Prowincja pełna marzeń

Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo Mg, Warszawa 2009
Liczba stron: 352
Poznać twórczość Katarzyny Enerlich miałam w zamiarze od dawna. Nie dosyć, że ostatnio naprawdę dużo bardziej cenię twórczość naszych polskich pisarzy, to o Kasi Enerlich naczytałam się naprawdę sporo pozytywnych opinii. Jakże chciałam na początek poznać jej prowincjonalny tryptyk! Zauroczona tymi książkami byłam od dawna, przede wszystkich ich okładkami. Szalałam więc ze szczęścia, kiedy wszystkie trzy książki znalazłam ostatnio w swojej skrzynce na listy!

Na pierwszy ogień poszła więc „Prowincja pełna marzeń”. Niemal natychmiast wzięłam tę książkę do ręki i zaczęłam czytać i… ach!... Cóż tu wiele pisać! Ludmiłę polubiłam od pierwszych stron. A poznajemy ją w całkiem niefajnej sytuacji, kiedy w redakcji, w której pracuje, zmianie ulega redaktor naczelny – zostaje nim Artur, który natychmiast zaczyna uprzykrzać życie wszystkim w zespole. Niby po to, żeby lokalna gazeta w końcu wyszła na prostą… Jednak czuć z daleka, że Artur coś kombinuje. A kombinuje niemało, co prowadzi do tego, że powoli zespół współpracowników, do tej pory dość silnie ze sobą zżytych, zaczyna się wykruszać… A jakby tego było mało, w życiu Ludki pojawia się pewien Niemiec, szukający swoich korzeni i domu, z którego pochodzi jego ojciec. Dom ten znajduje się w właśnie w Mrągowie, mieście Ludmiły, prawdopodobnie nawet w jej kamienicy… To właśnie stamtąd, z przedwojennego Sensburga, dzisiejszego Malborka, mały Hans, teraz ojciec Martina, musiał uciekać, aby ratować się przed wojną.

Historia Hansa Ritkowsky’ego jest zresztą prawdziwa. Kilkuletni Hans naprawdę musiał opuścić swój dom w przedwojennych Prusach Wschodnich, dom, który kochał i kocha i który za wszelką cenę po wojnie, gdy będzie już dorosły, postanowił odnaleźć. W końcu matka mu powtarzała, że zawsze wraca się do tego, co się pozostawiło. A mały Hans, pewien, że wróci do Sensburga, zostawił we wnęce pod podłogą armię swoich ołowianych żołnierzyków – jak mógłby więc do nich nie wrócić… Nie wrócić do starego pieca kaflowego, jedynej rzeczy, która zapadła mu tak głęboko w pamięci.

„Mamo, my tu wrócimy, zobaczysz, kiedyś mi mówiłaś, że jak się coś gdzieś zostawi, to się tam wraca. Ja zostawiłem, w kąciku pod ruchomą deską podłogi ołowiane żołnierzyki! To na pewno wrócimy…"

Chociaż to jest moja pierwsza książka Kasi Enerlich, spokojnie mogę ją zaliczyć już do moich ulubionych autorów. Ona sama urodziła się w Mrągowie na Mazurach, więc tamte strony nie są jej obce i dziękuję jej z całego serca, że większość swoich powieści osadza z akcją właśnie tam. „Prowincja pełna marzeń” pełna jest Mazur, przesiąknięta mazurskim klimatem, mazurskimi potrawami, zapachami, ziołami. Ale nie czuć tu absolutnie żadnego przesytu, nie mamy dość, wręcz przeciwnie – dzięki tej książce można zakochać się w Mazurach na poważnie! Ja jestem w nich zakochana od dawna – wystarczyła jedna jedyna wizyta, a dzięki tej książce mam ochotę właśnie w tej chwili spakować walizkę i znaleźć się tam, wśród tych mazurskich jezior, zwiedzić te wszystkie mrągowskie uliczki, poznać okoliczne wsie, poczuć ich zapach. Żadna jeszcze książka tak mnie nie oczarowała swoim klimatem. Brak po prostu słów.

A sama powieść? Już sam fakt, że po prostu nie chciało mi się jej odkładać na półkę o czymś świadczy. Czytałam… i czytałam… i czytałam… i nie chciałam w ogóle kończyć. Mało która książka potrafi mnie tak zaczarować, a ostatnio zdarza się to właśnie polskim autorom – teraz, Katarzynie Enerlich… Czyta się szybko, ale nie jest to zwykła opowieść  dla kobiet, ale niebanalna historia, pełna świeżości, gdzie splata się wątek przedwojennych Prus Wschodnich ze współczesną historią Mazur, historia o kobiecie silnej, która wie czego chce, która daje sobie radę w każdej sytuacji, ale jednocześnie samotnej mimo masy przyjaciół i znajomych wokoło… O kobiecie, której życie w jednej chwili się zmienia… Ale jest również historia o marzeniach, tych spełnionych i tych nie mających szansy na spełnienie, o miłości i przyjaźni.

„Dziś myślę, że żaden kraj w Europie nie jest tak uwikłany we własną historię, tę dobrą i tę złą, i że żaden nie cieszy się tak bardzo, widząc kogokolwiek, przybywającego mu z odsieczą, jak choćby znanego gdańszczanina z blaszanym bębenkiem, który pokaże zapomniany czas, odkopie historię… - te słowa Martina zakończyły opowieść o jego ojcu, którą opowiedział mi w moim domu. Pod moim dachem zupełnie przypadkiem splotły się dwa kraje, dwie historie, dwa różne serca. Słowami Martina zamknęłam również swoją opowieść, poruszona tą myślą do głębi…”

Po tej książce mam ochotę odłożyć na bok wszystkie „zagraniczne” książki i nadrobić zaległości w literaturze polskiej. Jak ja dużo traciłam do niedawna, omijając ją szerokim łukiem! Jak jestem wdzięczna losowi, że to się zmieniło!

„Prowincja pełna marzeń”, odkąd tylko wzięłam ją do ręki, jest od teraz jedną z moich ulubionych powieści. Mam Was dalej przekonywać do jej przeczytania? Myślę, że nie trzeba.


Za możliwość przeniesienia się do Krainy Tysiąca Jezior i odkrycia ich na nowo dziękuję z całego serca Wydawnictwu Mg

28 komentarzy:

  1. Nie słyszałam dotychczas o tej autorce, ale książkę z checią przeczytam. Obiecałam sobie, że częściej będę sięgać po polską literaturę i teraz będzie okazja :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj sięgaj - bo naprawdę dużo się traci omijając polską literaturę.

      Usuń
  2. Od dawna marzy mi się ta autorka i jak widać są ku temu powody :-) Z niecierpliwością czekam na kolejne recenzje, może przekonasz mnie do całej serii ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powody są na pewno a recenzje już wkrótce :)

      Usuń
  3. Nie czytałam żadnej książki autorki. Czytałam za to sporo pozytywnych recenzji na temat jej książek. Dlatego w najbliższym czasie postaram się poznać twórczość Katarzyny Enerlich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również naczytałam się sporo pozytywów o Katarzynie Enerlich, miedzy innymi dlatego też po tę książkę sięgnęłam :)

      Usuń
  4. muszę w końcu zacząć nadrabiać zaległości, jeśli chodzi o tę autorkę!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dość często natykam się na twórczość pani Enerlich. Na mojej półce leży "Kiedyś przy Błękitnym Księżycu" jej autorstwa - mam zamiar niedługo przeczytać. Jeśli chodzi o ten tryptyk to jak na razie nie jestem do końca przekonana, ale możliwe, że zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nic tej autorki nie czytałam, a tą książką jestem oczarowana... Więc może choć trochę przyczynię się do tego, że zmienisz zdanie... no ale najpierw musisz przeczytać :)

      Usuń
  6. Czuję się zachęcona i skuszona :D Tym bardziej, że kocham Mazury. Muszę jak najszybciej zdobyć tę książkę i wziąć się za jej czytanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham, a dzięki tej książce mam ochotę na wycieczkę prowincjonalnym szlakiem :)

      Usuń
  7. A Ja przeczytałam ostatnią jej książkę "Studnia bez dnia" - bardzo mi się spodobała :) teraz będe musiała przeczytać wcześniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Studnia bez dnia" też mi się marzy, ale może później, jak trochę ochłonę po tych i trochę opadnie szał wokół tej książki... A wcześniejsze koniecznie musisz przeczytać :)

      Usuń
  8. Z tej serii brakuje mi tylko "Prowincji pełnej marzeń", a bynajmniej tak mi się wydaje. Jeśli zaś chodzi o naszą rodzimą literaturę, to powiem Ci, że od dłuższego czasu staram się ją coraz bardziej doceniać. Co prawda nadal bywa z nią różnie, a niekiedy sięgam po stosunkowo słabsze utwory, ale czy podobnie nie jest z tymi zagranicznymi? Dzięki Włóczykijce moje horyzonty nieco się poszerzyły i poznałam wielu autorów, których twórczość naprawdę cenię i z chęcią do nich wracam. Tak jest w przypadku książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, która być może nie należy do grona wybitnych pisarek i wiele osób woli nie sięgać po jej powieści, jednak dla mnie stanowią one okazję odprężenia się i chwilowego zapomnienia. Podobnie jest z kilkoma innymi pisarzami, którzy piszą znacznie lepiej od niej, a stworzone przez nich historie wnoszą do mojego życia bardzo wiele.

    Z twórczością Kasi Enerlich mam zamiar zapoznać się w najbliższym czasie. Autorkę miałam okazję zobaczyć na żywo, chociaż nie miałyśmy okazji by porozmawiać. Słyszałam na temat jej książek wiele dobrego, więc tym bardziej cieszę się, że i Twoja recenzja wpływa pozytywnie na moje nastawienie do niej. Zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie w praktyce. Już teraz doceniam fakt, że akcja tych książek rozgrywa się w miejscach, które są doskonale znane autorce, a dzięki temu jeszcze wygodniej było jej przekazać te wszystkie emocje, które w tego typu utworach są naprawdę ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Włóczykijki również się zapisałam, właśnie ze względu na polską literaturę, a Agnieszkę Lingas-Łoniewską mam w planach już od jakiegoś czasu. Zazdroszczę natomiast spotkania pani Kasi na żywo - szkoda, ze nie udało się porozmawiać, ale zawsze to coś :)

      Usuń
  9. Kolejna pozytywna recenzja przekonuje mnie do tej książki. Na szczęście, bo chyba jestem uprzedzona do polskich pisarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niepotrzebnie - też kiedyś byłam uprzedzona, ale na szczęście to się zmieniło :)

      Usuń
  10. Ostatnio też przekonuję się do polskich autorów. Raczej przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  11. Z polskich autorów lubię bardzo Hannę Kowalewską, jeśli nie znasz to polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, ale skoro polecasz, na pewno zwrócę uwagę :)

      Usuń
  12. Nie słyszałam nigdy o tej autorce, ale zachęciłaś mnie swoją recenzją ;) Kiedyś sięgnę i przeczytam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Mazury... z komarami mi się kojarzą, a fee :P

    OdpowiedzUsuń
  14. No to widzę, że "Opętani Mazurami" długo nie będą czekać na mojej półce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj i pisz recenzję - jestem bardzo ciekawa :)

      Usuń
  15. Książki tej Autorki mam w planach. Mam nadzieję, że szybko uda mi się je zrealizować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Za każde dobre słowo i każdy uśmiech w kierunku polskiej literatury, w tym... również mojej serdecznie DZIĘKUJĘ! Katarzyna Enerlich www.prowincjapelnamarzen.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Za piękne słowa i za uśmiech w kierunku polskiej literatury, w tym mojej - DZIĘKUJĘ. Katarzyna Enerlich www.prowincjapelnamarzen.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli