej mansardzie, której nie warto sprzątać, bo przecież nie wiadomo, co się z nią po załatwieniu spraw zrobi (zastanawiałam się, czy Aga śpi w takiej zakurzonej, czteroletniej pościeli po kloszardzie Napoleonie) czy – na Boga! – picie czteroletniej kawy z zakurzonej w kuchni puszki i  do tego częstowanie nią gości!... Niby taki drobiazg, a tak zwrócił na siebie moją uwagę… chociaż teraz raczej chce mi się z tego śmiać, to jednak czasem budziło we mnie niesmak.

Dowiedziawszy się jednak, że pierwsza część jest znacznie lepsza od tej oto, mam wielką ochotę sięgnąć po nią w przyszłości. Choćby dla tego Paryża. Ostatnio mam fazę na właśnie tego typu książki, odejść trochę od czytanych nałogowo kryminałów, a czytać coś lekkiego, kobiecego, nie wymagającego dużo myślenia. „Paryski spadek” spełnił swoją rolę, jaką miał spełnić – mimo wszystko książka mi się podobała – taka lekka opowieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym (a jednak!).

Spodoba się bez wątpienia czytelnikom, którzy nie oczekują wiele po powieści obyczajowej, którzy raczej chcą sobie zrobić przerwę w do tej pory czytanej literaturze. Zasługuje na uwagę i polecam! Ach, ten Paryż…

15 komentarzy:

  1. Sięgnę po nią, gdy najdzie mnie nastrój na czytadło. Lubię szczególnie polskich autorek.A w Paryżu byłam, oczywiście zabytki super, ale nie zachwyciło mnie to miasto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że jesteśmy w podobnej sytuacji. Też jestem wielką fanką kryminałów, al postanowiłam sobie zrobić od nich odpoczynek i częściej sięgam właśnie po takie czytadła :) Szczerze, to książka jednak niezbyt mnie zainteresowała. Poszukam czegoś innego. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Także jestem miłośniczką Paryża, mimo, że nigdy w nim nie byłam. Polecam Ci jeszcze książkę "Lekcje francuskiego":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lekcje francuskiego" mam na oku, w planach od dłuższego już czasu :)

      Usuń
  4. Miałam ją ostatnio w rękach w bibliotece i zauważyłam że to druga część, więc postanowiłam poczekać na pierwszą, ale lubię czasami poczytać takie czytadła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedy zmęczą mnie "głębsze" książki, sięgnę po tą pozycję.
    Chyba warto od razu wypożyczyć część pierwszą. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, tym bardziej że słyszałam, że jest lepsza od drugiej... Poza tym mimo wszystko ta książka mi się podobała, więc ja na pewno poszukam :)

      Usuń
  6. Nastała właśnie pora na czytadła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też chciałabym pojechać do Paryża. Co do książki to poszukam pierwszej części

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowała mnie fabuła, mimo, że zazwyczaj podchodzę dość sceptycznie do tego typu książek. W przyszłości (bo jak na razie czasu brak) chętnie dam szansę tej nieznanej mi autorce. A Paryż widziałam ostatnio 3 tygodnie temu:) Szkoda, że przez tak krótko, bo byłam tam tylko na weekend. Jednak udało mi się poczuć klimat miasta:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fabuła niezbyt mnie pociąga... Może kiedyś sięgnę po tę książkę, ale tylko przy okazji - nie będę specjalnie rozglądać się za nią.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio bardzo lubię czytać niezobowiązujące powieści obyczajowe przy których nie muszę wytężać swojego umysłu, dlatego bardzo chętnie przeniosę się w wirtualną podróż do Paryża.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też czasami sięgam po "zwykłe czytadła" dla kobiet, żeby odciążyć umysł i spędzić kilka przyjemnych chwil. Ubolewam tylko nad językiem tego typu książek (chociaż zdarzają się wyjątki), ale od czasu do czasu - nie zaszkodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Okłądka zachęca, recenzja też, więc kiedyś sobie tej książki poszukam :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli