Lokatorka Wildfell Hall

Autor: Anne Brontë
Wydawnictwo Mg, Warszawa 2012
Liczba stron: 528
Ocena: 7/10
Są książki, gdzie wystarczy jedno spojrzenie na nie, gdzie nie trzeba czytać fabuły, gdzie wystarczy nam jak najbardziej ogólny zarys, o czym jest, żeby wiedzieć, że książka spełni nasze oczekiwania. Są bowiem powieści, czy to sprawdzonego autora, czy po prostu osadzone z akcją w określonym czasie, po które możemy sięgnąć w ciemno wiedząc, że nam się spodobają. Tak właśnie było ze mną i „Lokatorką Wildfell Hall”. Wystarczyło mi to, że spojrzałam na okładkę – moim zdaniem piękną i na pewno przykuwającą uwagę – i to, że wiedziałam mniej więcej, że to Anglia XIX wieku, nie mówiąc już o autorce, bo któż nie słyszał o słynnych siostrach Brontë? Jeśli więc chodzi o „Lokatorkę Wildfell Hall”, wiedziałam od początku, że ta powieść mnie nie zawiedzie. I nie zawiodła.

Nie mam pojęcia, co takiego jest w powieściach, których akcja dzieje się w Anglii poprzednich wieków, ale takie książki zawsze potrafią mnie oczarować. A sama fabuła również jest bardzo ciekawa. Bowiem główna bohaterka, niejaka Helen Graham, pewnego dnia wraz z kilkuletnim synkiem zjawia się w posiadłości Wildfell Hall. Wzbudza tym niemałe zainteresowanie okolicznych mieszkańców, ponieważ kobieta sprawia wrażenie osoby niezwykle tajemniczej. Wkrótce jednak zdobywa zaufanie jednego z mieszkańców, Gilberta Markhama i aby wyjaśnić mu swoją sytuację i całą tajemnicę, jaką wokół siebie stworzyła, daje mu do przeczytania swój pamiętnik. Dziennik Helen wyjaśnia wszystko zakochanemu w niej Gilbertowi, Gilbert poznaje przeszłość, często niezbyt kolorową i szczęśliwą, głównej bohaterki… oraz tajemnicę największą ze wszystkich…

Zaskoczyły mnie w tej powieści już jej pierwsze strony. Całą opowieść snuje bowiem sam Gilbert, ale ciekawe jest przede wszystkim to, w jaki sposób ją opowiada. Całość jest bowiem listem do najlepszego przyjaciela Halforda, w którym zwierza się ze swojej przeszłości. Narratorem jest tu więc Gilbert, poznajemy dzięki temu bliżej samego bohatera, emocje, które nim targają, jego uczucia, myśli, problemy. Jednak nie jest tak, że ciągnie się to przez całą książkę. Autorka tak skonstruowała swoją powieść, że w pewnym momencie narrację przejmuje pośrednio sama Helen. Gilbert dostaje od niej swój dziennik, w liście więc pojawia się również opowieść Helen. Muszę przyznać, że spodobał mi się ten zamysł na narrację, dzięki temu książka tylko zyskuje w oczach czytelnika, w moich zyskała naprawdę dużo.

A bohaterowie? Są kolejnym elementem, który mnie mile zaskoczył. Często w takich powieściach bohaterowie nakreśleni są niezwykle barwnie, wyraźnie – i tak też jest tutaj. Każdy z osobna jest wart uwagi, nie tylko sam Gilbert i Helen, ale wszyscy po kolei, nie pomijając absolutnie nikogo. Zapałałam niemałą sympatią do niektórych z nich, inni wywoływali u mnie wręcz przeciwne emocje, jeszcze inni całkiem skrajne, raz dobre, innym razem wcale mi się nie podobali… Jednym słowiem, mamy w tej powieści bohaterów, którzy wywołują u czytelnika całą gamę emocji i uczuć. Do tego są tak barwnie opisani, że mamy nierzadko uczucie, jakbyśmy stali tam obok i uczestniczyli w wydarzeniach, nie tylko o nich czytali...

Sama Helen jest na początku postacią bardzo tajemniczą. Nie wiemy o niej nic, prócz tego, że jest ponoć wdową, że mieszka z pomocą domową i małym synkiem w opuszczonej do tej pory posiadłości Wildfell Hall. Jednak za sprawą jej pamiętnika poznajemy ją dogłębnie – całą jej przeszłość i wszystkie tajemnice, które chciałaby ukryć przed nowymi znajomymi i sąsiadami. Każdy wie, jaka była sytuacja kobiet w XIX wieku nie tylko w Anglii, które musiały podporządkować się mężczyznom, bardzo często były od nich zależne. Helen pragnie złamać ten schemat. Powieść więc doskonale ukazuje sytuację kobiet w tym czasie, nie tylko na przykładzie samej głównej bohaterki, ale także za pośrednictwem innych, drugoplanowych postaci.

„Lokatorkę Wildfell Hall” czytałam z niezwykłym zainteresowaniem. Zarówno opowieść Gilberta, jak i Helen. Autorka na zmianę od dość wartkiej akcji przechodzi do spokojniejszych wydarzeń, może książka ta nie trzyma w napięciu do ostatniej strony, to nie jest powieść z tej kategorii. Akcja jest dość spokojna, ale to właśnie mnie w niej urzekło. Jeśli dodać do tego bohaterów, klimat XIX-wiecznej Anglii i tajemniczość, którą w tej książce czuć od pierwszej niemalże strony – wyjdzie nam powieść, od której nie można się oderwać i która zdecydowanie za szybko się kończy. Takie powieści są dokładnie w moim stylu i polecam ją wszystkim.

Za wspaniały klimat XIX-wiecznej Anglii dziękuję wydawnictwu Mg.

17 komentarzy:

  1. Cudowna książka, którą wielce sobie cenię. Siostry Bronte zawojowały moim sercem, a zwłaszcza Anne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam oko na tę książkę od dłuższego czasu - podoba mi się atmosfera tej powieści. Ponadto jestem pod wrażeniem cudownej okładki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z twórczością sióstr Brontë, ale niedługo to się zmieni, ponieważ na mojej półce leży "Agnes Grey" i czeka na swoją kolej. Już teraz jestem prawie pewna, że ta jedna książka rozbudzi we mnie chęć sięgnięcia po kolejne i zapoznanie się z twórczością każdej z sióstr, więc na pewno nie ominę także "Lokatorki Wildfell Hall". :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książek sióstr Bronte chyba nie da się czytać inaczej, jak z zachwytem - mają w sobie coś... niezwykłego. Planuję zapoznać się ze wszystkimi dziełami Anne, bo jak na razie tylko z Emily miałam styczność poprzez Wichrowe wzgórza ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawa recenzja :)
    a książkę od dawna mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja :)
    Książka grzecznie stoi na mojej półce i czeka na swoją kolej ;)Mam duże oczekiwania co do tej książki po tylu pochlebnych recenzjach ;)
    Pozdrawiam
    tulipanowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam zamiar przeczytać i zgadzam się, że sama okładka i nazwisko autorki wystarczają na zachętę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Coraz częściej napotykam recenzje książek sióstr Bronte i mam coraz większą ochotę aby się z nimi zapoznać! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno się nie zabierałam za klasykę i ciągle sobie obiecuję, że to zmienię. Książka Bronte chodzi za mną już od dawna, na pewno przyjdzie pora na nią.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna książka. Zrobiła na mnie świetne wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie lubię twórczości sióstr Bronte :)

    OdpowiedzUsuń
  12. marzy mi się ta książka i jestem przekonana, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie słyszałem o tej autorce, może ta tajemniczość powiesci kogoś przyciągnie?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem czym to jest spowodowane ale nie mogę wgryźć się w fabułę książek sióstr Brontë. "Wichrowe wzgórza" to mój ulubiony film (zaraz po "Przeminęło z wiatrem" :)) ale książki nigdy nie przeczytałam, chociaż robiłam kilka podchodów :/
    Co jakiś czas sięgam po kolejne książki, bez rezultatu niestety...

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię takie klimaty XIX-wiecznej Anglii, więc może książka także spodobałaby mi się :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli