Comédia infantil


Autor: Henning Mankell
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008
Liczba stron: 320
Moja ocena: 7/10
Nazwisko Henninga Mankella znane jest niemalże wszystkim miłośnikom kryminałów. Sam autor zasłynął głównie serią o komisarzu Wallanderze – sama oczarowana byłam swojego czasu tą serią, jak i wspaniałym kunsztem samego autora, talentem, który pozwolił stworzyć mu tak doskonały kryminał. Chcąc więc przeczytać inną jego książkę i będąc pewna, że to będzie kolejny wspaniały kryminał – w moje ręce trafiła „Comédia infantil”. Mój błąd jednak polegał na tym, że nawet specjalnie nie wczytałam się w notę wydawcy, bo przynajmniej miałabym jakieś rozeznanie, co do tego, jaką naprawdę książkę czytam. Bo głodna kolejnego kryminału dopiero po wnikliwszym przestudiowaniu fabuły dotarło do mnie, że „Comédia infantil” wcale kryminałem nie jest…

Akcja całej historii dzieje się w Afryce, dokładniej w Mozambiku, w mieście Maputo, gdzie pewnego wieczora piekarz, Jose Antonio Maria Vaz słyszy strzały z broni, a chwilę później, na scenie teatru, sąsiadującego z piekarnią, znajduje postrzelonego dziesięcioletniego chłopca. Chłopiec mówi, że ma na imię Nelio i jest przywódcą ulicznej, dziecięcej bandy. Jose Antonio umieszcza rannego chłopca na materacu ułożonym na dachu piekarni. Kto postrzelił Nelia? Kim właściwie jest chłopiec, jak znalazł się w teatrze, gdzie są jego rodzice, koledzy? Jose Antonio Maria Vas, jak i czytelnik, dowie się tego w ciągu najbliższych nadchodzących nocy, podczas których będzie opiekował się chłopcem, zmieniał mu opatrunki i dotrzymywał towarzystwa. Poznamy historię Nelia i tego, kim jest. A nie jest to historia radosna.

Nie wiem czemu na pierwszy rzut oka wzięłam tę książkę za kryminał. Nie ma on nic z kryminału, jest za to powieścią społeczno-obyczajową, czego elementy można znaleźć również w kryminałach autora. Mankell Afrykę, a przede wszystkim Mozambik, zna bardzo dobrze, tak dobrze, jak Szwecję – mieszka w obu tych krajach na przemian. Dlatego bez wątpienia znane mu są problemy współczesnej Afryki, zna tamtejszą sytuację polityczną i społeczną, to wszystko nie jest mu obce. I część tego wszystkiego można znaleźć w „Comédia infantil”. Można w niej zobaczyć obraz Mozambiku, ale głównie jest to obraz gorącego, targanego wojnami domowymi państwa, o niestabilnej sytuacji politycznej – obraz biedy, nędzy, brudu, ale przede wszystkim okrucieństwa, bandytyzmu, obojętności na ludzki los.

Los chciał, że Nelio znalazł się w samym środku tego świata, złego i okrutnego. W ciągu dziewięciu nocy, podczas których chłopiec opowiada piekarzowi swoją historię, dowiadujemy się, jakie Nelio miał życie, jak stracił rodziców, był świadkiem brutalnego morderstwa swojej kilkumiesięcznej siostry – jak w jednej chwili znalazł się na ulicy – dziesięciolatek, zdany tylko i wyłącznie na siebie w okrutnym świecie zamieszek politycznych, walki o władzę, brutalności. Przez dziewięć nocy Nelio wprowadza nas w swoją historię, której narratorem jest Jose Antonio Maria Vaz – tylko ten człowiek poznał bowiem całą tę opowieść, opowieść, która jest straszliwie smutna, ale jednak brak w niej jakichkolwiek pretensji – Nelio nie ma ich ani do ludzi, którzy zamordowali jego siostrę, ani do świata – jest pogodzony ze swoją sytuacją, z tym, że jest umierający, mimo że ma dopiero 10 lat – jest pogodzony ze śmiercią, absolutnie się jej nie boi. Nelio jest jak na swój wiek niezwykle dojrzałym chłopcem.

Nie jest to opowieść o umieraniu. Raczej o świecie do granic złym, przepełnionym ludzkim okrucieństwem i brutalnością, jednak nie brak w opowieści Nelia magii, elementów baśniowych, niesamowitych przygód dzieci, których sytuacja zmusza do tego, że muszą natychmiast wydorośleć, przeżyć z dnia na dzień w kraju, w którym toczy się wojna domowa. I powiem szczerze, nie spotkałam się po autorze, znanym z doskonałych kryminałów, takiej książki. Jakże innej od pozostałych. Myślę nawet, że nie bez powodu „Comédia infantil” jest uważana za jedną z najważniejszych w dorobku autora i była nominowana do prestiżowych literackich nagród. Warto jest tę książkę przeczytać – choćby dlatego, żeby zobaczyć, jak bardzo książki jednego autora mogą się od siebie różnić – dla mnie świadczy to tylko o jednym: o tym, że Henning Mankell jest bez wątpienia wybitnym autorem i uważam, że każdy czytelnik powinien mieć na koncie chociaż jedną jego książkę – nieważne, czy to będzie kryminał, czy cokolwiek innego napisanego przez Mankella.

8 komentarzy:

  1. Słysząc Mankell też od razu pomyślałam o kryminale, dlatego nie dziwię Ci się :P Sama jeszcze nie miałam okazji czytać żadnej jego książki, ale na pewno kiedyś to zrobię. Chociaż myślę, że to nie będzie akurat ta pozycja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, lepiej zacząć od jakiegoś kryminału, ale ta książka też obowiązkowo w późniejszym czasie :)

      Usuń
  2. O zupełnie zapomniałam o tym autorze. Kiedyś czytałam "Chińczyka" i też to nie był typowy kryminał. Bardzo jestem ciekawa cyklu o komisarzu Wallanderze, najpierw chciałabym przeczytać jakąś książkę z tym bohaterem, a potem pomyślę o "Comédia infantil". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komisarza Wallandera jak najbardziej również polecam :)

      Usuń
  3. Coś czuję, ze byłaby to trudna wyprawa, gdybym po tę książkę sięgnęła. Ale nie mówię nie. Chyba do takich powieści po prostu trzeba dorosnąć, a mnie jeszcze ciutkę brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka ta jest od jakiegoś czasu na liście do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i tu się z tobą zgodzę, Mankell (niezależnie o czym pisze) jest świetnym pisarzem i w każdej książce widać jego talent i kunszt pisarski.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli