Prowincja pełna gwiazd


Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo Mg, 2010 
Liczba stron: 374
Gdy tylko skończyłam czytać „Prowincję pełną marzeń”, praktycznie od razu wzięłam się za czytanie  kolejnej części prowincjonalnego tryptyku Katarzyny Enerlich. Pierwsza część tak mnie urzekła, że koniecznie musiałam poznać dalsze losy Ludmiły. 

Trudno jest jednak napisać, o czym jest część druga tak, żeby nie zdradzić zakończenia części pierwszej. Wątpię, czy znalazł by się wśród Was ktoś, kto chciałby znać zakończenie książki wcześniej jej nie czytając, ja sama nie lubię czytać recenzji ze spoilerami. Jednak „Prowincja pełna marzeń” nie kończy się jednoznacznie, w głowie czytelnika pojawia się pełno pytań bez odpowiedzi. „Prowincja pełna gwiazd” w dużej mierze odpowiada na te pytania. Ale kto przeczytał część pierwszą i ma nadzieję na to, że głównej bohaterki już nic nadzwyczajnego nie spotka, to jest w błędzie. Bo życie zawsze nie do końca układa się tak, jak tego chcemy. Ludka odkrywa nagle tajemnicę swojego pochodzenia i miejsca, które są z tym pochodzeniem związane, bowiem decyduje się na podróż, aby dowiedzieć się więcej na temat swojego ojca i krewnych. Przyjdzie jej się również zmierzyć ze śmiercią bliskiej osoby… Nic w życiu nie jest idealne i życie Ludmiły też takie nie jest.

Z bohaterami „Prowincji pełnej gwiazd” czytelnicy spotkali się już w części pierwszej. I może druga część nie jest już tak pełna wydarzeń jak pierwsza, to i tak wciągnie tych, którzy pokochali Ludmiłę. Bez wątpienia więcej jest jednak tutaj jej własnych przemyśleń – zarówno na temat życia ogólnie, jak i miłości, przyjaźni, własnego pochodzenia. Bo Ludka odkryje tajemnicę, którą tak naprawdę nie jest pewna, czy chciałaby znać. Wiele można z tej książki dzięki temu wyciągnąć i samemu zastanowić się nad otaczającym nas światem. 

Więcej jest również w tej książce Mazur. Mazur pokazanych w cudownych opisach, które zakwitają w naszej wyobraźni jak żywe. Kasia Enerlich ze zwykłej drewnianej, opuszczonej chaty potrafi zrobić coś pięknego, wartego obejrzenia, przystanięcia na chwilę, zastanowienia się. Mam ochotę po tej książce sama wybrać się na Mazury szlakiem Ludmiły i Katarzyny Enerlich – przejść się uliczkami Mrągowa, o których mowa w powieści, usiąść i odpocząć nad Jeziorem Czos, zrobić wycieczkę po okolicznych wsiach – poczuć ten zapach i pokochać Mazury, tak jak kocha je autorka i jej główna bohaterka. To byłaby cudowna wycieczka. 

A poza tym tak jak w części pierwszej, przeplata się tutaj nasza polska historia z historią Niemiec i dawnych Prus Wschodnich. Chociaż bez wątpienia najważniejsza jest tutaj miłość, w myśl słów pruskiej hrabiny Doenhoff: „Być może jest to największy rodzaj miłości – kochać, nie posiadając.”

Może i „Prowincja pełna gwiazd” nie jest tak bardzo wciągająca w wydarzenia, zawirowania życiowe głównej bohaterki, ale kto przeczytał pierwszą część prowincjonalnego tryptyku, przeczyta i kolejną. Bo będzie ciekaw dalszych losów znanych już bohaterów, ciekaw tego, jak się to wszystko skończy. Historia jest niesamowita tak samo, jak niesamowita jest magia Mazur w tej książce – przeczytać ją muszą koniecznie szczególnie ci, którzy Mazury kochają. A kto przeczyta część drugą, będzie czekał z niecierpliwością na trzecią.


Za książkę i możliwość poznania dalszych losów Ludmiły dziękuję serdecznie Wydawnictwu Mg

22 komentarze:

  1. Najpierw poszukam pierwszej części a potem rozejrze się za tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie pierwsza część najpierw! :D

      Usuń
  2. Na książki Katarzyny Enerlich mam chrapkę już od dawna. Pozytywne recenzje na temat jej książek jeszcze bardziej mnie podsycają. Muszę w końcu coś przeczytać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten tryptyk bardzo mnie zaintrygował, muszę go zdobyć :)

    pozdrawiam
    http://prywatna-poczytajka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Na mojej półce czeka "Kiedyś przy Błękitnym Księżycu" tej autorki. Jednak często trafiam na bardzo dobre oceny tego tryptyku, więc chyba będę musiała zapoznać się również z nim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, a ja jestem ciekawa Twojej recenzji "Kiedyś przy Błękitnym Księżycu"

      Usuń
  5. Nie masz pojęcia jakiej narobiłaś mi ochoty na ten tryptyk, koniecznie muszę przeczytać :-)
    I masz rację, szalenie trudno jest napisać recenzje drugiej części, nie zdradzając za dużo z pierwszej ale myślę że akurat Ty bardzo dobrze sobie z tym poradziłaś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest nie zdradzać wydarzeń z poprzednich części, a co mnie zadziwia na różnych portalach pełno jest spoilerów... jak tak poszperałam... cóż, trudno, ja spoilerować nie mam zamiaru :P

      Usuń
  6. mnie także zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnością sięgnę po nią w przyszłości.
    Pozdrawiam : >

    OdpowiedzUsuń
  8. jeszcze nie czytałam żadnej książki autorki, ale w końcu będę musiała to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! :) Myślę, że i Tobie by się spodobała :)

      Usuń
  9. Cykl mam w planach :) Kusząca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety niespecjalnie przemawia do mnie fabuła tej książki...

    OdpowiedzUsuń
  11. Już od dawna kuszą mnie książki tej Autorki. Jestem ich coraz bardziej ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę przyznać, że zachęcasz mnie coraz bardziej to tej serii ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mi ta trylogia przypadła do gustu. Mam i wracam do niej co jakiś czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pewnie wrócę nie raz :)

      Usuń
    2. Wykorzystaj przepis na gotowany schab, bardzo smaczny:)

      Usuń
    3. Na ten przepis od razu zwróciłam uwagę i na pewno go wykorzystam... tak samo jak przepis na sałatkę z ananasem :)

      Usuń
  14. Niesamowita okładka! Już dla niej samej sięgnęłabym po tę książkę. Ciekawe, czy pierwsza część też ma tak piękną oprawę, bo jeżeli tak, to chętnie widziałabym obie książki na mojej półce :) A żeby nie było, że kieruję się tylko estetyką okładki pragnę zaznaczyć, że i treść książki mnie intryguje.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki w ogóle są przecudowne :) Wszystkie 3 moim zdaniem. Ja okładką staram się nie kierować, ale różnie to wychodzi, nie ukrywajmy, to pierwsza rzecz, na jaką zwraca się uwagę przy wyborze książki :)

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli