Jesień cudów

Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2007
Liczba stron: 424
Moja ocena: 6/10
Każdy miłośnik książek na pewno słyszał choć raz w swoim życiu nazwisko Jodi Picoult. Nawet jeśli nie czytaliście żadnej jej książki, to na pewno jej nazwisko jest Wam znane. Ja miałam okazję wcześniej już czytać kilka jej książek, jedne są gorsze, drugie lepsze, jednak zawsze historie poruszane w powieściach Picoult podejmują ważne tematy, nad którymi nie da się nie przysiąść na chwilę i nie zastanowić – wydarzenia, które mogą spotkać każdego z nas w każdej chwili, chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Wcale nie inaczej było z książką pani Picoult, którą miałam okazję czytać ostatnio, czyli „Jesień cudów”. Jej główną bohaterką jest siedmioletnia Faith, dziewczynka, która jest świadkiem zdady swojego ojca z inną kobietą – świadkiem tego jest również jej matka, która jakiś czas temu przeżyła już podobną historię z tym samym mężczyzną. Poprzednim razem Mariah wpadła w depresję i trafiła do ośrodka psychiatrycznego – teraz jednak, choć po raz drugi jest zdruzgotana, daje sobie radę. Faith jednak, po zdradzie ojca zaczyna dziwnie się zachowywać – widzi wyimaginowaną przyjaciółkę, zaczyna z nią rozmawiać, nazywa ją Bogiem. Na początku matka dziewczynki nie zwraca na to szczególnej uwagi, ale gdy Faith mówi, że zna tajemnicę jej dzieciństwa, coś, co może znać tylko Mariah – matka zaczyna się niepokoić. Niby dziewczynka normalnie zareagowała na zdradę, znalazła sobie przyjaciółkę, która ją broni i przy której czuje się bezpiecznie, jednak gdy nagle zaczyna nazywać ją Bogiem, recytować wersy z Biblii, której nie zna – Mariah zaczyna martwić się o córkę.

Nie bez znaczenia jest tutaj imię dziewczynki – Faith, które to imię po angielsku znaczy „wiara”. Bo książka w głównej mierze porusza kwestię wiary właśnie – tego, w co wierzymy i dlaczego. Wkrótce o Faith, o jej objawieniach, a nawet cudach, których dokonuje, dowiaduje się cały kraj. Pod domem matki i córki dzień i noc koczuje po kilkadziesiąt dziennikarzy, ale nie tylko – bo również ludzi, którzy wierzą w Faith, są przekonani o prawdziwości jej objawień i cudów przez nią dokonywanych. Faith zdobywa rzeszę fanów, ale i ludzi, którzy za wszelką cenę próbują udowodnić, że dziewczynka jest oszustką i przez swoją wyobraźnię próbuje tylko zwrócić na siebie uwagę.

Jedną z osób, należących do tej drugiej grupy jest Ian – ateista, który w telewizji prowadzi swój program, mający na celu obalić wszelką wiarę w objawienia boskie, cuda itp. On również zjawia się pod domem Mariah i Faith, jednak zdarza się coś, co pozwala mu trochę przybliżyć się zarówno do córki, jak i do matki, bliżej poznać jedną i drugą. Ian, mimo początkowo niezbyt pozytywnego podejścia do wydarzeń, od początku jednak zdobył moją sympatię. Poza tym jesteśmy nawet sami świadkami, jak stopniowo zmienia się jego stosunek do dziewczynki – do tego stopnia, że nawet zaczyna wierzyć w historię Faith, w objawiającą się jej przyjaciółkę – chociaż sam przed sobą niechętnie się do tego przynaje.

Jedyne, co mnie raziło w tej książce, to dojrzałość Faith i domyślam się, że zauważyłam to nie tylko ja. Dziewczynka ma tylko siedem lat, a jej wypowiedzi są tak dojrzałe, jak dorosłego człowieka. Myślę, że Jodi trochę przesadziła z kreacją jej psychiki – fakt, Faith nie jest zwykłą dziewczynką, nie jest wychowywana w żadnej wierze, nie zna Biblii, choć cytuje jej fragmenty – jednak zdecydowanie jest za dorosła jak na swój wiek.

„Jesień cudów” jest książką dobrą. Jak to często bywa u Jodi Picoult, możemy dzięki niej poznać perspektywę każdej ważnej w tej książce postaci z osobna, chociaż narrator przez cały czas jest trzecioosobowy. Porusza do tego ważny temat wiary i tego, co się za tym pojęciem kryje, ale nie tylko. Bo jest to również książka, która pokazuje nam relacje między matką a córką – tym, w co wierzy jedna, a w co druga, co je łączy, a co dzieli. Do tego jest historią, która porusza problem zdrady i radzenia sobie z nią. I tak jak niemalże każda książka Picoult – nie kończy się jednoznacznie, pozostawiając nieco naszej wyobraźni.

Bez wątpienia powieść jest godna polecenia. Nie jest może najlepszą książką tej autorki, jednak wciąga, jest interesująca i mimo trochę irytującej dorosłości Faith – jest książką, która na pewno pochłonie Wasz czas i zostanie na trochę w pamięci.

11 komentarzy:

  1. Z Jodi Picoult miałam już okazję się zapoznać :) "Jesień cudów" jeszcze przede mną, ale na pewno ją przeczytam. Bardzo fajna recenzja, która zachęca do sięgnięcia po książkę.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Picoult. Tej jeszcze nie czytałam, ale mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam - lubię tą autorkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej książki jeszcze nie czytałam.. Ale nie wiem, czy sięgnę.
    Lubię Picoult, ale ta mnie jakoś odrzuca.. ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudna tematyka to wytłuczenie fenomenu Picolt. Sama , mam za sobą trzy pozycje tej autorki. Moja biblioteka obfituje w jej książki, w soim czasie je ogarnę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam książki Jodi Picoult, ale "Jesieni cudów" jeszcze nie czytałam. Chociaż i tak wiem, że pewnie oceniłabym ją odrobinę wyżej, z tego względu, że mam ogromny sentyment do twórczości tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  7. czytałam tę książkę i rzeczywiście zbytnia dorosłość Faith rzucała się w oczy, choć bez wątpienia powieść jest dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dotąd czytałam jedynie "Kruchą jak lód". W niej też trochę nie pasowała mi nadmierna dojrzałość małej dziewczynki, ale widocznie taka już uroda książek Picoult. Nie wiem czy sięgnę akurat po tą konkretną pozycję, ale z pewnością nie było to moje ostatnie spotkanie z autorką.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie czytałam żadnej z książek tej autorki i mimo wielu recenzji nie ciągnie mnie. Zwłaszcza, że ta powieść nie należy do wyżyn możliwości tej pani. ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. ja tylko słyszałam o autorce jeszcze nic nie czytałam:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety nie przepadam za tą autorką :(

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli