Prowincja pełna słońca


Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo Mg, 2011
Liczba stron: 290
Mazury – nie bez powodu były typowane jako jeden z najpiękniejszych cudów natury na świecie. Ten, kto choć raz tam był, nawet jeśli nie zakochał się w Mazurach od pierwszego wejrzenia, to na pewno zrobiły na nim wrażenie. Mazury są też miejscem, gdzie urodziła i wychowała się Katarzyna Enerlich. I właśnie tam rozgrywa się akcja prowincjonalnego tryptyku pani Kasi – na Mazurach.

Bohaterowie jakże znani nam z poprzednich części… ale jak dużo się u nich zmieni! Będą smutki – może nawet więcej smutków niż radości, ale będą też znowu piękne miejsca do odwiedzenia, będą jeziora, lasy… Ale będą nie tylko Mazury… bo pojawią się na drodze Ludmiły również Włochy i małe miasteczko nad Adriatykiem, w którym znajdzie się główna bohaterka w poszukiwaniu rozwiązania trudnej sytuacji, która ją spotyka. Tak tak, Ludce nie będzie w życiu łatwo, ale jak to każda rozsądna kobieta, nie poddaje się. A dzięki podróży pozna nowych przyjaciół, którzy dużo wniosą w jej życie, zmienią tok myślenia i w pewnym momencie Ludmiła dojdzie do wniosku, że jednak to co jej się przydarzyło, to nic, że niektórzy ludzie są w dużo gorszej sytuacji… jak koleżanka z pracy, Marokanka Amina, która ucieka przed mężem tyranem. Co tu dużo pisać – sami musicie sięgnąć po tę książkę.

Być może nie będzie to recenzja samej „Prowincji pełnej słońca”, a raczej całego tryptyku, który urzekł mnie od pierwszych stron. Trudno jest pisać o kolejnej części jakiejś tam całości, żeby się za każdym razem nie powtarzać, ale muszę napisać, że trzecia część zrobiła na mnie ponownie ogromne wrażenie. Czasem, gdy czyta się kolejny tom jakiejś historii ma się uczucie, że autor jakby na siłę chciał napisać dalsze losy bohaterów, co nie do końca wszystkim wychodzi. Tutaj tego nie ma. Tu jest po prostu zwykła historia, która może spotkać każdego z nas, życiowa – i być może dlatego tak wciąga… Nie ma bohaterów, którzy są szczęśliwi, zawsze się uśmiechają i niczego im w życiu nie brakuje. Nie ma happy endu, który powtarza się w 9 na 10 książek. Ludmiła jest kobietą jak każda z nas, chce być szczęśliwa, ale niestety nie zawsze szczęście puka do naszych drzwi, gdy akurat tego chcemy. 

Ale znowu mamy Mazury. Nie ma tu żadnego przesytu, wręcz przeciwnie, jest to tak pięknie opisane, że tylko pakować walizkę. Ale oprócz Mazur, czego nie było wcześniej, pojawiają się tutaj słoneczne, gorące Włochy. I tak jak klimat Mazur czujemy na kartach książki, tak samo czujemy to palące słońce, które towarzyszy nam razem z Ludmiłą, klimat włoskich uliczek, zapachy regionalnych potraw… Katarzyna Enerlich potrafi stworzyć w swoich powieściach klimat bez względu na to, gdzie akurat toczy się akcja jej powieści. A jest w tych wydaniach jeszcze coś, o czym chyba wcześniej nie wspominałam, a na co warto zwrócić uwagę i co jeszcze bardziej przybliża nam Mazury – zdjęcia Mrągowa i mazurskich wsi, uliczek, które Ludmiła codziennie pokonywała, miejsca w których bywała. Dzięki temu możemy to zobaczyć na własne oczy nie ruszając się z domu.

Cały prowincjonalny tryptyk moim zdaniem trzyma poziom. Znowu nie można się oderwać od książki, znowu przepada się z nią na kilka godzin – cóż, po prostu mnie urzekła i już. Idealne książki na lato, na takie letnie popołudnia – ale koniecznie w odpowiedniej kolejności. Ja dzięki pani Kasi jeszcze bardziej kocham Mazury, ale nie tylko… bo dzięki „Prowincji…” trochę inaczej zaczęłam patrzeć na życie i na to co nas spotyka. Idealna literatura dla kobiet, ale nie jakieś tam zwykłe czytadło, które po skończeniu rzuci się w kąt i zapomni… Tej historii się tak łatwo nie wymaże z pamięci… to mogę Wam obiecać.


Za cały prowincjonalny tryptyk, który tak bardzo mnie urzekł, dziękuję z całego serca Wydawnictwu Mg

18 komentarzy:

  1. Mam ochotę na tę książkę.Musze po nia w końcu sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem może przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz bardziej zachęcasz mnie nie tylko do przeczytania tej serii, ale również jej kupna! ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam książki Kasi Enerlich, ale cala trylogia prowincjonalna jeszcze przede mną, z czego niezmiernie się ciesze. Myślę, ze w przyszłym tygodniu uda mi sie zacząć czytać.Porównamy wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się doczekać Twojej opinii, jednak jestem pewna, że spodoba Ci się Prowincja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam ale brzmi ciekawie, rozejrzę się za jakimiś książkami pani Enerlich. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna mam ochotę na książki Katarzyny Enerlich. Pora moje plany wcielić w życie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach książeczki pani Enerlich, więc i o tej nie zapomnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz w planach, to ten tryptyk obowiązkowo!!! :D

      Usuń
  9. książka w planach.. tylko jak zwykle nie wiem, kiedy uda mi się ją dorwać ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. No nie. Chyba w końcu muszę się zabrać za tę autorkę, bo aż mi wstyd, że nie znam. Co ważniejsze - mam wrażenie, że się polubimy! Dziękuję za taką ładną recenzję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam jeszcze książek tej Autorki, ale mam na nie coraz większą ochotę. Zbierają same pozytywne recenzje.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie czytałam, ale nie wiem czy się przełamie i sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne okładki ma ten tryptyk. Szuakam książek pani Enerlich od dłuższego czasu, jednak nie ma jeszcze żadnej w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki rzeczywiście są piękne - mnie właśnie one na początku najbardziej urzekły :)

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli