Marina


Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo MUZA, 2010
Liczba stron: 302
Jako wielbicielka Carlosa Ruiza Zafona w pewnym sensie przestałam być obiektywna co do oceny pisanych przez niego książek. Lubię te tajemnicze miejsca, mroczne wydarzenia, lubię jego styl pisarski. I chyba nie będę oryginalna jak napiszę, że „Marina” również, jak pozostałe jego książki, spełniła moje oczekiwania.

W „Marinie” przenosimy się znowu do Barcelony, tak znanej nam już z „Cienia wiatru” i „Gry anioła”. Tym razem jednak jest to Barcelona lat osiemdziesiątych XX wieku. Książka jak zwykle zaczyna się tajemniczo. Oskar Drai jest uczniem szkoły z internatem, ale zafascynowany miastem, w jakim przyszło mu mieszkać, stara się odkrywać jego sekrety. Jednak na pierwszych stronach powieści poznajemy go jako bohatera, który znika na siedem dni i siedem nocy, nikt nie wie, gdzie jest, co się z nim dzieje, szukają go koledzy, nauczyciele oraz policja. Wałęsającego się na dworcu znajduje go przypadkowo policjant. Oskar, za jego namową wraca do internatu. Jest tajemniczy i nic nie chce powiedzieć. Zamyka się w sobie. Wszyscy - koledzy, nauczyciele, szkolni psychologowie chcą wiedzieć, gdzie był i co robił, jednak Oskar cały sekret zatrzymuje dla siebie. Nam jednak, na dalszych stronach książki zaczyna opowiadać całą historię. Historię o nim i Marinie.

Jakiekolwiek opowiadanie dalszej fabuły mija się z celem – książkę czyta się o wiele lepiej, kiedy wie się o niej jak najmniej – przynajmniej dla mnie. Strona za stroną odkrywamy razem z Oskarem jego tajemnicę – poznajemy tytułową Marinę i jej ojca, którzy stają się dla Oskara niemalże jak rodzina. Spacerujemy razem z nimi mrocznymi uliczkami Barcelony, odkrywamy sekret tajemniczej damy w czerni, która niczym zjawa pojawia się i znika… Strona po stronie poznajemy ten mroczny świat wykreowany przez Zafona – świat, który zauroczył mnie do tego stopnia, że mogłabym czytać takie książki non stop i nigdy by mi się nie znudziły.

„Marina” jest książką, która została napisana znacznie wcześniej, niż słynny, bestsellerowy „Cień wiatru” i jest zaliczana raczej do literatury młodzieżowej. Ja jednak i tak dałam się wciągnąć w ten świat, co udowadnia, że powieść ta absolutnie nie jest przeznaczona tylko dla młodych czytelników – równie dobrze może ją przeczytać piętnastolatek, co i siedemdziesięciolatek. To jest właśnie ta pozytywna rzecz w książkach Zafona – są dla każdego.

Do tego „Marina” dla Carlosa Ruiza Zafona jest szczególnie ważną książką, darzy ją największym sentymentem. „Marina” nie zaczyna się od razu historią Oskara Drai, ale czymś w rodzaju listu do czytelnika samego autora, co daje jej duży plus na samym początku. Do tego jest książką smutną, co wyczuwamy już od pierwszych stron. Ale z pewnością godną polecenia i miłośnikom Zafona, jak również tym, którzy jego książek jeszcze nie mieli okazji wziąć do ręki.

4 komentarze:

  1. kocham Zafona
    "Mariny" nie miałam jeszcze okazji czytać, ale z pewnością to nadrobię jak tylko wpadnie mi w ręce ta książka

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Zafona, więc tej książki nie mogę przepuścić:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, u mnie figuruje jako jedna z najlepszych Zafona :)

      Usuń
  3. Ta ksiazka zrobila na mnie ogrome wrazenie i wcale sie nie dziwie, ze i Tobie sie spodobala ;-)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli